LIST CZYTELNIKA: Walcząc o siebie. Walcząc ze sobą.

Po pierwsze – szacunek dla Ciebie. Za te 12 lat bez picia. Z tego co piszesz, odrzuciłeś całkowicie i nie wziąłeś ani łyka – niesamowita praca i siła woli. U mnie to tak nie wygląda, nie jestem całkowitym abstynentem, jednak zaraz będą 4 lata, kiedy powiedziałem stop. Był to też czas, gdy po raz pierwszy intensywniej zastanawiałem się nad pustką w moim sercu (byłem wtedy jeszcze daleko od Boga). Zacząłem sobie zdawać sprawę, że czynnikiem wpływającym zdecydowanie negatywnie na moje życie jest alkohol. Nie potrafiłem wyjść na imprezę, żeby wcześniej się nie porobić. Jak można iść na imprezę i nie pić – zastanawiałem się i patrzyłem ze zdziwieniem na tych, którzy przyszli do klubu na trzeźwo.

(więcej…)


28.05.19 Prosto po liniach krzywych? Oby.

Dziś użyłem w „O wszystkim i o niczym” sformułowania „nie rozumieją tej pasji i szlachetnego chuligaństwa” – czułem, że to wyrazi moje podejście, szczerze. Z drugiej strony chodziło za mną do teraz natręctwo, aby ponownie sprecyzować, że nie pisze do Was katol-ksiądz tylko katol-zwyczajny gość. Obaj mogą się pogubić, mieć różne ścieżki, w każdym razie czytając mnie i mając na uwadze moją wiarę, miejcie też na uwadze to, co mnie formowało jako człowieka. Często tekstami udowadniam nawet samemu sobie, że jestem mocno popłynięty w swoim światopoglądzie, wiem, pracuję nad tym i o tym też jest „DL”. Droga. Cały katolicyzm to religia drogi! Chcę przez to powiedzieć, że musimy bracia – musimy odcinać to, co nas odczłowiecza, jeśli istnieje coś takiego. Co Cię odczłowiecza i powtarza się w koło?

(więcej…)


28.05.19 „O wszystkim i o niczym”.

Niedawno był Dzień Mamy, jedną z nich, z dzidziusiem na stadionie, wrzucam na fotce obok, a wszystkim życzę wszystkiego najlepszego! Za te, które odeszły do Pana, modlę się! Jak w ciemnogrodzie… No właśnie… „Wygrała ciemnota” – pisał mój kuzyn na „socjalmediach” po opublikowaniu wyników ostatnich wyborów. To tylko przykład, mówi w podobnym tonie wiele osób z dalszego i bliższego otoczenia. Nie kuzynie, nie wygrała ciemnota – wygrała w znacznej mierze chłodna kalkulacja na waszą propagandę. Pomijam sam fakt sensu uczestniczenia w smutnych rozgrywkach politycznych na górze (jednoznacznie nie oceniam, bo próżni ten światek nie toleruje, a większe zło czeka). Ulica… Banda starszych gości dopingująca swój zespół. Banda poważnych gości idących na mecz. Ani pan milicjant, ani pan leming, który największą bekę ma, gdy pokazuje przy stole nowy filmik z czerwonym Urbanem bluzgającym na PiS, nie rozumieją tej pasji i szlachetnego chuligaństwa… Zabierania małych dzieci do młynów, wychowywania ich tutaj…

(więcej…)


27.05.2007-27.05.2019. 12 lat bez picia! Trucizna na mnie nie zarobi!

Tak, powiem o tym jeszcze raz, bo jest okazja. Niedawno miałem zjazd związany z działalnością mojej sportowej branży. Treningi, nocą zwiedzanie, takie tam. Fajnie było, ale gdy ekipa postanowiła usiąść do pijalni wódki, po prostu odwróciłem się na pięcie i poszedłem do noclegowni. Mam wyjebane, bo mnie (już!) na to stać. Nie chce mi się tam siedzieć, a ewentualne ranne pytania „czemu poszedłeś bez słowa” bardziej mnie śmieszą niż powodują przejęcie, że powinienem się o północy dwudziestu osobom tłumaczyć. Nie tłumaczę się, bo mi się nie chce i nie muszę. Albo jesteś swój – i tu trafiłem w samo sedno. Ważne, że dobrze robię to, po co się zebraliśmy w tym mieście na tej sali, tam miałem być. Bełkot mnie męczy i już – jak Ciebie nie męczy i lubisz popieprzyć głupoty i co dziwniejsze ich posłuchać, może ci być trudniej.

