WYWIAD: „Nie jestem więźniem opinii” (Wojtek „Sokół”) !

Jako, że nie jest to „Gazeta Wyborcza” – nie rozmawiam tylko z wygodnymi rozmówcami, prezentującymi stuprocentowy nacjonalizm. Celuję w rozmówców trudnych, mających dużo do powiedzenia. I liczę na inteligencję czytelnika, który sam potrafi wyrobić sobie zdanie. Z tego powodu spytałem o wywiad Wojtka, zwanego Wam zapewne jako Sokół. Raper zgodził się od razu, mimo iż „DL” do delikatnie mówiąc, zbyt poprawnych zinów nie należy. Z pewnością zdanie rapera różni się często od naszego, ale jak wspomniałem… i jak wspomina Sokół, nie chodzi o to by klepać się wzajemnie po plecach. Prócz polityki, kwestii rasowych – rozmawiamy także o płycie „Czysta Brudna Prawda”, inspiracjach, stosunkach damsko- męskich, ścieżce życiowej, religii i o wielu innych… Najmniej jest o Legii, bo Sokół ostatnio był na… Legia- Udinese w 1999 roku. Owa rozmowa to z pewnością jeden z ciekawszych materiałów w historii tego skromnego zina. Przynajmniej moim zdaniem. Był to dla mnie ważny wywiad. Po nim wprawdzie nadal… czuję się kiepsko w Londynie :-), ale jestem usatysfakcjonowany, że udało się pogadać na (mam nadzieję) poziomie. Zapraszam do lektury wywiadu z zina „DL” 2. Ten materiał fani Sokoła i tak dawno temu zeskanowali, i wrzucili na facebooka…

 Ł. (projekt ulotki – GP) 

„Mówię Ci, niby nic – oni są niewinni… Pierwsza płyta robi z nich tych więźniów opinii”…

Ł: Witam. Przedstawiać się czytelnikom raczej nie musisz, a zatem na dobry początek – co słychać Sokół? Nad czym obecnie pracujesz?

Sokół: Witam, bez przesady, mogę się przedstawić, chyba jednak nie każdy mnie zna, nazywam się Wojtek, mam 35 lat i zajmuję się wieloma rzeczami, przede wszystkim związanymi z hip hopem, ale nie tylko. Ostatnio pracuję głównie nad nową płytą z Marysią, w międzyczasie zajmuję się nagrywaniem ZIP Składu, gościnnych kawałków, ale też nową aplikacją na smartfony, rozwojem ProstoTV, no i gram koncerty z Marysią, Deszczem, Hadesem i Kebsem.

Ł: Nie boisz się, że jak dasz dla mnie wywiad to za chwilę zaszufladkują Cię jako „faszystę”? Byłaby to kolejna łatka po „komercyjnym”, nawiązując do sukcesu „W aucie” bądź firmy Prosto.

Sokół: Nie boję się. Reprezentuję poglądy umiarkowane. Uważam, że należy rozmawiać, bo bez rozmowy ludzie nigdy nie zrozumieją się nawzajem. Szanuję inny punkt widzenia i uważam, że rozmawiając tylko w gronie osób o podobnych poglądach nigdy się nie rozwiniemy, będziemy sobie tylko przytakiwać, a to dobre dla słabych jednostek, które boją się zetknięcia z cudzymi argumentami. 

Ł: Dajesz wywiad do zina, a to dziś typowy old school. Brak koloru, błysku, świecidełek… Dla niektórych, wychowanych na facebooku to zapewne jakiś żart, gdy trzymają takie coś (mowa o wydaniu papierowym), brudzące im skórę, w rękach… Rymowałeś już w latach 90tych. Miałeś kontakt z jakimiś zinami typowo hip- hopowymi? Co, sądzisz o tego typu amatorskiej prasie?

Sokół: Dla mnie to zajebista forma. Nie pamiętam hip hopowych zinów, to była chyba domena metalowców, punków i skinheadów w czasach mojej młodości. Ale koniecznie zostawię sobie dwie sztuki Twojego zina na pamiątkę, żeby kiedyś pokazać dzieciom, że coś takiego istniało.

Ł: Byłem obecny podczas debaty radiowej w temacie 11 listopada 2011. Byłeś tam jako obiektywny autorytet dla młodzieży z ulicy. Co sądzisz o tym całym konflikcie Marsz Niepodległości kontra Kolorowa Niepodległa z perspektywy czasu?

