WYWIAD: Old Fashion Man Club (Foxx). Prawicowcy z Legii Warszawa!

Zapraszam na wywiad z Foxxem z OFMC, który ukazał się w drugim numerze zina „Droga Legionisty”. Jest to ciekawa rozmowa o Legii, o grupie Old Fashion Man Club, a także o polityce i patriotyzmie. Nie we wszystkim zgadzam się z Foxxem, ale zgodnie z przyjętą na „DL” zasadą – daję się swobodnie wypowiedzieć moim gościom, bez manipulacji i bez próby szufladkowania ich po swojemu. I tak będzie również w przyszłych wywiadach, z mniej lub bardziej zgodnymi z poglądami redakcji ludźmi. Zapraszam do lektury.

Ł: Witam. Na początek coś o grupie. Ile lat istnieje, czy posiada jakąś konkretną liczbę członków? Jaka jest mniej więcej średnia wieku?

F: Grupa istnieje od jesieni 2004. Zrzesza 25 osób o średniej wieku lekko ponad  30, chociaż liderzy są o 10 lat starsi ;-). Dodatkowo mamy ok. 10 tzw. „supporterów”, czyli osób spoza grupy, które uczestniczą w naszych akcjach i jeżdżą z nami na wyjazdy.

Ł: Czym zajmuje się OFMC prócz wspierania Legii Warszawa u siebie i na wyjazdach?

F: Naszym głównym celem od początku była popularyzacja wartości patriotycznych i antykomunistycznych na Legii. Gdy zaczynaliśmy, w różnych akcjach związanych np. z obchodami rocznic wybuchu Powstania Warszawskiego brało udział po kilkadziesiąt osób, a w mniejszych wręcz po kilka. Dzisiaj jest to element życia całej ekipy. Organizowane są nie tylko akcje „centralne”, jak marsz na Kopiec Powstania, ale też coraz więcej dzielnicowych – Wola, Bielany, Praga, Rembertów… Obecnie raczej uczestniczymy w koordynacji niektórych z nich.

Na przykład w ostatnich dwóch latach razem z SKLW prowadzimy akcję „O Poległych pamiętaMY”. Zainteresowane FC z całej Polski wyszukują w swoich okolicach miejsca pamięci związane z działalnością formacji niepodległościowych w czasie drugiej wojny, by pierwszego sierpnia odpalić tam znicze z ufundowanymi i rozsyłanymi przez nas charakterystycznymi blankietami, na których jest znany z naszych flag Orzeł Księstwa Warszawskiego i herb Legii.

W miarę wzrostu skali uczestnictwa kibiców naszego klubu w obchodach związanych z Powstaniem, dzień jego wybuchu stał się symboliczną chwilą, gdy legioniści ze wszystkich zakątków kraju oddają cześć Bohaterom walczącym i poległym na terenie całej Rzeczpospolitej, nie tylko w Warszawie. Odzew wśród FC jest bardzo duży, od Szczecinka po Rzeszów i Białej Podl. po Górny Śląsk.

Poza tym rozpoczęliśmy i prowadzimy na Legii akcję wspierania reaktywowanej Pogoni Lwów, klubu na którego statucie był wzorowany pierwszy statut Legii, gdy 31 lipca 1922 z drużyny utworzonej przez żołnierzy legionów w 1916 stała się klubem profesjonalnym.

Uczestniczymy w pomocy Polakom na Kresach, co podkreśla jedyna nasza „niegrupowa” flaga „Wilno – Lwów” w barwach narodowych i z przedwojennymi herbami ww. miast oraz Orłem II Rzeczypospolitej, której repliki w postaci tkanych szalików są cegiełkami z których cały zysk idzie na ten cel. W tym roku flaga ta zawisła m.in. na uroczystości z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych, w której udział wzięli m.in. Polacy z Wileńszczyzny i Galicji Wschodniej. Jak nam przekazali organizatorzy, płótno zrobiło na gościach z Kresów duże wrażenie. Widzą, że rodacy o nich pamiętają.

Należy podkreślić, że akcje związane m.in. ze wsparciem dla kresowych kombatantów koordynują legioniści spoza naszej grupy, którzy przy wsparciu osób decyzyjnych na Legii robią świetną robotę i „rozbujali” w tej sprawie całą ekipę do tego stopnia, że zbiórki fantów na świąteczne paczki kończą się niespodziewanym przez ich organizatorów sukcesem.

