30.12.10 JACY JESTEŚMY?: „Dłuuga szkoooła, nauka nie weesołaaa”.

„Długa szkoła…nauka niewesoła” jak to śpiewał kiedyś Kazik…Dzisiaj są takie czasy, że znaczny (większość?) procent młodzieży studiuje albo dalej kształci się w inny sposób. Zatem trzecia część „Jacy jesteśmy” bankowo dotyczy większości czytelników zina. Niby błahostki, niby tylko studia, a jednak czasami tworzą przeszkodę w życiu dla pasji. Żyjemy w Polsce i wielu z nas nie stać na to by wydawać kolejne czterocyfrowe sumy na powtarzany rok… Mimo to, a jakże inaczej, jeździmy :-). Kibic to kombinator i nie odpuści zazwyczaj ani zaliczenia semestru, ani meczów wyjazdowych. Większość z nas opanowała do perfekcji robienie w wała rodziny, dziewczyny, szkoły i pracodawcy. Taki już mamy dar… Jestem natomiast zaskoczony jeśli chodzi o wypowiedzi dotyczące pracy. Wychodzi na to, że to ja miałem pecha i trafiłem na skurwysyna :-). A teraz oddaję głos.  

„DŁUUUGA SZKOŁAAA, NAUKA NIE WESOOŁAA…”

1. Wybory – nauka czy mecz wyjazdowy

Kolejnym etapem naszego wywiadu rzeki – była kwestia edukacji oraz jej wpływ na życie kibica Legii. 10 na 15 respondentów wybrało stacjonarne studia wyższe, przede wszystkim kierunki humanistyczne, i są w trakcie ich realizacji. Kolejni 2 ankietowani obecnie pracują i nie studiują,  a  3 ostatnich jest jeszcze na etapie szkoły średniej. Ankietowani poproszeni o scharakteryzowanie swoich postępów edukacyjnych zgodnie odpowiedzieli, że nie mieli wielu problemów w szkołach czy na studiach (z wyjątkiem 2 respondentów). Są zadowoleni z osiąganych wyników, które nie zawsze bywają najwyższe ale starają się zaliczać wszystkie prace i ukończyć godnie edukację. Przykładem, posłużę się wypowiedziami:

R.5 „Jak na razie idzie mi bardzo dobrze. Zawsze jak coś robię, to staram się to robić jak najlepiej. Nie mam problemów z egzaminami czy wykładowcami. Nie mogę narzekać.”                            

R.8 „Pierwszy semestr na nowej uczelni zaliczony więc jestem zadowolony. Zobaczymy co dalej, jestem dobrej myśli.”

R.7 „Mimo, że już pracuję, Dyplom Technika, Dyplom Licencjata uzyskałem z oceną bardzo dobrą. Zawsze miałem czas podzielony na naukę i mecze”                                           

R.4 „Powoli do przodu. Nie mam specjalnego ciśnienia na dobre oceny itp. Były małe poślizgi, jakieś warunki ale nie zwracam na to większej uwagi. Udało się wszystko załatwić i jest dobrze”.      

13 na 15 pytanych Legionistów pochodzi z Warszawy lub jej okolic, dlatego też każdy stwierdził, że nie miał potrzeby wyboru przyszłej uczelni lub miasta ze względu na Legię. Natomiast w życiu r3 oraz r9 głównym motywem wyboru studiów w Warszawie była Legia. Przeważył fakt, że stąd będą częstszymi uczestnikami meczów piłkarskich, ponieważ obaj pochodzili z województwa Wielkopolskiego.

R.3 „Wybrałem Warszawę bo tutaj jest Legia! Był to decydujący argument w przyjeździe do stolicy. Na ile procent? Myślę, że co najmniej na 70-80%”.                                                                          

R.9 „Ja nie pochodzę z Warszawy. To właśnie był główny motyw dla którego wybrałem studia tutaj, chociaż rozpatrywałem także inne miasta Wrocław i Gdańsk. Ostatecznie przeważył ten fakt, że tutaj będzie bliżej na Legię i do znajomych z Legii”.