Sokół: To nie mój konflikt. Dzień Niepodległości, to moment kiedy wszyscy powinniśmy świętować niezależność i wolność naszego państwa. Jestem zdania, że są takie dni, kiedy musimy być razem, niezależnie, czy ktoś jest lewy czy prawy, musimy umieć docenić ten kraj i cieszyć się nim, takim jaki jest, a jest bardzo zróżnicowany jak widać. Nie rozumiem radykalizmu, ani z jednej ani z drugiej strony i tej zawziętości, żeby koniecznie udowodnić swoją rację. Obawiam się, że nie tędy droga. 

Ł: Młodzi, ulica – coraz częściej zaangażowani są w politykę, co było dotychczas charakterystyczne raczej dla mieszkańców europy zachodniej… W Polsce widać spore zmiany w tym temacie, widoczne również w rapie. Projekty Tadka z Firmy itd. Jak myślisz – dokąd zmierzamy jako aktywne skrzydło ulicy? Czy narodzi się „nowa Solidarność” – walcząca ze współczesnymi problemami?

Sokół: Jeśli chodzi o hip hop, to jest on tylko środkiem, stylistyką, nie ma określonego nurtu ideologicznego. Zawsze to powtarzam, gdy dziennikarze próbują porównywać hip hop z punkiem, na zasadzie podobieństw buntu i innych takich pierdół. To o czym jest hip hop zależy tylko od rapera i jego poglądów. Tak jak z rockiem. Możesz mieć hip hop religijny, prospołeczny, albo o głodujących w Afryce, możesz mieć o dupach i seksie, o złocie, pieniądzach i szampanie, o polityce, albo rap o rapie, możesz rapować o konfidentach, albo skupiać się jak ja, na ogólnym kontestowaniu ludzkiego zachowania i relacji, opowiadaniu o wypaczonych charakterach i obłudzie. Ja staram się w swoim rapie nie stawiać diagnoz, nie mówić – to jest dobre, a to złe, raczej dawać do myślenia, żeby każdy sam znalazł swoją odpowiedź. Stąd nazywają mnie narratorem. Gdyby jednak spróbować uśrednić przekaz hip hopowy z całego świata, to oprócz mocnej postawy anty gejowskiej hip hop nie jest radykalny w żadnym względzie, chociaż oczywiście zdarzają się też takie jego gałęzie i to w każdym możliwym kierunku.

A jeśli chodzi o ruch kibicowski, to zbyt mało o nim wiem, żeby się wypowiadać. Sam ostatni raz na Legii byłem na meczu z Udinese, czyli chyba w 1999. Nie robiłbym z nas jednak ani Frasyniuków, ani Macierewiczów, ani Wałęsów, jakkolwiek by ich dziś nie oceniać, bo to inne czasy i mocno przesadzone są hasła o reżimie i ucisku, chociaż delikatnie mówiąc, mogłoby być lepiej w wielu kwestiach. 

Ł: Oj gwarantuję Ci, że chłopacy (np. z Wrocławia) na sprawach są świadkami typowego bezprawia, wręcz bezczelnych, jak w sądach za PRLu – kłamstw… U nas to temat rzeka… Kręciłeś klip z raperami z Kuby. To czerwony, patologiczny kraj… Jakie tam mają główne problemy ludzie z ulicy? O czym rymują miejscowi MC? Czy poznałeś ich stosunek do Fidela Castro i tego systemu?

Sokół: Tak jak i w Polsce, tak i na Kubie ludzie są różni, tak samo jest z raperami. Spotkałem zaangażowanych politycznie, którzy na ogół tragicznie rapowali, ale niósł ich etos wolności. Raczej nie mieli publiczności, a występy odbywały się na ulicy dla kilku pijanych ideowców. Popularni byli ci, którzy rapowali o dziewczynach, bo na Kubie jedyna rozrywka, to rum, dziewczyny i muzyka. Kiedy ja tam byłem 7 lat temu, był tylko jeden raper z rządowym kontraktem, inni robili to wyłącznie nielegalnie, a od hip hopu o wiele bardziej popularny był reggaeton, jak zresztą na całych Karaibach.