Zresztą, jak wspomniałem na wstępie, od jakiegoś czasu działalność patriotyczna na Legii rozwija się żywiołowo i nie tylko nie można jej aktualnie przypisywać nam, ale wręcz jest kilka środowisk od nas znacznie aktywniejszych w tej sferze. Uważam to za duży sukces nie tylko wszystkich, którzy tworzyli i tworzą OFMC, ale także całej Legii Warszawa.

Ł: Skąd pomysł właśnie na taką grupę? Dlaczego taka nazwa?

F: Początkowo było to niewielkie grono kumpli z trybun, których łączyły poglądy prawicowe i antykomunistyczne. W pewnym momencie postanowiliśmy sobie uszyć flagę. Nie byliśmy jeszcze legijną grupą, a nawet do tego nie aspirowaliśmy. Akurat wtedy czytałem zbiór tekstów Waldemara Łysiaka „Na łamach 5 oraz wywiad-rzeka, Old-Fashion Man”. Zawiera on m.in. trafną definicję osoby o poglądach prawicowych. Autor wywiadu zadał Łysiakowi pytanie kim właściwie jest prawicowiec, na co uzyskał następującą odpowiedź:

„(…) autentyczny prawicowiec to człowiek, który wyznaje pewien klarowny antylewicowy zbiór reguł i poglądów, w tym kapitalizm i wolny rynek jako system ekonomiczny, dekalog jako system etyczny, antyjakobinizm jako system polityczny, wreszcie konserwatyzm jako bazę norm regulujących ustawodawstwo i wyznaczających szacunek dla tradycji białego człowieka. Od świętości prawa naturalnego do nadrzędności cywilizacji zachodniej – to katechizm prawicowy.”

Odpowiadało nam takie ujęcie, więc – nie będąc grupą – uszyliśmy sobie flagę „Klub Konserwatysty” nawiązującą do tytułu wspomnianej publikacji.

W tym miejscu warto podkreślić, że przez wolny rynek nie rozumiemy tego, co nastąpiło w Polsce po 1989, czyli „kapitalizmu postkolonialnego” z koncesjami dla niedawnych komunistów, ich sympatyków po stronie „solidarnościowej” i ludzi służb. Podobnie, nie chodzi o aktualny system „zachodni”, w którym kilkanaście korporacji posiadając setki marek kontroluje światowy rynek tzw. dóbr szybko zbywalnych. Wolny rynek w ujęciu konserwatywnym to system, w którym żaden podmiot nie jest forowany np. za pomocą koncesji, a państwo – poza sektorami strategicznymi, np. energetyką – nie ingeruje w mechanizmy rynkowe.

Ł: Na Waszych flagach, a także szalikach można dostrzec hasło „Better dead than red”. Czy możesz wyjaśnić skąd ono pochodzi, dlaczego akurat ono stało się „myślą przewodnią” Waszej grupy? Kim jest i, co oznacza postać, którą również można dostrzec na Waszych flagach?

F: BDTR jest hasłem jankeskich Republikanów z czasów tzw. zimnej wojny z sowietami w połowie XX wieku. Na Legii pojawiło się pierwszy raz w połowie lat ’90, gdy razem z kolegami z Mokotowa zrobiliśmy drugą flagę tej dzielnicy – pierwsza z 1992 nie miała motywów politycznych. Na meczach i imprezach przewijało się wielu znajomych ze środowiska radykalnie antykomunistycznej Ligi Republikańskiej, więc tak jakoś mi się skojarzyło i umieściłem je w projekcie flagi. OFMC uważałem za rodzaj kontynuacji tamtej historii, zwłaszcza że jeden ze współzałożycieli grupy, z którym się wcześniej nie znaliśmy również był związany ze wspomnianym środowiskiem.  Płótno OFMC nawiązuje więc wizualnie do antykomunistycznej flagi Mokotowa.

Postać w kaszkiecie jest fikcyjna i symbolizuje to samo, co wszystkie postacie w kaszkietach na legijnych flagach, czy szalikach. Warszawski old school. Jest jednak trochę mniej „oprychowata”, bo to w końcu „old fashion” ;-).