Dla biorących udział w badaniu kibiców, mecz wyjazdowy jest bardzo ważnym wydarzeniem. Dlatego też większość z nich, na pytanie „Jak zachowujesz się kiedy wyjazd wypada w dzień nauki?” odpowiedziała, że jeżeli wiedzą iż mogą opuścić zajęcia bez ponoszenia większych konsekwencji lub mają usprawiedliwienie z tego dnia, to bez zastanowienia, śmiało wybierają mecz. Dla przykładu posłużę się cytatami z wypowiedzi.

R.6 ”Oczywiście jadę na mecz! Miałem już kilka takich sytuacji, że był mecz wyjazdowy albo szkoła. Jechałem na mecz, szkołę, oceny zawsze można poprawić kiedyś tam…”                                                                                                                                                     

R.13 „To zależy od specyfiki zajęć. Jeśli są to wykłady to nie widzę żadnego problemu, jadę na wyjazd. Jeśli pojawiają się ćwiczenia i wiem, że nie mogę ich opuścić to niestety zostaję, mimo wszystko.”

R.15 „Miałem to szczęście, że bardzo rzadko nauka czy egzaminy pokrywały mi się z meczem wyjazdowym. Jeżeli wiedziałem, że mogę tę sprawę załatwić później to jechałem na mecz.”

R.7 „Potrafiłem opuścić jakieś zaliczenia, egzaminy, ze względu na mecz. Później musiałem się trochę nabiegać aby uzyskać zaliczenie ale mecze były ważniejsze a wszystko inne potem i tak się układało”.

W związku z tym, że ankietowani często opuszczali zajęcia z powodu meczów, a potem tłumacząc się z nieobecności stosowali różne sposoby wybrnięcia z takich sytuacji, zostali poproszeni o dokładny opis swoich patentów. W większości przypadków kłamstwa, wymyślone historie, okazywały się dla nich najlepszym wyjściem, choć 3 fanów stwierdziło, że ma wystarczająco dobre stosunki z wykładowcami czy nauczycielami aby powiedzieć prawdę i nie ponieść dużych konsekwencji.

R.7 „Na uczelni trzeba było kłamać aby wybrnąć z nieobecności, bo pewnie mało który profesor by zrozumiał, że nie przyszedłem na zaliczenie bo ważniejszy był mecz. Trzeba było wymyślać różne usprawiedliwienia mojej nieobecności”.

R.10. „Kiedyś jechaliśmy na mecz do Sosnowca, który był w piątek. Kolega, który mnie strasznie namawiał na ten wyjazd uruchomił swoje kontakty i zadzwonił, do ciotki, która jest lekarką i wystawiła mi zwolnienie. A tak to raczej nie. Mam takich wykładowców, z którymi żyję tak na bardziej nieformalnej stopie, i Oni wiedzą, że jeśli jest mecz to dla mnie jest to jakieś usprawiedliwienie w moim mniemaniu. Nie wiem czy w Ich też, ale akceptują to na swój sposób.”

R.4 „Część wykładowców jest spoko i zawsze idąc na dyżur wystarczyło się ładnie uśmiechnąć i jakoś się dogadało (śmiech) Jeśli ceną było zaliczenie na dyżurze to też było dla mnie do przyjęcia. Aha, raz oddawałem krew”.

R.12 „Często załatwiałem sobie zwolnienie lekarskie albo po prostu przyznawałem się, że był mecz i musiałem pojechać i tu opowiadałem wykładowcy jak wspaniale było na meczu, co się wydarzyło… jakoś temat się sam ucinał, dużych konsekwencji nie ponosiłem. Mam wyrozumiałych wykładowców!”.

R.5 „Zazwyczaj mówię prawdę „bo był mecz…” i wszystko jasne. Kiedy wiem że na kogoś to nie zadziała to wymyślam inna historię… Kilka razy w miesiącu jestem u babci w szpitalu czy na pogrzebie…”.  

2. Wpływ bycia kibicem na naukę

Większość rozmówców świadomie wybierała częściej mecze niż naukę. To w pewnym stopniu wpływało na ich edukację, dlatego zostali poproszeni o scharakteryzowanie jaki wpływ na naukę ma jeżdżenie na wyjazdy. Odpowiedzi ankietowanych były zróżnicowane. 11 na 15 kibiców stwierdziło, że był to negatywny czynnik wpływający na ich edukację. Nie zawsze znajdowali czas by nadrobić stracony dzień na uczelni czy w szkole.

