WYWIAD: Warsaw FanaticS (WFS). Legijne graffiti!

WFS, a więc Warsaw FanaticS to grupa zajmująca się legijnym graffiti. To, co obserwujecie na murach i ma barwy Legii Warszawa to najprawdopodobniej ich praca, bo zrobili już trzycyfrową ilość wrzutów… Sławią najlepszy klub w Polsce za pomocą puszki z farbą, od legali po nielegale, od malowania pociągów po zwykłe szablony na warszawskich osiedlach… Prace powstają nawet w… mieszkaniach, czy też w sklepie Bulldog. WFS jest po prostu wszędzie :-). A, za sprawą zina „DL”, którego już w maju trzymaliście w swoich rękach, mogliście przeczytać, co mają do powiedzenia, kiedy akurat nie projektują jakiegoś nowego malunku… Dzisiaj wrzucam ten wywiad także w Internet. Miłej lektury. I oczekujcie drugiego numeru, w którym legijne grupy reprezentować będzie (w kwestii wywiadów) OFMC.

Ł: Witam. Na początek przedstawicie się czytelnikom „Drogi Legionisty”. Od ilu lat istnieje Wasza grupa, ilu liczy członków i czym się zajmuje? Jaka jest mniej więcej średnia wieku?

WFS: Witamy :-). Grupa istnieje od 4 lat. W sierpniu będzie pięciolecie.

Zajmujemy się malowaniem różnego rodzaju prac, głównie o tematyce związanej z Legią Warszawa, ale nie tylko. Stworzyliśmy również kilka graffiti o tematyce patriotycznej jak i na zlecenia prywatne.

Przez cały okres działalności przewinęło się 9 osób, obecnie grupa liczy kilka osób, najwięcej miała pięć, ale ilość nie stanowi większego problemu. Wiekowo mamy niezły przekrój, bo od około 18 lat do 30.

Ł: Czy prócz wrzutów legijnych zasilacie jakieś stołeczne -graffiti crew-? Czy może Wasza działalność całkowicie kręci się wokoło Legii?

WFS: Nie jesteśmy w żadnym innym crew, od początku naszym założeniem było malowanie stricte legijne. Można więc powiedzieć, że całość kręci się tylko wokół Legii.

Ł: WFS zajmuje się tylko graffiti czy są wśród Was kibice zaangażowani również w inne aspekty życia legijnych fanatyków?

WFS: Jesteśmy otwarci na różnego rodzaju akcje. Pomagaliśmy/pomagamy, gdy jest taka potrzeba, zarówno NS czy UZL, wspólnie malowaliśmy również z ZWL. Braliśmy też udział w akcji 1916 Uśmiechów.

Podczas jednej z przerw zimowych uszyliśmy kilka flag na kije, niektórym udało się pojawić na stadionie, inne nadal na to czekają.

Ł: Skąd pozyskujecie środki na farby? Malujecie za swoje czy może jesteście jakoś wspomagani?

WFS: Na samym początku środki były własne, jednakże na dłuższą metę nie dałoby rady wykładać tak dużych kwot z własnej kieszeni.

Co jakiś czas wydajemy różnego rodzaju gadżety, z których całkowity zysk idzie właśnie na farby. Stawiamy na jakość, a co za tym idzie to musi niestety kosztować.

Ł: Na Waszym blogu, www.wfs.fotolog.pl, znajdujemy cały przekrój sztuki graffiti. Co wolicie malować, legale czy nielegale? Ściany, pociągi?

WFS: Zdecydowanie legalne ściany. Od jakiegoś czasu staramy się, żeby wszystkie nasze produkcje były legalne. Namalowanie postaci, skomplikowanego tła i liter pochłania sporo czasu więc dodatkowa adrenalina związana z obserwacją czy policja nie nadciąga, nie jest nam potrzebna.

Ł: No, ale przecież w nielegalu i adrenalinie połowa uroku :-). A jaracie się jakimiś typowo hip hopowymi grupami graffiti? „Man In Black” i te klimaty? Oglądałem te filmy i przyznam, że coś było w tym ich lataniu w terrorce po mieście :-)… Czy może znacznie różnicie się od zwykłych crew?

WFS: Zdecydowanie, różnimy się :-). Owszem tematyka graffiti jest nam dobrze znana, filmy w tym klimacie również, jednakże bardziej poszliśmy w stronę dopracowanych detali, nakładania warstw aż do uzyskania pożądanego efektu, używania taśmy malarskiej itd.