Mieszkałem w Hawanie półtora miesiąca, po pewnym czasie skumplowałem się z kilkoma miejscowymi na tyle, że pokazali mi z czego żyją. Było to głównie przechowywanie transportów kokainy, za co grozi 20 lat, jeżdżenie we dwóch na zielonej Jawie i wyrywanie turystom kamer, załatwianie im dziewczyn i tego typu klimaty. Pokazali nam to wszystko i otworzyli się, bo zobaczyli w nas normalne osoby, nie spasionych, zepsutych turystów z Niemiec i Szwecji, którzy przyjeżdżają tam ruchać małych chłopców, albo przeróbki. I żal mi ich było jak cholera, bo zrozumiałem, że my możemy teraz dyskutować o wolności i ucisku, ale ich boli najbardziej codzienność. To, że jedyny komputer w okolicy miał gruby Chińczyk, który kasował dolara za wypalenie płyty CD, że są przerwy w dostawie prądu, że jak jeden zasnął na murku, to obudził się bez butów, a nawet skarpetek, że nie mogą pojechać do Europy, że nie przyleci tam koncertować Noreaga i tak dalej. A przede wszystkim, że naprawdę mieszkają pod zawalonymi dachami w ośmiu w jednym pokoju wielkości kibla w wagonie PKP. I oczywiście, są tacy, którzy w tym wszystkim będą angażować się politycznie, ale większość marzy po prostu o godnym życiu. Jeden z kubańskich sportowców, tyczkarz, przeskoczył przez płot amerykańskiego biura w Hawanie o tyczce i dostał azyl. Znam osobiście kilku, których zawrócili z Miami, mimo, że dopłynęli tam na oponie od ciężarówki.   

Ł: Na jednej z płyt WWO rymujesz, że „kierowanie się skóry kolorem w każdą stronę jest chore”. Czyli nie widzisz np. innego rozwiązania dla Afryki jak… wpuścić jej biednych mieszkańców do Europy, kosztem naszych Ojczyzn? Wieści z imigranckich przedmieść Paryża, ze Szwecji nie są zbyt optymistyczne i różni się to „nieco” od patologii typowo polskich/ francuskich/ szwedzkich – wywoływanych przez rodowitych mieszkańców… Wreszcie kwestia tożsamości, obcych wpływów na kulturę… Nie mam nic do nich za sam kolor skóry, tego się nie wybiera, ale jestem przeciwko zjawisku multi-kulti. Uważam, że w starciu cywilizacji nie mamy szans, jeśli zostaniemy jedynie z pacyfistycznymi sloganami na twarzach przeciwko fali sfrustrowanych imigrantów. A Ty jak do tego podchodzisz?

Sokół: To, że nie jestem rasistą, nie oznacza, że zapraszam wszystkich biednych ludzi z Afryki do siebie do domu, więc kojarzenie moich słów z tym, że chodzi o jakiekolwiek rozwiązania dla Afryki, a w dodatku, że nie widzę innego wyjścia niż przywozić tu Afrykańczyków jest błędne. Zadałeś w jednym zdaniu wiele skomplikowanych pytań, stawiając jednocześnie tezę „albo-albo”.

Emigracja to problem i będzie nim niezależnie czy to Polacy wyjeżdżają, czy ktoś do nas przylatuje. Oczywiście, każdy o zdrowych zmysłach chce chronić kulturę i tożsamość, chociaż należy pamiętać, że nic na tym świecie nie jest wieczne. Wszystko ewoluuje, wciąż rodzą się i umierają całe gatunki, kultury i tradycje. Jestem zarówno patriotą jak i obywatelem świata. Nie uważam, że z jakichś przyczyn ludzie powinni być pozbawieni możliwości podróżowania, a pod pewnymi warunkami nawet dowolnego osiedlania się. Nie może być jednak tak, że przyjezdni nie stosują się do zasad panujących na miejscu. Jeśli jadę do Palestyny to nie wchodzę z piwem w puszce bez koszulki do knajpy i nie łapię arabskich kobiet w burkach za dupy. Tego samego wymagam w druga stronę. Nowy Jork, Londyn, czy nawet Moskwa, są miastami o wiele bardziej zróżnicowanymi kulturowo niż Warszawa, a jednak nie czuję się w nich źle.

Myślę, że multi-kulti to pomyłka, bo brzmi jak hasło z bawarskiego pornosa, ale samo obcowanie z różnymi kulturami może nas wiele nauczyć. Oby tylko nie powstał z tego pasztet nijakości i świat identycznych ludzi o beżowym kolorze. Musimy chronić lokalne kultury i wspierać różnorodność na świecie, bo tylko wtedy zachowamy własną tożsamość.