(więcej…)


27.05.2007-27.05.2019. Dwanaście lat „Drogi Legionisty”… DTSP!

Ziny robi się z zajawki, dla tworzenia, to coś jak nielegal-graffiti, czy muza dla odsłuchu odtworzona przez 100 osób. Oczywiście fanziny są nieco zapomnianą gałęzią ulicy, ale ja akurat jestem jej przedstawicielem i jaram się ponownie, gdy coś nowego składam, a składam – jak zwykle… Ot, taka nisza mi przypadła w talencie, a zawsze mogłem być dobrym złodziejem, czy też hydraulikiem, albo prezesem bez wizji – jak Miodulski. Nie umiem też się sprzedać, wkręcić gdzieś wyżej. No trudno. Mimo to wiem – jak na początku płyty Tau -, że przybyliście tu ze wszystkich stron po pomoc i radę, no chyba, że przyszliście po prostu się ze mnie pośmiać, jak z małpy w ZOO. Postaram się dać Wam ją (radę, lub małpę) – przez kolejnych 12 lat. Zina robię praktycznie sam (pozdrawiam i dziękuję nielicznym korespondentom), a że jestem trzepnięty pojawiają się w nim motywy z różnej bajki, co zamknięte umysły nie za bardzo są w stanie ogarnąć, ale nic tu nie poradzę (a próbowałem i inni też próbowali). Zin nie jest przedstawieniem stanowiska żadnej szerszej grupy ludzi, jest projektem subiektywnym i od 12 lat typowo zajawkowym. Zmienia się, tak jak zmienia się człowiek na różnych etapach dorosłego życia. Jest nietypowy, tak jak na swój sposób nietypowy jest każdy szczery twórca. Miałem też dołączyć klip do kawałka „DTSP”, ale YouTube po latach od premiery stwierdził, że w moim kraju jest on zakazany. Tak więc, po prostu, dzięki, że jesteś czytelniku!

ŁG


25.05.19 „O wszystkim i o niczym”.

Jak mi się kurde nie chce… Standardowy tekst zgreda. Ładna pogoda, a zakatarzony nos, głowa waży jakby 20 kilo więcej, sporo obowiązków na weekend. Ukryte myśli wychodzą na wierzch, jak to u pismaka – żadna nie skryje się pod dywanem. Wyluzowana pani w ciemnych okularach i z kokiem zagaduje do mnie w tramwaju, zaczęła od tego bym się przesunął pod okno. Zagaduje do mnie o molestowanie księży tekstem, że jej syn nie był molestowany, ale go wyrzucili z parafii. Czemu? – pytam, trochę zdziwiony jej śmiałością. Bo wypił wino mszalne, po czym dodała niespodziewanie do powagi problemu, o którym przed chwilą wspomniała: hłe, hłe, hłe. Temat Sakielskiego w przestrzeni publicznej – wszędzie, dosłownie… Panieee, ja jestem wierząca-niepraktykująca. Odpowiadam, że ja jestem praktykujący, a ona odpowiada, że w sumie też (?), księdza po kolędzie wpuszcza i tak dalej. Mówię, że korzystam z sakramentów i to jest dla mnie praktykowanie. Życzę miłego dnia, smarkam nos, słyszę jak do rozmowy włączają się inni ludzie ze środka komunikacji miejskiej. Polska ma temat, kolejny. Spłodziliśmy sobie nową bombkę, która wybucha za każdym zakrętem…

(więcej…)


23.05.19 „Fight Club” to klub wewnętrzny, gdzie walczą Twoje wilki…

Felieton niżej to była pierwsza poranna kawa. Teraz druga i uciekam… Pewnie będę musiał się tłumaczyć przed Panem Bogiem, że ciągle imponuje mi odwaga ludzi w zwyczajnej chuligance, albo że czekam nie tylko na Zmartwychwstanie, lecz także na 9 sierpnia 2019, kiedy to swoją premierę w polskim kinie będzie miał nowy film Quentina Tarantino „Pewnego razu… w Hollywood” (DiCaprio, Brad Pitt – na fotce obok w „Fight Clubie”, co to jest za dzieło!). Te dwie różne rzeczy to męska opowieść o tym jak można reagować na fakt, że świat jest popieprzony. Wyżyć się, pośmiać… Lubimy jeszcze bardziej go popieprzyć. Kurde, nie mogę mieć słabszych dni – to boli, ale i mobilizuje. Pewnego poranka zdałem sobie w pełni sprawę, że mam już kilkudziesięciu podopiecznych w wieku wczesnodziecięcym i nastoletnim. Brzmi to jak socjologiczno-psychologiczne pieprzenie, ale to jest prawda, że większość z nich szuka autorytetu, bo jest kryzys – w chacie, a także poza chatą i w grającym na chacie telewizorze. Kryzys w szkole, kryzys w telefonie. Zdałem sobie sprawę, że mam tak ogromną presję jak piłkarze Legii Warszawa przed meczem z Piastem, tyle że ja nie mogę tego tak jak oni zawalić, bo do kolejnego sezonu w umyśle dzieciaka może po prostu nie dojść, zostanę wycofany z rozgrywek.