Na tego typu rzeczy nie można sobie pozwolić na hardcorowej akcji, gdzie liczy się czas. Mamy spory szacunek dla osób robiących panele, gdyż zdajemy sobie sprawę jak jest to trudna i ryzykowna sprawa.

Ł: Czy jest jakaś konkretna bądź konkretne prace, które darzycie największym sentymentem?

WFS: Hmmm… Trudne pytanie. Każdy z nas zarówno z byłych jak i obecnie działających ma swoje ulubione prace. Syreni Gród, Liberta Ultras, Pamiętamy… kilka takich by się znalazło.

Ł: A wracając do kwestii legal-nielegal. Zdarzały się jakieś akcje z psami, sokami itp.?

WFS: Zdarzyły się. Na samym początku, gdy nie myśleliśmy o legalizowaniu ścian były przypadki porzucania puszek z przymusu ;-).

Zdarzyło się również, że podczas malowania podjeżdżały nieoznakowane fury, a w nich psy. Póki co (odpukać w niemalowane) nie mieliśmy jeszcze większego przypału. Niejednokrotnie mając w ręku pozwolenie i tak byliśmy spisywani, gdyż straż miejska czy też psy nie chciały dać wiary, że można legalnie malować.

Podczas tworzenia pracy „Pamiętamy”, niedaleko Rynku Nowego Miasta, patrol biegł do nas z pałkami… zdziwiony, że nie uciekamy :-).

Ł: Czy obserwujecie grafficiarską działalność sąsiadek zza miedzy? Jak oceniacie ich aktywność w tym temacie?

WFS: Śledzimy nie tylko działalność sąsiadek, ale i innych kibiców działających w Polsce jak i poza granicami naszego kraju. Patrząc w miarę obiektywnie należy stwierdzić, że dziewczęta są daleko w tyle. Obecnie praktycznie nie robią nic w tym temacie.

Ł: Jaka polska ekipa, prócz Legii oczywiście, ma Waszym zdaniem najefektowniejsze prace?

WFS: Sporo ekip w Polsce jest na wysokim poziomie. Technicznie bardzo dobrze prezentują się prace Zagłębia Sosnowiec. Warto też wspomnieć o Koronie czy Jagiellonii. Zagłębie Lubin, Śląsk czy też Motor również mają kilka efektownych prac.

Ciekawostką jest to jak kibice używają różnych technik – od rzutników czy szablonów do malowania pędzlami lub wałkami.

Ł: A jak to wygląda poza granicami? Przeglądałem czasem przy jakiejś okazji wrzuty z innych krajów i chyba najbardziej intensywnie było na Hajduku Split. A Waszym zdaniem?

WFS: Kibice w Polsce mają zupełnie inny styl malowania niż za granicą. Przykładowo w Niemczech jest bardzo dużo graffiti z nazwami poszczególnych grup, a nie z samą nazwą klubu.

U nas w kraju spory nacisk stawia się na obecność herbu danej drużyny, za granicą niekoniecznie.

Jeśli chodzi o wspomniany przez Ciebie Hajduk… mają sporo prac z bardzo znanym wizerunkiem kolesia w czarnych okularach i z chustą w barwach. Ilość psikanych szablonów jest u nich również imponująca. Na pewno stylem malowania bliżej im do Polski niż wspomnianym przez nas Niemcom.

Generalnie nie mamy czego się w Polsce wstydzić w tym aspekcie, a wręcz przeciwnie.

Jako ciekawostkę przytoczymy, że niedawno jedna z Tunezyjskich ekip zrobiła graffiti wzorowane na naszym, zmieniając tylko detale. Widać, że za granicą interesują się naszą kibicowską sceną graffiti, co obserwujemy chociażby na naszej facebookowej stronie.

Ł: Wracając do rywala zza miedzy, ale nie tylko. Czy Wasza działalność polega także na niszczeniu prac innych ekip czy może dotyczy to jedynie Polonii? Spotykaliście sąsiadki, gdy robiły podchody pod Wasze prace? 

WFS: Marzeniem niejednego Legionisty jest spotkać ich próbujących coś działać. Okolice graffiti są patrolowane, wiadomo wszystkich się nie upilnuje, jest to zajęcie dla wszystkich zainteresowanych tematem. Często apelujemy by „rzucić okiem” na swoją okolice. Dzięki temu, znaczna część naszych prac pozostaje nieruszona.

Co do niszczenia, nie mamy co niszczyć, niestety. Mają dwie prace na stadionie z czego jedna jest, co jakiś czas „bombardowana”.