Z globalizacją jest jak z prądem, może służyć do rozwoju, albo do destrukcji. Kiedyś Polacy masowo emigrowali do USA i Niemiec i naprawdę wielu z nich odstawało cywilizacyjnie na tle miejscowych, zdarza się, że można to zaobserwować nawet do dziś. Grałem parę lat temu koncert w USA i pokazałem jednemu z dwudziestoletnich Polaków po koncercie, że jego telefon może wysyłać smsy. Nie znał tej funkcji.

A Afryce należy pomóc nie sprowadzając tu jej mieszkańców, ale inwestując w ich edukację, w afrykańską infrastrukturę, w ocalenie zagrożonych gatunków, plemion i zwierząt, w ocalenie natury, która jest tam degradowana totalnie, a nie czekać z założonymi rękami aż wszyscy się pozabijają o to z jakiego są plemienia, albo umrą z głodu i na AIDS. I tak to się zapewne odbędzie, bo tak funkcjonuje dzisiaj świat, czy nam się to podoba, czy nie.

Bo wracając do tego o czym mówiłem wcześniej, jeśli świat zachodni nauczy ich pracować, zarabiać i być bogatymi, oni będą później ogromnym rynkiem zbytu i cała machina znów będzie się kręcić.

Pytasz też o obce wpływy na kulturę, ale nie dam się złapać w tę pułapkę hipokryzji, bo skąd mielibyśmy choćby piłkę nożną gdyby nie one, skąd rap, skąd religia, skąd w czasach Królów architektura, malarstwo, a teraz demokracja?

Wycinanie tylko fragmentu historii i czynienie z niego sacrum i niepodważalnych korzeni, nie jest słuszne. Czuję to zawsze, kiedy mówi się o polskich tradycjach katolickich, bo jestem wierzący, ale to bzdura, przecież siłą totalnie zabito całą prastarą kulturę słowiańską i jej wierzenia. I chociaż uważam za nieuchronny los dziejów, że coś umiera i zastępuje to coś nowego, to mam żal, że potraktowano nas najokrutniej, bo zarówno wierzenia Celtów jak i Wikingów przetrwały, a nasze po prostu zniszczono.  

Ł: Sporo racji, zostawmy już jednak kwestie rasowe. Nie chciałbym zbytnio powielać znanych mi wywiadów z Tobą, a więc plany wydawnicze, dogrywki itp. zostawimy nieco z boku… Przynajmniej na razie. Przejdźmy do „Czystej Brudnej Prawdy”. Pisałem jej recenzję 17 maja 2011, minął ponad rok, a nadal pozostaje pod wrażeniem, płyta towarzyszy mi przy różnych rozkminach oraz sytuacjach w życiu… Jak myślisz, co powoduje, że m.in. podejmowanymi przez Ciebie tematami, interesuje się tylko garstka społeczeństwa? Reszta pozostaje obojętna… nie wgłębia się w siebie, nie rozmyśla nad otoczeniem…

Sokół: Nie wierzę w równość, bo nie jestem komunistą. Ludzie rodzą się nierówni z natury. Jeden jest silny, drugi mądry, a trzeci i słaby i głupi.

Dzięki Bogu nie mamy nad tym kontroli, bo inaczej wszyscy byliby równi, a upośledzeni swoją doskonałością stalibyśmy się zwykłymi robotami. Mam wrażenie, że społeczeństwu potrzebni są zarówno myśliciele jak i robotnicy, i nie uważam kogokolwiek za gorszego.

Ł: Co zrobić by współczesny, szary człowiek – jak z okładki Waszej płyty, zatrzymał się, pomyślał i „zresetował”, przynajmniej na chwilę? Nie do każdego trafi Wasz przekaz. Czy dla ludzi, którzy nie interesują się literaturą, nie słuchają muzyki z przekazem – jest jakaś szansa? Czy może zawsze zostanie tylko grupka artystów, literatów, aktywistów – zauważających coś więcej niż konto bankowe pod koniec miesiąca – a reszta będzie „efektem ubocznym świata, w którym żyje”

Sokół: Należy walczyć o zmianę systemu szkolnictwa i nauczanie przedsiębiorczości, umiejętności analizy, wyciągania wniosków, oraz myślenia samodzielnego zamiast kucia wszystkiego na pamięć.