R.1 „Ze 2 lata temu tak naprawdę powinienem skończyć, no ale a to urlop wziąłem na rok, a to semestr powtarzałem jeden czy dwa, dwa nawet. A to teraz już nie chodzę z rok do szkoły, bo piszę pracę”.

R.11 „Myślę, że tak. Wolny dzień powinienem spędzać nad nauką a mam wtedy inny tryb życia, wolę pojechać na wyjazd niż iść na mecz u siebie”.

R.4 „Można na to różnie patrzeć. Negatywny wpływ może mieć taki, że jednak opuszczam te zajęcia a po wyjeździe, niespecjalnie mam ochotę następnego dnia iść na wydział.”

R.8 „Wiadomo, że na wyjeździe nie będę czytał notatek i książek. Tak więc na pewno nie wpływa pozytywnie. A negatywnie? Też bym nie powiedział dlatego, że mógłbym w tym czasie robić wiele innych rzeczy nie związanych z nauką i nie myślałbym pewnie o tym, że zawalę szkołę.”

Pozostali zgodnie stwierdzili, że jeżdżenie na mecze nie miało dużego wpływu na ich edukacje.

R.3 „Nie, pewnie, że nie. Niby dlaczego? Nie jestem stowarzyszony w żadnej grupie więc dla mnie wyjazd to jest dzień wyjazdu, ewentualnie odsypiam następnego dnia a potem się uczę, czy też idę na zajęcia i wszystko nadrabiam. Nie mam z tym problemów”. 

R.12 „Ja wiele się nie muszę uczyć więc dla mnie ani na mnie to nie ma wpływu. No chyba, że w sesji ale ona wypada akurat między sezonami lub w przerwie w rozgrywkach ligowych. Może jedynie wpływ w druga stronę, taki, że w związku z tym, że jestem związany ze środowiskiem kibicowskim pisze teraz dwie prace na dwa różne przedmioty na tematy związane z kibicami.”

3. Sposoby łączenia pracy zawodowej z kibicowaniem

Wśród pytanej grupy 11 osób było osobami pracującymi. W większości przypadków była to praca dorywcza lub na umowę o dzieło/zlecenie. Jedynie 3 respondentów posiadało umowę o pracę. Spośród owych 11 osób 9 stwierdziło, że przełożeni byli świadomi, że ich pracownik kibicuje Legii. U większości występowało pozytywne podejście (jeden Legionista miał szczęścia pracować u osoby również jeżdżącej na wyjazdy), a dwóch stwierdziło, że szefostwo przechodziło obok tego obojętnie.

Na pytanie czy kibic kiedykolwiek poświęcał pracę dla meczu można było usłyszeć różne odpowiedzi. Tylko 2 osoby stwierdziły, że nigdy nie było takiej sytuacji. Większość jednak twierdziła, że obowiązek pracy schodził na drugi plan. Miało to prawdopodobnie związek z luźnym stosunkiem pracy.

R.4 „Tak, sporo razy. Biorę wolne, nie zapisuję się w ogóle, albo bezczelnie nie pojawiam się w pracy w dzień wyjazdu lub dzień po. Mam takie podejście, że ta praca nie jest moją docelową, tylko na okres studiów, na dzieci nie pracuję, więc mogę czasem jej nie szanować  jeśli dochodzi do konfliktu praca-wyjazd. Jak będę miał już jakąś stałą, poważna pracę, to będzie ze mnie mniejszy lekkoduch, ale póki co mogę sobie pozwolić”.

R.9 „Kilka razy prosiłem już o wolne z uwagi na mecz i nigdy nie było z tym żadnego problemu.”

R.6 „Jako, że to była praca dorywcza, to nie było takich sytuacji. Nie musiałem też stosować żadnych patentów żeby jechać, często bywało tak, że szefa spotykałem w sektorze gości.”

R.13 „Pracuje od poniedziałku do piątku a z reguły mecze są w weekendy. Ale jeżeli już się trafi jakiś pucharowy wyjazd w środku tygodnia to mówię wtedy w pracy że potrzebuje dzień wolnego bo mam mecz i bez problemów dostaje urlop. W pracy nie robią mi z tego powodu problemów, mam wyrozumiałych pracodawców.”