Ł: Czy szufladkujecie się, wspieracie jakąś konkretną opcję polityczną? Jakie poglądy można znaleźć w grupie OFMC?

F: Łączy nas zestaw poglądów zacytowany wcześniej za Łysiakiem. Nie wspieramy żadnej opcji politycznej. Te kwestie należą do prywatnych wyborów każdego z nas.

Ł: Co, sądzisz o Marszu Niepodległości? Uważasz, że integracja środowisk prawicowych i nacjonalistycznych jest w Polsce konieczna? Czy wreszcie – możliwa?

F: Jeszcze w listopadzie 2011 byłem umiarkowanym optymistą w kwestii wspomnianej integracji. Marsz był oczywiście wielkim sukcesem właśnie dlatego, że wymienione środowiska poszły razem. Z czasem jednak okazało się, że wpłynęło to na ambicje niektórych polityków i kolejne ruchy np. lidera Młodzieży Wszechpolskiej, który był jednym z organizatorów Marszu po prostu załamują. Dość wspomnieć wspólną z portalem Nowy Ekran – powiązanym ze środowiskiem dawnych czerwonych Wojskowych Służb Informacyjnych – „pikietę” pod domem Jaruzela w rocznicę stanu wojennego… Konkurencyjną do tej tradycyjnej już od ponad dekady, którą zapoczątkowała… Liga Republikańska. Z drugiej strony działania środowiska „Gazety Polskiej” próbującej zmonopolizować patriotyczną ulicę…

Na szczeblu centralnym jestem pesymistą, chociaż cieszy, że w różnych miejscach lokalne organizacje nacjonalistyczne robią coś razem np. właśnie z ludźmi z klubów „Gazety Polskiej”, czy patriotycznych stowarzyszeń. Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych jest nową bardzo dobrą okazją do takiej integracji w słusznej sprawie.

Na te sprawy mam podobny pogląd jak Marian Kowalski, rzecznik ONR. W aktualnej, bardzo poważnej, sytuacji Polski rozdrobniony obóz patriotyczny nie ma najmniejszych szans, dlatego nie powinniśmy się zwalczać. Osłabiają mnie historie, gdy zwolennicy PiS jako dyskwalifikujące zarzucają nacjonalistom kontakty ze spadkobiercami Bandery, a sami słyszą, że popierają zdrajców, bo Lech Kaczyński podpisał Traktat Lizboński. PiS-owcom bym poradził, by sprawdzili w jakie taktyczne układy wchodziły np. oddziały NSZ, m.in. którym oddał cześć właśnie L. Kaczyński ustanawiając wspomniany Narodowy Dzień Żołnierzy Wyklętych. Nacjonalistom zaś, by przyjrzeli się suwerennej polityce Wielkiej Brytanii, która podpisała ten sam traktat z tym samym aneksem (tzw. protokół brytyjski) co Polska. Na tym przykładzie widać, że sytuacja geopolityczna zależy od jakości gości sprawujących władzę, a nie od traktatów.

Co z tego, że mamy umowę z Rosją dotyczącą postępowania po katastrofach samolotów wojskowych i rządowych, skoro nie została zastosowana? Co z tego, że jesteśmy w NATO, które proponowało pomoc w wyjaśnieniu przyczyn śmierci polskich najwyższych oficerów, z których jeden był kandydatem na szefa Sojuszu, skoro „polski” rząd tej pomocy nie przyjął? Decydują żywi ludzie, a nie papier.

Dlatego nie powinniśmy wracać do czasów, w których podział wśród polskich patriotów określano jako „walkę trumien Piłsudskiego i Dmowskiego”, tylko starać się działać razem. Czy to możliwe? Tylko niezależnie od zdegenerowanych ludzi w politycznych „centralach”.

Ł: Decydują żywi ludzie, ale pewne papiery mogą umożliwić tym złym ich działania…

F: Jak wynika z moich przykładów, Wielka Brytania prowadzi politykę suwerenną mimo podpisania tego samego traktatu, a w przypadku złych intencji, czy kretynizmu polityków żaden papier nie pomoże.

