11.06.10 Nie dla idiotów…

Film dokumentalny przetłumaczony na polskie – „Być skinem” (w rzeczywistości „Skin or die”), ale to był kiedyś rarytas…To z tego filmu pochodzą słynne urywki z koncertu Baranków Bożych bądź Surowej Generacji, co to się dzisiaj wielu oburza „jak to możliwe”. No tak…brzydkie zachowanie. Dziś też to rozumiem, że kilka wątków było niepotrzebnych. Ale takie były czasy, taka była przecież subkultura, która jarała jeszcze mocno na początku nowego wieku…Pamiętam krążącą po wszystkich wersję VHS, oglądanie tego milion razy i podnietę z tym związaną. Potem szedł dzieciak…nie wiem – z 13 letni do szkoły, patrzył na inne dzieciaki i czuł do nich pogardę :-). To fakt – to był bunt i on został…

Dzisiaj po dziesiątkach książek, filmów, akcji człowiek inaczej to postrzega, ale kiedyś to było takie nowe… „Romper Stomper” – aktor grający także m.in. w słynnym „Gladiatorze” nawet nie wie co zrobił :-). Stał się w swoim czasie symbolem dla tych, którzy byli nawet krytykowani przez…rzekomych buntowników. Margines marginesu. „Romper”, „Być skinem”, kasety Honoru – to był bunt dla ludzi z prawdziwego marginesu jeśli chodzi o młodzież…Trzeba było być specyficznym by słuchać Honoru i rysować celtyki na ławce – trzeba było być specyficznym dzieciakiem! Dla innych była tylko i wyłącznie wczesna dyskoteka i Liroy, heh. Fun Faktory i Coco Jumbo.  

Jestem młodziak, ale pamiętam końcówkę tych czasów – i wspominam z zajebistym sentymentem. 20 razy przewijane „Być skinem”, zajechane video i szpanowanie do słuchających Backstreet Boys i nic więcej nastolatków, że wiesz coś czego oni nie wiedzą :-). I to zostało do dziś – wydaje mi się, że specyficzni ludzie – tacy prawdziwi buntownicy z głębokimi zajawkami – zawsze będą nieco na boku, nieco aspołeczni.

Pewnie wielu z nas ma problemy z aklimatyzacją na świecie, co taka „Gazeta Wyborcza” by określiła jako patologię…Odstępstwo od normy – o tak, na pewno można tak nas określić – tylko nie jestem pewien czy to minus…Bo jak Wam o tym piszę i jak jestem z ziomkami to dobrze mi z tym…Dla niektórych na zawsze zostaniemy bezwartościowymi łysymi półmózgami, a często tak mówiący – postrzegający nas jako pijanych faszystów – nie przeczytali nawet w 1/3 tyle co my…Ktoś mógł sobie wyrosnąć na „Romperze”, ale jeśli nie czytał i nie wgłębiał się w sprawę – zapewne jego „poglądy” nie przetrwały przejścia w dorosłe życie. Selekcja.

Obserwowanie świata z boku jest fascynujące, ale i przykre…W przeciwieństwie do dużej części swoich kolegów raczej nigdy nie podobał mi się styl typowo skinheads, flayersa miałem, ale glanów nigdy nie nosiłem :-). Wtopiłem się teraz w otoczenie – tak mi lepiej – i pewnie też to zaobserwowaliście, że problemy niektórych ludzi są zadziwiające. A najbardziej wkurwiające moje ukryte nacjonalistyczne oko jest postrzeganie świata przez rówieśników…Miewam czasami momenty zwątpienia – a może nie warto było oglądać tych filmów, wgłębiać się potem latami w sprawę (by w końcu znaleźć sedno i tu zostać…) – byłoby lżej palić marihuanę, chodzić na disco i być fanem Kuby Wojewódzkiego – zgadzać się z jego i Palikota podejściem do życia…To są jednak sekundówki – bo jak można przecież realnie chcieć być czymś co można nazwać prawdziwym podczłowiekiem? Wesołym kretynem z murzynami na słuchawkach i „Che” na klacie.

Kiedyś – w czasach korespondencji kibiców, jakieś 6-7 lat temu zadzwonił do mnie fan Olimpii Elbląg i czasami potem gadaliśmy…Miał numer z jakiegoś zina, tak to kiedyś powszechnie bywało…Inteligentny korespondent z niego był…Nie będę Wam przytaczał szczegółów, ale pamiętam (jakoś tak mi nie wiem czemu utknęło…) jak opowiadał kiedy ukradł komuś „Dzienniki Turnera”. „A co, nie czytałeś?” – spytałem…a koleś na to (starszy typ…): „Czytałem, ale byle idiota nie może mieć tej książki na półce”…No właśnie…kiedyś byle debil nie czytał tego typu rzeczy, nie znał ich. Nie mówię o patologach, którzy mieli kolegów i wkręcili się na koncert lecz o prawdziwych NR bądź NS…Gościach, którzy mieli coś pod tą łysą czaszką i nie potrzebowali litra wódki by zacząć działać, bo swoich wrogów nienawidzili jeszcze bardziej na trzeźwo…Bo coś o nich wiedzieli.  

Byle debil nie powinien reprezentować białego nacjonalizmu, a niestety dzisiaj – tak jak kiedyś choć już z innego powodu – często reprezentuje…To co jest w niektórych przypadkach plusem, czasem jest minusem – łatwy dostęp do wszystkiego (sieć internetowa) sprawił, iż każdy może znaleźć kiedyś ciężko dostępne rzeczy…A co za tym idzie – mniej to szanuje, mniej się tym jara. A początek drogi świadomego rasowo nacjonalisty jest trochę taki jak w tym żenującym ogólnie filmie „Higher Learning” – uwielbiam tą scenę w czytelni…Siedzisz i nagle dostajesz olśnienia. Patrzysz w lewo…wróg, patrzysz w prawo…wróg. Wreszcie twoje niebieskie oko nazywa to po imieniu.

Bez kitu nie wiem czym jarają się dzisiejsi kandydaci na NR bądź NS…Ale obawiam się, że – tak jak w kibicowaniu – są to projekty kolorowych vlepek, heh. „Fajniusi projekt”, „fajniusi napis”, a mało polityki…Nie oszukujmy się – polityczna poprawność dopadła także nieco tych, którzy sądzą, iż z nią walczą. Liberalny i lewicowy wróg atakuje z tylu stron, że musi odcisnąć piętno na mózgu. Kto wie na ile dotyczy to nas samych, trzeba naprawdę się wyciszyć (= zostać jeszcze większym dziwakiem) by odrzucić fałsz od prawdy.

No cóż. Trzeba kończyć, bo czeka dalsza część sesji…powrót do świata ludzi liberalnych i lewicowych. Kolejny dzień grania kogoś „normalnego” w tym nienormalnym świecie… Bo prawdziwe „ja” jest ukryte i usmażone we wczesnych latach na „Romperze”, „Skin or die” i innych klasykach…Trzeba grać przed ludźmi, bo skąd byle idiota ma wiedzieć co to jest „Romper”…Dla niego to marka taniego piwa z Żabki.

Pozdrowienia dla prawicowych kibiców, wszystkich (prawdziwych!) starych skinheads oraz młodej generacji nacjonalistów. Oby vlepki (pozytywne jako dodatek, sposób) nie zakleiły Wam mózgu :-).

Ł.       

Fragment dokumentu „Skin or die”:

http://drogalegionisty.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=146:z-historii-polskiej-ulicybaranki-boe-niedziela&catid=46:pozostae&Itemid=100