Jeszcze 20 lat temu Polska była jednym z krajów dotkniętych najwyższym analfabetyzmem wtórnym, który polega na tym, że ludzie nie umieją przeczytać rozkładu jazdy autobusów, albo wypełnić prostego formularza, nie wiem, czy wiele się zmieniło.

Kult sukcesu i konsumpcjonizm tak bardzo namieszał ludziom w głowach, że dziś 90% rzeczy, które kupujemy w przeciągu życia jest nam zupełnie niepotrzebne. A czym jest kupowanie? Poświęcaniem naszego czasu i pracy, bo przecież musimy najpierw te pieniądze zarobić, a to wymaga i pracy i czasu. Jeśli ktoś wierzy w teorie spisku może więc uznać, że cały system stworzony jest tak, żeby odciągnąć nas od wykorzystania własnego potencjału, rozwinięcia mózgu i ducha, tak, abyśmy tylko zajmowali całe swoje życie pracą, za którą otrzymamy pieniądze, które wymienimy na bezużyteczne i nic nie warte przedmioty i uciechy. I taki cykl się powtarza. Ludzie zamiast zastanawiać się nad tym jak dziś wygląda nasza planeta, czyli nasz prawdziwy i jedyny znany dom, wolą zabijać się za złoża ropy. Jak tak się nad tym zastanawiam, to naprawdę może tu zabraknąć wody pitnej, całe ekosystemy mogą upaść, a człowiek nadal będzie robił rewolucje o to czy godło ma być prostokątne czy okrągłe, nie rozumiem krótkowzroczności i nigdy jej nie pojmę.

Myślę, że ludzie potrzebują jakiegoś celu w życiu, więc sami budują sobie jakieś plansze, po zaliczeniu których czują się lepiej. Dla jednego jest to wieczna walka o symbole, dla drugiego samochód i wczasy w Egipcie, a jeszcze inny musi zaliczać wciąż nowe dupy, bo inaczej czuje się gorszy. Tak łatwo dziś wmówić ludziom cokolwiek, bo tak rozpaczliwie próbują rozwiązać zagadkę ludzkości, że wierzą w każdy idiotyczny film na YouTube, we wszystko, co pozwoli im samym usprawiedliwić swoją własną porażkę, byle tylko znaleźć winnych nie w sobie. Osobiście jestem wrogiem teorii spiskowych, nie wierzę w nie. Wierzę w Boga i los, który kształtujemy sami, możemy w nim zmienić prawie wszystko.

Ł: Mówisz „rewolucje o to czy godło będzie prostokątne czy okrągłe”, ale „symbole” to przecież część patriotyzmu… Opinia publiczna protestowała, gdy zamiast Orzełka na koszulkach reprezentacji pojawiło się logo PZPNu (to tylko przykład, bo kształt tej „reprezentacji” jest osobną kwestią…). Moim zdaniem słusznie. Walka o „symbole” – jak to nazywasz – nie musi być przecież jedynym celem, czasami „symbol” to sprawa… symboliczna. Np. za gwiazdkami Unii Europejskiej kryje się narzucanie pewnych rzeczy Polsce, ostatnio przez to wzrosły drastycznie ceny jajek. Nie mówiąc o normach „poprawnościowych” narzucanych Polsce. Może ludzie walczą, bo wiedzą, co kryje się za danymi „symbolami” i ich podmianą?  

Sokół: To nie była aluzja. Jeśli walczysz o to, co stoi za symbolami, to przestaje to być walka o symbole. Ja mówię o jałowej przepychance i traceniu cennego czasu, tylko po to, żeby postawić na swoim, o ciągłych podziałach i kompletnej nieumiejętności działania w ważnych sprawach ponad tymi podziałami. Każdy w podstawówce powinien obowiązkowo obejrzeć kilka filmów, między innymi HOME, który nakręcił Yann Arthus-Bertrand, polecam na jak największym ekranie, w skupieniu i w HD.