(więcej…)


23.05.19 „Przepraszam, że ci zmarnowałem życie – pomyłka”.

Cyprian Kamil Norwid pisał: Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez poszanowanie dla darów Nieba… Tęskno mi, Panie… No niestety, panie poeto, liberalizm, popkultura, a także kapitalizm spowodował, że po kruszynach wszelkich się tu raczej depcze, chcąc tylko więcej i więcej, a drobnego nie zauważając… Pragniemy obfitości, zwykły poranek jest nudny. Życie dziecka jest piękne, bo jest życiem bez ideologii i podwójnych sensów. Dzisiaj każda piękna chwila potrafi być „zrypana” przez pędzące za mną wnioski i czerwone światło za sprawą doświadczenia, ale z drugiej strony, gdyby nie one, jakakolwiek ideologia mogłaby wysunąć się na czoło w wychowywaniu pokoleń – bez mojego, bez Twojego protestu. Gdyby nie one bylibyśmy kretynami skaczącymi w przepaść.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Jakie postawy Kościół w swojej interpretacji jest jeszcze w stanie zaakceptować?

Wiele razy próbowałem sobie odpowiedzieć na pytanie o sedno problemu występowania rozmaitych skandali obyczajowych w Kościele. Od lat w gronie znajomych, stałych czy przypadkowo poznanych, a także współpracowników synonim „Ksiądz – pedofil” stał się tak powszechny, że w zasadzie niesłyszalny stał się także jakikolwiek głos sprzeciwu i obrony (w tym ten, który powinien wychodzić ode mnie – za co się głęboko wstydzę, wobec niezaprzeczalnych faktów czasami brakuje mi odwagi). Próbując zdiagnozować praprzyczynę, doszedłem do wniosku, że to niestety problem głęboko związany z ingerencją w sprawy doktrynalne Kościoła, która miała miejsce podczas Soboru Watykańskiego II. Chciałbym ten wywód oprzeć wyłącznie na moim osobistym świadectwie i doświadczeniach, bowiem nie czuję się godzien żeby stawiać się w pozycji autorytetu albo głosu sumienia – jestem prostym katolikiem, grzesznym (aż nadto) człowiekiem, dążącym (najczęściej bez powodzenia) do budowania w sobie prostej, naiwnej, dziecięcej wiary w Boga, Jego Miłosierdzie i Sprawiedliwość.

(więcej…)


21.05.19 „Tylko nie mów nikomu” (film dokumentalny, Polska, 2019).

Postanowiłem, że zmierzę się – także tutaj przed Wami – z filmem, który już obejrzały miliony Polaków i który jeszcze mocniej ugruntuje skojarzenie „ksiądz=pedofil” w nowym pokoleniu. Powiem Wam szczerze, że chodzę przygnębiony tym obrazem, nie mogłem spać, bo jak tu ewangelizować młodych, jak mówić moim podopiecznym będącym w trudnej sytuacji życiowej, że to w Kościele znajdą miłość…? Niestety, siedzą na facebooku połowę dnia i śledzą gorące newsy – a newsy o „księżach”, większości artykułów nie doczytają nawet do połowy… Zresztą o rzeczowej analizie i dojrzałych wnioskach nie ma mowy także u wielu dorosłych. Wy jako czytelnicy „DL”, a przede wszystkim jako katolicy – musicie poświęcić temu więcej czasu! Poza tym – problem realnie istnieje, a mnie interesuje tylko prawda. Prócz tego, że prawda powoduje katastrofalny skutek związany z zaufaniem narodu do Kościoła, z nawracaniem i wychowywaniem dzieci w duchu katolickim również jestem zdania, że „Tylko nie mów nikomu” Tomasza Sakielskiego może być paradoksalnie oczyszczający dla polskiego Kościoła, nie można tego porównać z fabularnym „Klerem”, który generalnie olałem. Atak fabularny z atakiem dokumentalnym to tornado, które powinno dać biskupom do myślenia, do myślenia powinno dać ich przełożonym. Jedyna reakcja jaka powinna nastąpić to reakcja zero tolerancji i pozamiatanie tego lobby. Tak… wiem…, tak się nie stanie. Nie urodziłem się wczoraj… Czy oleją sprawę i stwierdzą, że to tylko (!) wrogowie atakują Kościół? Tacy kościelni ignoranci to także wrogowie Kościoła…

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Coś na plus… „(…) a jacy sami jesteśmy…”?