Kibice raczej nie są zmuszani do stosowania wybiegów żeby opuścić dzień w pracy. Najczęściej pojawiającymi się odpowiedziami były branie urlopu na dzień meczu lub nie zapisywanie się w ogóle do pracy na ten dzień. Jedynie 2 respondentów odpowiedziało, że czasem oddają krew aby mieć dzień wolny lub zmyślają różne sytuacje, jak pogrzeb czy spóźnione… o kilka lat bierzmowanie :-). W kwestii urlopu i planowania go pod grafik wyjazdowy większość Legionistów odpowiedziało, że dłuższego urlopu nie posiadają przez to, że… w ciągu roku wykorzystują pojedyncze dni urlopowe aby pojechać na mecz. Pozostałym  ze względu na luźny tryb pracy nie przysługuje ustawowy urlop więc to zagadnienie ich nie dotyczy.

Na kluczowe pytanie czy, jeżdżenie na wyjazdy jakoś odbija się na pracy właściwie wszyscy powiedzieli, że nie.

R.4 „Kilka razy może się nie pojawiłem albo odwołałem w ostatniej chwili, ale żeby jakoś znacząco to nie. Szefostwo podchodzi ze zrozumieniem do mojej pasji, o ile nie przesadzam już naprawdę bezczelnie”.

R.7 „Raczej nie, jak nie ma mnie w pracy to najczęściej na następny dzień muszę nadrobić stracony dzień, mam więcej pracy, nadrabiam zaległości ale dla Legii warto”.

R.12 „Mój przełożony jest generalnie wyluzowany i wie, że jedna nieobecność nie poskutkuje negatywnie a wręcz przeciwnie- odrobię to z nawiązką”.

R.1 „Nie, to są zupełnie dwie różne rzeczy. Ja tego nie wiążę całkowicie”.

4. Podsumowanie

Podsumowując blok dotyczący edukacji i pracy stwierdzić można, że jeżdżenie miało w 11 na 15 przypadkach negatywny wpływ na naukę, poprzez opuszczanie zajęć czy też brak czasu i ochoty na nadrobienie zaległości. Pomimo tego większość badanych zgodnie twierdziła, że potrafili ponieść konsekwencje lub dojść do porozumienia z wykładowcami. W wielu przypadkach aby pojechać na mecz zmuszeni byli kłamać i wymyślać nieprawdziwe historie, choć kilku respondentów ze względu na dobre stosunki z profesorami mówiło prawdę i jechało na mecz. Rozmówcy z pełną świadomością wybierali mecze wyjazdowe w dzień nauki zamiast obecność na zajęciach chyba, że to kolidowało z ważnymi egzaminami, których nie dało się opuścić. 2 na 15 Legionistów wybrało Warszawę i studia tutaj ze względu na Legię, mimo że obaj pochodzili z województwa Wielkopolskiego.

Z powyższych wniosków widać ze fanatyczni kibice gotowi są wiele poświęcić aby pojechać na mecz wyjazdowy, który w naszym środowisku jest czymś najważniejszym. Często kosztem swojej edukacji, wykładów, prac zaliczeniowych. A jak dowiedzieliście się z poprzedniej serii – także czasem kosztem rodziny.

Mecze wyjazdowe jak się okazuje, nie stoją w wielkim konflikcie z pracą zawodową. Zdecydowana większość respondentów łączy te dwie rzeczy bez uszczerbku dla żadnej z nich. Luźny stosunek pracy powala im być elastycznymi i dopasowywać do siebie dni pracy i meczy. Nie są raczej zmuszani do stosowania żadnych wybiegów nie mieszczących się w przyjętych kanonach związanych z byciem pracownikiem. Z drugiej jednak strony, zdecydowana większość poświęca pracę dla meczu i jeśli te dwie sprawy się nakładają, to wybierają oni ruszenie gdzieś w Polskę za swoim klubem. Pracodawcy podchodzą do tego ze zrozumieniem lub obojętnością, ponieważ absencja kibiców nie wpływa negatywnie na ich wyniki w pracy. Pytani mają szczęście? A jak jest u Was? Maila znacie…

Rozmowy odbywały się w domach i w pubach, a rozmówcy to ziomki rozmawiającego.

Wstęp i lekka ingerencja: Ł., opracowanie wywiadów i komentarze do nich: Żyła.