Jeśli chodzi o patriotyzm, to uważam, że bardzo ważne jest nauczanie historii, ale pełnej, a nie jej wycinków. Nie można też koncentrować się tylko na martyrologii i naszym bohaterskim cierpieniu, trzeba mówić prawdę i nie zatajać także naszych czarnych kart historii, nie wybielać jej, bo człowiek uczy się na błędach, jeśli nie będziemy o nich mówić, popełnimy je znowu. Ważne jest promowanie tego, co teraz mamy do zaoferowania, rozwój nauki, technologii, pieniądze na badania, dotacje dla młodych zdolnych, którzy mogą dumnie reprezentować nasz kraj. Nie możemy w imię patriotyzmu żyć tylko przeszłością i wciąż kpić i negować teraźniejszych sukcesów. Mamy choćby Abakanowicz, Sasnala, Stasiuka, Zaryan, czy nawet Lewandowskiego i cieszmy się z tego. Nie można przecież być patriotą, który nienawidzi wszystkiego, co polskie. Nie interesują mnie poglądy polityczne naszych naukowców, artystów czy sportowców, cieszę się, że Polak coś osiąga.   

Ł: Jesteś przeciwko pedalstwu, a więc jednak coś pozostaje u Ciebie „czarne na białym”?

Sokół: To nie tak. Wiele rzeczy u mnie jest czarno na białym. Na przykład uważam, że należałoby kastrować pedofilów i dożywotnio wbijać im w dokumenty ślad, że byli skazywani za taki czyn. Należy bardzo surowo karać za przestępstwa seksualne i znęcanie się nad dziećmi, krótko mówiąc chronić słabszych i bezbronnych. Jestem przeciwko aborcji. Jestem zwolennikiem urlopów wychowawczych dla samotnych ojców. Nie podoba mi się też bardzo nacisk pewnych grup interesu na rządy i wymuszanie przez nich ulg i przywilejów, moje podejście jest kapitalistyczne, socjalizm do mnie nie przemawia. Wyznaję liberalną zasadę „żyj i daj żyć”, ale do czasu, bo zbytni liberalizm powoduje anarchię i chaos, któremu jestem totalnie przeciwny.

W kwestii pedałów, nie jestem człowiekiem, który ich tępi, kompletnie mnie ten temat nie interesuje, bo to nie moja działka, jestem jednak absolutnie przeciwny adopcji dzieci przez pary homoseksualne, bo jest to totalne wynaturzenie. Nienawidzę też pasożytów, ludzi którzy oczekują tylko benefitów społecznych, zapomóg i jałmużny. Jestem najlepszym przykładem, że można zarobić od zera bez wsparcia państwa. Wszystko co należy do państwa nie jest niczyje, tylko nasze, wspólne, bo finansowane z naszych podatków.

I wracając do patriotyzmu, nikt kto okrada państwo patriotą nie jest, bo okrada jednocześnie naród. Zdecydowanie jestem też za obniżeniem podatków i ułatwieniu rozwoju przedsiębiorczości, wspieraniu inicjatyw, choć mamy teraz bardzo ciężkie czasy i mówienie o gospodarce jednego kraju bez patrzenia na system naczyń połączonych jakim jest światowa gospodarka jest błędne. Jestem też bardzo przeciwny biurokracji, państwowej oraz Unijnej. Powinno się zwolnić 60% urzędników, tylko, że teraz ciężko to zrobić, bo jest ich mnóstwo, a wraz z rodzinami to są przecież wyborcy i ten kto podejmie się tej reformy prawdopodobnie nie wygra już kolejnych wyborów. Ale jakiś rząd powinien to w końcu zrobić, ludzie doceniliby to po jakimś czasie. O tym, że urzędnik powinien służyć interesantom, a nie traktować ich z góry – zapomniano w PRL, kiedy czuli się władcami, bo każdy chciał coś załatwić, a oni mieli możliwości. I zamiast służyć nam z uśmiechem i dziękować, że utrzymujemy ich z naszych podatków oni zachowują się jakby mieli „syndrom kierownika szlabanu” na parkingu.

Tak więc jest wiele spraw w których moje poglądy są skrajne, kiedyś byłem bardziej hermetyczny i radykalny, jednak w miarę upływu czasu zacząłem zauważać okoliczności, a nie tylko wyrwany z kontekstu problem, co spowodowało złagodzenie niektórych moich poglądów. Moim problemem bywa moja szczerość i to, że nie próbuję udawać kogoś, kim nie jestem, aby populistycznie pozyskać poklask. Szanuję tylko ludzi prawdziwych i taki też staram się być. Poznałem Pereirę, Ziemkiewicza, również ŚP. Marię Kaczyńską, ale miałem okazję rozmawiać też z Sierakowskim, Kurkiewiczem czy Janikiem, cenię sobie rozmowy z ludźmi o sprecyzowanych i zróżnicowanych poglądach, szanuję ich, bo mogę się od nich czegoś dowiedzieć, nawet jeśli się z tym nie zgadzam. Lewicowi rozmówcy traktują mnie jak prawicowca, prawicowi uważają za zbyt lewicowego, ja nie czuję się ani jednym ani drugim. Stanowczo jednak nie zgadzam się z tym, że poglądy umiarkowane, to brak poglądów. 

