WYWIAD: „Lepiej budować swoją markę kilka lat niż pięć minut” (Korsak).

Recenzja książki, którą napisał mój rozmówca znajduje się w innej aktualizacji (dział „Recenzje” – „Sportowe”), a zatem pominiemy przydługi wstęp. Rozmawiam z Krzysztofem Korsakiem – dziennikarzem i kibicem Stilonu. Autorem świetnej powieści „Jestem Kibolem” z czerwca 2012. Wywiad ukazał się w trzecim, lipcowym numerze „DL”, ale uważam, że warto podpromować Krzychowi tą książkę, chociaż przynajmniej do niedawna zajmowała ona pierwsze miejsce w „Topie” Empiku. Kibole nakręcają gospodarkę: transport, szamę, wydawnictwo :-)…

Ł: Na początek, zwyczajem tego zina – powiedz kilka słów o sobie.

Krzysztof Korsak: Jestem kibicem Stilonu Gorzów. Do młyna trafiłem jakieś 15 lat temu. Pierwszy wyjazd i pierwszą zadymę przeżyłem jeszcze w latach 90. Jak każdy początkujący kibic miałem wtedy tylko małą torbę kibicowskich doświadczeń. Dzisiaj mam już… spory bagaż.

Ł: Jakie masz doświadczenie w pisaniu, że udało się ogarnąć coś tak błyskotliwego? Pisałeś wcześniej jakąś powieść?

KK: Dziękuję za pozytywne słowa. W życiu napisałem około 1.500 artykułów dla lokalnych gazet, w tym wywiady z wieloma ciekawymi osobami, np. Jarosławem Kaczyńskim czy Januszem Korwin-Mikke. Napisałem też pracę magisterską o kibicach. Przez ten czas kształtowałem swój specyficzny styl pisania i… marzyłem o napisaniu książki. W końcu nadarzyła się okazja, żeby się za to wziąć. Po roku bardzo ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeń udało się. Bardzo się cieszę, że książka „Jestem kibolem” została od razu tak dobrze przyjęta.

Ł: Jak książka została przyjęta w Gorzowie?

KK: Wśród kibiców Stilonu książka została przyjęta bardzo dobrze. Jest w związku z nią sporo śmiechu. Większość dopasowuje ksywki książkowych bohaterów do prawdziwych kibiców, śmieje się z poszczególnych wątków, itp. Jeśli chodzi o cały Gorzów, to odmówiłem wywiadów kilku lokalnym mediom, ale mimo to niektóre z nich poinformowały o książce. Lepiej budować swoją markę kilka lat niż pięć minut. „Pięć minut” zostawmy Jolom z rogami i Michałom Szpakom.

Ł: Też tak sądzę… Do czegoś się jednak muszę doczepić :-). Dlaczego nie przedstawiłeś przynajmniej części ekipy swoich bohaterów jako nacjonalistów? Tym bardziej Stilonu, gdzie jak wiemy „poglądy”, przynajmniej kiedyś trzymały się dobrze… Nie byłoby to zatem dalekie od rzeczywistości, a wręcz przeciwnie… jeśli książka miała być jak najbliżej kiboli.

KK: Ja nie napisałem książki historycznej ani dokumentalnej. Zależało mi przede wszystkim na tym, żeby książkę czytało się bardzo dobrze, żeby wciągała, żeby była w niej akcja i fabuła. W związku z tym pominąłem pewnie kilka spraw ze świata kibicowskiego. Wszystkiego nie dało się zmieścić. Ale za to jest w niej sporo wątków patriotycznych, choćby w rozdziale o niecodziennej lekcji historii. A co do „poglądów” w ekipie Stilonu, to nadal trzymają się dobrze.

Ł: Były jakieś jaja z tym, że ktoś zmieszał fikcje z prawdą? Media, policja…?

KK: …kobiety? ;-) Żartuję. Dziwne, ale na razie nie było nic takiego.

Ł: Czy już wiesz, że będziesz pisał kolejne kibolskie książki? Czy póki, co nie zastanawiałeś się nad tym?

KK: Na razie skupiam się na promocji i sprzedaży „Jestem kibolem”, i nie myślę o kolejnych książkach, a jak nawet myślę, to… nie „na głos”. ;-). Ogółem jakoś tak się składa, że zawsze pierwszy film czy pierwsza książka są lepsze niż kontynuacje (może inaczej jest jedynie z grami komputerowymi, bo tam w grę wchodzi jeszcze grafika). A ja nie chciałbym pisać drugiej części tylko na tej zasadzie, że jechałbym na jakimś tam sukcesie pierwszej części. Wtedy wolałbym w ogóle nic nie napisać. Ale jak będę miał jakiś świetny pomysł na drugą część i słowa będą się dobrze układać, to pomyślę nad jej wydaniem. Na pewno dodatkowym motorem są tysiące wiadomości od Czytelników zachęcających mnie do napisania dalszych losów bohaterów książki. Za wszystkie bardzo dziękuję. A już wkrótce będę się skupiał mocno nad tym, żeby powstał film na podstawie książki „Jestem kibolem”!

Ł: Skoro jesteś dziennikarzem to nie mogę nie spytać, co sądzisz o poziomie „Drogi Legionisty”?

KK: Na razie czytam tylko wydanie internetowe „Drogi Legionisty”. Poziom jest bardzo wysoki. Zresztą inaczej bym do Was nie zaglądał. ;-). Duża liczba tekstów, i to różnorodnych tekstów. Świetne wywiady, świetne recenzje. Całość napisana przyjemnym językiem. „Droga Legionisty” jest mocna, autentyczna, opiniotwórcza, kibicowska, patriotyczna.

Ł: No, to sobie pocukrowaliśmy :-). Dzięki za wypowiedź, ostatnie słowo należy do Ciebie.

KK: Na koniec chciałbym pozdrowić wszystkich kibiców, także tych na emigracji i po drugiej stronie muru. A także chciałbym podziękować za wywiad i życzyć dalszych sukcesów „Drodze Legionisty”. Dobrej lektury!

Rozmawiał (w lipcu 2012): Ł.

(wywiad ukazał się w 3 numerze MagaZinu „Droga Legionisty”)