Do wspomnianego przeze mnie Smoleńska mogę dorzucić złamanie rezolucji ONZ i ogłoszenie „niepodległości” Kosova, czyli de facto usankcjonowany przez „społeczność międzynarodową” rozbiór Serbii. Traktatowo miała zagwarantowaną pełną integralność terytorialną jako warunek „międzynarodowego nadzoru” po wojnie w dawnej Jugosławii…

Jeżeli politycy nie będą potrafili budować międzynarodowych koalicji w obronie interesu narodowego, żaden papier nie pomoże. W chwili, gdy TL był podpisywany, Polska była lokalnym liderem z bardzo dobrymi kontaktami z Czechami i Ukrainą, przyzwoitymi z Litwą oraz z wpływami w Gruzji, czyli starała się blokować ruskie zapędy do odnowienia imperialnej strefy wpływów, korzystając właśnie z możliwości, jakie dawała UE. Np. odmowa rozmów bilateralnych z Rosją na temat embarga na polskie mięso i traktowanie go jako „towaru należącego do jednego z państw UE”, więc sankcje zostały przekierowane jako dotyczące całej Unii.

Dziś już się nie pamięta, że wtedy poparła nas nie tylko konsekwentnie wspierająca Litwa, ale nawet Francja. Wystarczy ten stan rzeczy porównać z dniem dzisiejszym, gdy Putin stosując metodę „dziel i rządź” wszystko stara się załatwiać w stosunkach bilateralnych.

Blokadami polskich TIR-ów przez Rosję nikt się w Unii nie zajmuje, bo „polska administracja wzięła sprawę na siebie”, a o gazociągu północnym nikt z Polską nie rozmawia, bo „tu partnerem są Niemcy”.

Tymczasem przed 2007 eurodeputowani PiS na jakiś czas zablokowali imprezę, budując w tej sprawie „ekologiczną” koalicję… ze Szwecją – przekonując unijne instytucje, że budowa gazociągu grozi katastrofą ekologiczną ze względu na toksyczne odpady zalegające na dnie Bałtyku.

Z Litwą dziś jesteśmy w stanie „zimnej wojny”… Po 2007 na papierze nic się nie zmieniło…

Ł: Są wśród Was „Old Man’s” :-), a więc spytam, – co sądzisz o kondycji młodego pokolenia Polaków, dajmy na to – dwudziestolatków, tych urodzonych / wychowanych już po Okrągłym Stole? Czy podołają/ podołamy nowym (a po części również … starym) wyzwaniom rzuconym naszej kochanej Ojczyźnie? Co uważasz za główną misję dla młodego, patriotycznego pokolenia?

F: Staram się nie myśleć w kategoriach „misji”. Jeżeli chodzi o młodzież, wszystko jest wypadkową stanu świadomości. M.in. taki był powód części działań naszej grupy i bardzo cieszy fakt, że pod tym względem przez te lata na Legii dokonała się bardzo duża zmiana. Zresztą pomógł w tym okupant, serwując wiele komunistycznych motywów, które małolaci mogli odczuć na sobie i porównać z przypominanymi w tym samym czasie faktami z historii najnowszej. Jestem zwolennikiem pracy organicznej i nie zamykania się we własnych „gettach”.

Ł: Dzisiaj, nie tylko wśród kibiców, pojawia się często porównanie III RP – PRL. Jak myślisz, na ile jest to słuszne, a na ile przesadzone porównanie? Szkodzi czy pomaga naszej walce z Salonem?

F: Moim zdaniem pomaga, gdyż jest to plastyczne porównanie. Zwłaszcza, że PRL kojarzy się nie tylko z opresyjnością państwa, czy cenzurą, ale również z absurdami rodem z Barei. Czy jakikolwiek cytat lepiej oddaje zamieszanie z Narodowym zamkniętym z okazji jego otwarcia? „To jest stadion na miarę naszych możliwości. My tym stadionem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasz stadion, przez nas zrobiony i to nie jest nasze ostatnie słowo”… Już w filmie „Zakazane piosenki” było powiedziane, że Warszawa przetrwała, bo walczyła z okupantem również śmiechem ;-).

Ł: Przejdźmy do ruchu kibicowskiego. Czy sądzisz, że Stowarzyszenia Kibiców mogą współgrać z niezależnym ruchem ultras (w rozumieniu włoskim…) czy może prędzej czy później dojdzie do konfliktu i wygra „opcja zachodnioniemiecka”: panowie od lasów, panowie od opraw i pozostali? By cały młyn był radykalny, trzeba radykalnych działań na meczach.