„Jest z dobrej rodziny więc masz to za darmo…”

Ł: Przejdźmy delikatnie do stosunków damsko- męskich poruszanych na albumie. Co miał pokazać kawałek „Cynamon” i czy był jakiś szczególny powód nagrania tego numeru? Ukazałeś coś, co odbiorca sam miał ocenić jako negatywne? Czy może ukazana „prywatka” wcale nie jest czymś przez Ciebie negowanym?

Sokół: To sprawozdanie z nieistniejącego już klubu Cinnamon do którego czasami zaglądałem. Przeżyłem w życiu bardzo dużo hedonistycznych dni skupiających się na kokainie i dziewczynach, ale od 4,5 roku nie dotykam tego specyfiku i czuję się o niebo lepiej. Nie próbuję nikomu wmawiać, że jestem święty, wiele osób zraniłem, czego żałuję, ale jak patrzę na bliższych i dalszych znajomych, to najgorsi są ci, którzy nie pożyli sobie tak jak my za młodu, nie zaliczyli tych wszystkich melanży i dziewczyn, bo oni zaczynają wariować po 30tce, czyli wtedy, kiedy my się już uspokoiliśmy. Krzywdzą tym teraz żony i dzieci. Ale nikogo nie należy oceniać zbyt surowo, kamieniem nie powinien rzucić nikt, bo jeśli jest szczery sam ze sobą, rozumie, że niewinnych wśród nas po prostu nie ma.

Ł: „I taką czuję pustkę i nie mam nic w sobie…i czemu to przyciąga tyle pięknych kobiet”… Dzisiaj kobiety nie szukają inteligentnych, spokojnych, uczuciowych facetów z zasadami, zdrowym rozsądkiem, umiarkowaniem przy zabawie? I czy to „my je popsuliśmy”?

Sokół: My psujemy je, a one psują nas, tak to działa, nakręcamy się nawzajem i jest to najokrutniejsza siła natury, mężczyzna głupieje głównie z powodu problemów damsko-męskich, jak wszystko w tym temacie jest dobrze, to czuje się dowartościowany i nie musi nikomu nic udowadniać. Tak samo jest z kobietami.

Ł: Czy przy płycie „Czysta Brudna Prawda” miałeś jakieś inspiracje jeśli chodzi o tematykę? Mnie np. inspirujesz do rozkmin o społeczeństwie m.in. Ty, ale mam wielu „pomocników” przy obserwacji i analizowaniu rzeczywistości (pomijając oczywiście to, co najważniejsze – własne doświadczenia): Waldemar Łysiak, zespół Republika, kilka innych zespołów i publicystów. Jak jest u Ciebie? Czy cała motywacja do działania jest efektem jedynie obserwacji własnych?   

Sokół: Staram się chłonąć i przetwarzać to, co jest dookoła mnie. Jest wiele osób, które szanuję i lubię słuchać lub czytać, ale nie mam mentora jako takiego.

Odnosząc się do Twoich „pomocników”, to Grzegorz Ciechowski z Republiki był niesamowity i jest jednym z moich ulubionych autorów, ale Waldemar Łysiak jest jednym z tych, których po prostu nie trawię. Kupuję co tydzień UważamRze, Politykę, Wprost i Przekrój żeby mieć pełny ogląd sytuacji politycznej i ostatnia strona UważamRze, na której publikuje Łysiak jest dla mnie nie do przejścia. Uwielbiam starą literaturę rosyjską: Tołstoj, Gogol, Dostojewski i Bułhakow to jedni z najlepszych autorów, zresztą „Idiota” Dostojewskiego wygrał plebiscyt na najlepszą książkę świata wyprzedzając „Sto lat samotności”. Z Polskich autorów Lem, Hłasko i Himilsbach chyba najmocniej się na mnie odcisnęli, oprócz tego kiedy zacząłem zagłębiać się w losy i otoczenie pra-pradziadka, zainteresował mnie Boy Żeleński i Przybyszewski. Jak byłem młodszy fascynował mnie Grzesiuk, ale to było jak miałem 10-15 lat, wtedy czytałem go z wypiekami na twarzy. Trafia do mnie wciąż tylko jeden genialny polski reżyser, Wojtek Smarzowski i kilku tekściarzy, raczej tych, którzy potrafią mówić o życiu po prostu, bez patosu. Rzadko mam okazję go czytać, ale to, o czym mówi Hawking jest niesamowite.