Ł: Organizowaliście szablony dla poszczególnych dzielnic i FC. Czy akcja zdała egzamin czy może czujecie się osamotnieni w chęci sławienia Legii za pomocą farby? Czy planujecie w przyszłości jakieś tego typu masowe akcje?

WFS: Psiknięcie szablonu jest najprostszą formą efektownego zaznaczenia swojego terenu. Wykonanie trochę czasu zajmuje, nie jest to proste, ale nie jest też bardzo trudne. Wystarczy chcieć i nie poddawać się jak nie wychodzi za pierwszym razem. Zarówno na naszym blogu jak i na stronie FB mamy całą galerię szablonów gotowych do pobrania, wydruku i wycięcia.

Często spotykamy się z narzekaniem ze strony osób, że nie ma szablonu z nazwą ich osiedla czy też miasta. Pamiętajcie, że sławicie Legię i sam wycięty herb jest równie pięknym widokiem dla oczu, co herb z nazwą danej miejscowości. Planujemy niedługo zrobić sprzedaż wyciętych szablonów o czym będziemy niebawem informować.

Cały czas mamy nadzieję, że rezultaty będą bardziej widoczne. Są dzielnice i miasta, które naprawdę wykazują się dużym działaniem w tym temacie.

Ł: Kto prócz WFS robi legijne graffiti. Jak ich oceniacie? Pomagacie sobie czy patrzycie z zawiścią :-)?

WFS: Oprócz nas działają również inne grupy legijne. Na swoim terenie aktywna jest grupa ZWL, inna legijna grupa UZL przeprowadza kolejną odsłonę akcji „Malujemy Syreni Gród” robiąc ostatnio naprawdę sporo nielegali.

Również NSi zaczęli działać. Warto też wspomnieć, że coraz lepiej organizują się poszczególne dzielnice, które starają się w mniej lub bardziej efektowny sposób ozdabiać swoje okolice. Współpracowaliśmy ze wszystkimi grupami i mamy nadzieję, że nie raz jeszcze coś razem stworzymy. Czasem zdarzają się jakieś komentarze czy lekkie uszczypliwości, ale wszyscy działamy przede wszystkim dla sławy Legii.

Ł: Na Waszym blogu, co jakiś czas wrzucacie zdjęcia prac zupełnie niezwiązanych z kibicowaniem. Domyślam się, że to te „prace na zlecenie prywatne”. Czy możesz coś o tym powiedzieć? Polega to na zarabianiu na swoim talencie? Nie mam nic przeciwko, ale jeśli tak to czy nie lepiej oddzielić to od Internetowego bloga WFS?

WFS: Czasem zdarzy się, że mamy jakąś pracę na zlecenie. Nie jest ich zbyt dużo, gdyż starannie wybieramy tego typu „zlecenia”. Nie malujemy u kogoś kogo nie znamy. To taka podstawowa zasada. Jest to część naszego zajęcia, stąd nie mamy podstaw by nie publikować tego typu prac (o ile zleceniodawca nie ma nic przeciwko).

Malując na zlecenie u kogoś w miejscu prywatnym zdarza się pobierać wynagrodzenie, w czym nie widzimy niczego złego. Taka odskocznia od legijnej rzeczywistości ;-).

Ł: To może jeszcze spytam o „Drogę Legionisty” by zapełnić jakoś stronę :-). Wchodzicie czasem? Możecie podać jakie są według Was plusy i minusy e-zina?

WFS: Tak wchodzimy. Czytamy głównie relacje z różnych ciekawych zdarzeń. Poglądy Redakcji są nam bliskie :-).

Ze zgrozą obserwujemy kryzys wartości wśród młodszego pokolenia. Wartości prawicowe, a także patriotyzm powinien być jak najszerzej propagowany, gdyż inaczej grozi nam wysyp wymuskanych dzieci Internetu.

Minusów nie stwierdzono, a sam pomysł z powrotem do tradycyjnej formy pisanej zina uważamy za strzał w dziesiątkę! 

Ł: To już koniec tego wywiadu. Ostatnie słowo należy do Was. Dzięki za rozmowę.

WFS: Dziękujemy za zainteresowanie naszą działalnością, jest to pierwszy nasz wywiad w życiu :-).

Pamiętajcie – tylko ciężką pracą można osiągnąć sukces, wymagajcie od siebie dużo, by być coraz lepszymi. W Farbie Siła!

Rozmawiał: Ł. (kwiecień 2012, wywiad ukazał się w 1 numerze zina „DL” z maja’12)