F: To zależy od ekipy. Na Legii SKLW reprezentuje cały zorganizowany ruch kibicowski. Tak to sobie ułożyliśmy i tak pozostanie. Jak to będzie wyglądało gdzie indziej – trudno powiedzieć. „Cały młyn radykalny” to w aktualnych realiach totalna fikcja. Natomiast żeby godnie nawiązywać do tradycji fanatyków Legii Warszawa obok działań radykalnych, potrzebne są również „świadomościowe” oraz wciągnięcie do wspólnych akcji jak największej liczby kibiców spoza grup kibicowskich. Tak się powoli dzieje, ale jeszcze mnóstwo roboty przed nami.

Ł: Od rundy wiosennej 2012 wychodzi na Legii tradycyjny zine „Nienawidzimy Wszystkich”. Jak go oceniasz? Czy udało się, zachowując charakterystykę danych lat, nawiązać do starych zinów Legii z lat 90tych?

F: Trudne pytanie. Legijne ziny, poza „programem wydawanym przez pseudokibiców Legii Warszawa” były słabe „literacko” i średnie graficznie. „N.W.” merytorycznie trzyma poziom. Technika edytorska zmieniła się w takim stopniu, że trudno dzisiejsze produkcje porównywać do „kolaży” kleconych z wycinków z gazet i „grafik” rysowanych flamastrami. Ciekawie pod tym względem prezentuje się okładka premierowego numeru „D.L”, która ma coś z tamtego klimatu.

Ł: Na koniec sezonu znów powróciły dość radykalne nastroje przeciwko okupantowi z ITI. Kulminacją był mecz Legia- Korona. Jak myślicie – co przyniesie nam początek pierwszego sezonu po Euro? Konflikt?

F: Wszystko zależy  od ewentualnych zmian własnościowych i personalnych w klubie. Na pewno nie będzie zgody na praktyki z końcówki ostatniego sezonu i ogólnie, działania obywatelki Błędowskiej.

Ł: Niedawno holenderska telewizja wyemitowała ciekawy dokument, w którym wypowiada się m.in. Staruch. Bardzo ukuło to m.in. portal Tomasza Lisa. Możemy porównać się jako kibice do osy gryzącej słonia (system), czasem jak widać – mimo wszystko boleśnie. Wierzyłeś w to, że rząd Matoła obalą kibole? Czy to, co zaczęliśmy jako kibole będzie się jeszcze rozrastać i wpływać realnie na sytuację w Polsce?

F: Nie wierzyłem w obalenie rządu przez kiboli ze względu na regionalne różnice w preferencjach politycznych. Północno-zachodnia Polska zawsze w znacznej części popierała kolejne wcielenia „liberałów” i „lewicy”… Nie do przecenienia są natomiast „świadomościowe” efekty protestu, czego najlepszym przykładem jest wspomniany przez Ciebie film. Realny wpływ już się zaczął.

Ł: Jak podchodzicie do sprawy legalizacji pirotechniki. Dobry pomysł czy nie?

F: Nie mamy stanowiska jako grupa, chociaż w rozmowach przewija się tzw. „motyw duński”, czyli rodzaj legalizacji, o jaki zabiega OZSK w forsowanej przez siebie nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych.

Ł: Na koniec nie mogę nie spytać o „DL”, tym bardziej, że nie wypełniłeś podesłanej przeze mnie ankiety rocznicowej :-). Jakie są Twoim zdaniem plusy i minusy tego „projektu”?

F: Generalnie jest OK, chociaż na stronce przydałby się jakiś system tagów ułatwiających poruszanie się po zawartości.

Ł: Czy gruby, szyty zine z nowymi tekstami to dobry pomysł w XXI wieku?

F: Jedyna sensowna odpowiedź musi nastąpić po lekturze pierwszego numeru :-). Sam pomysł uważam za bardzo dobry (rozmawialiśmy tuż przed wyjściem pierwszego, majowego numeru „DL” – red.).

Ł: To na tyle. Ostatnie słowo należy do Ciebie. Pozdrawiam OFMC i dzięki za szybkie odpowiedzi.

F: Dzięki. Powodzenia na Drodze Legionisty życzę :-).

rozmawiał: Ł. (maj 2012).

(wywiad ukazał się w drugim numerze MagaZinu „Droga Legionisty”)