Ł: Łysiak we wielu swoich powieściach sugeruje, że facetami rządzi popęd w wieku 20-25 (mniej więcej, mniejsza o rok w tą czy w tą) i wtedy mamy swoje, że tak powiem „5 minut”, a panie przechodzą podobny stan w latach 35-40… Czują się stare, niedowartościowane itd. W kontekście Twojego życiorysu, doświadczenia i kawałków o stosunkach damsko- męskich, zgadzasz się z takim ujęciem ogółu? Że kiedy my w końcu dojrzejemy, coś nie tak może zacząć dziać się u nich? 

Sokół: Możliwe, nie miałem do tej pory do czynienia z kobietami w tym wieku he he he… Ale znam teorię, że lepiej wiązać się z kobietą, która nie była święta za młodu, wtedy są większe szanse, że jednak nie poleci łukiem w czasie klimakterium, bo już wie jak to smakuje. Niebezpieczne są te kobiety, które nie przeżyły nic ciekawego za młodu. W dzisiejszych czasach pokusa jest chyba zbyt wielka.

Ł: Była polityka, były kobiety – do kompletu poruszonych najcięższych tematów brakuje nam już tylko religii :-). Heisenberg powiedział: „Pierwszy łyk z flaszki wiedzy robi cię ateistą, lecz na jej dnie czeka Bóg”… Jak myślisz, dlaczego mimo tzw. „czasów postępu”, „oświecenia”, przekonywania nas (zarówno w oficjalnym obiegu jak i w podziemiu), że Boga nie ma – w znacznym procencie mądrych ludzi nadal żyje wiara?

Sokół: Bo kryzys wiary to mrzonka. Ludzie wierzą, tylko nie utożsamiają się już z Kościołem Katolickim, to on tkwi w głębokim kryzysie.

Skandale pedofilskie zamiatane pod dywan, do wyjaśnienia których Watykan bardzo niemrawo się zabierał latami, kazania polityczne i opowiadanie się kościoła za poszczególnymi ugrupowaniami. Niestety kościół jest coraz dalej od Boga i ludzie to widzą.

W ogóle nie zgadzam się też na przykład z celibatem księży, wprowadzonym aby księża nie chcieli zatrzymywać bogactw kościelnych dla rodziny, zresztą dopiero w XI wieku.

Poza tym wiara to bardzo prywatna sprawa i absolutnie nie powinniśmy wnikać w cudze wierzenia. Bóg jest siłą, która nas stworzyła i niech każdy interpretuje go sobie po swojemu. Nie ma dla mnie znaczenia jakiego wyznania są ludzie z którymi mam do czynienia i uważam wręcz, że nie mam prawa pytać ich o takie sprawy, bo jest to naruszanie konstytucyjnej wolności wyznania.

Nie zgadzam się też z tezą, że wciąż ktoś próbuje mnie przekonywać, że Boga nie ma, ani w oficjalnym obiegu ani w podziemiu.

Nawet jeśli naukowcy twierdzą, że był wielki wybuch, czarna dziura, nicość, antymateria i ewolucja od kijanki, to nadal ktoś musiał stworzyć to wszystko, nawet nicość. 

Ł: W którym roku wyjdzie druga płyta Sokoła i Marysi Starosty :-)?

Sokół: Mam nadzieję, że w tym.

Ł: To na tyle. Wielkie dzięki za wywiad na te skromne łamy. Ostatnie słowo należy do Ciebie.

Sokół: To ja bardzo dziękuję za zaproszenie i za to, że mogłem przedstawić moje poglądy takiemu gronu.

 Wywiad ukazał się w zinie „Droga Legionisty” numer 2/ czerwiec 2012

Rozmawiał: Ł. (maj 2012)