Czterdzieści lat byłem absolutnie obojętny na sakramenty, oprócz oczywiście tych obowiązkowych, bo tak przecież wypadało w otoczeniu – nie ateista, ślub kościelny przecież ma, a i jajka na Wielkanoc idzie święcić do kościoła. Sam nadal nie wierzę w to co wypisuję, co stało się tematem nr jeden… Od pół roku i jakim cudem jestem dzisiaj tu gdzie jestem… Raz w miesiącu spowiedź, niedziela w kościele to za mało na tydzień. Chęć poznania wszystkich dostępnych nabożeństw, w których mogę brać udział (przeszkodą są jedynie niekiedy godziny, w których się odbywają). Myślę, że ogromny wpływ miała na to miłość do naszej trudnej Historii Polski oraz obecna od dłuższego czasu, polska polityka kłótni i podziałów, którą chcąc nie chcąc większość zmuszona jest się interesować, a co za tym idzie, beznadziejna próba zrozumienia tego i ogarnięcia – kto jest kim?

(więcej…)


20.05.19 O „wkurzającym nasze sumienie” w czasie pokoju… BHO?

Kierkegaard, duński filozof, krytyk Hegla, stwierdził, że nie można być „chrześcijaninem niedzielnym”, bo jeśli Chrystus prawdziwie zmartwychwstał to jest to tak niesamowite, że musi przeniknąć całe nasze życie. Jeśli nie – to nie, ale jeśli wierzysz w zmartwychwstanie, powinno to wstrząsnąć Twoim życiem, prawda? Tymczasem niby wierzymy, lecz uprawiamy, jak to mówi kapłan o nazwisku Krajewski z Watykanu (sprawdźcie gościa i to, co robi…) „Ewangelię, ale…”. Ale to, ale sro…, ale przecież kumple, na „Drodze Legionisty” to pewnie jest najważniejszy powód. „Ewangelia – ok., ale co kumple by powiedzieli gdybym…”. Gdybym wyspowiadał się naprawdę i naprawdę walczył z pokusą… Chodzi Ci głównie o wizerunek w otoczeniu. Jako kibice często promujemy katolicyzm narodowy, zapominając jednocześnie o katolicyzmie jeszcze ważniejszym – o katolicyzmie jednostki, a każdy z nas nią jest i ma jedyną w swoim rodzaju nieśmiertelną duszę! Przetrwanie Polski o chrześcijańskim kręgosłupie to jedno (również ważne), a drugie to przetrwanie nas samych! Nie mówiąc o tak przyziemnych sprawach jak ewentualna (i częsta) hipokryzja. Choćbyś był super-hiper aktywistą i autorytetem w danej społeczności, nie przeżywasz swego życia „na fladze”, „na marszu”, czy „w super haśle”, ale przeżywasz je po prostu na codzień, w swoim wnętrzu. Na stadionie promujemy Boga Honor i Ojczyznę, ale zarówno honor, ojczyzna, a już w ogóle Bóg po pierwsze muszą być w nas! Wiele wiemy o tym czym jest honor, ojczyzna, a czy kształcimy się w temacie kim jest Bóg? Nie? Powiem Wam dlaczego. Bo z tematów BHO to właśnie Bóg jest tym „wkurzającym nasze sumienie” w czasie pokoju. Honor i Ojczyzna wołają nas zazwyczaj, kiedy jest mobilizacja oparta na agresji. Ktoś wali w pysk, albo jest zła polityka. Tymczasem „jakiś tam Bóg” woła o miłość, dlatego tak mało osób Go czuje… Nie idą na modlitwę Go poszukać. (D)aj(T)rochę(S)wojemu(P)anu… Uwagi, oczywiście.

ŁG  


20.05.19 „O wszystkim i o niczym”.

Jaka liga taki Leicester City… (paradoksem, że wypożyczony z Warszawy do Piasta Tomasz Jodłowiec został Mistrzem Polski). Nieważne. 23 tysiące widzów na ostatnim meczu kiepskiego sezonu, w którym szanse na Mistrza były tylko czysto matematyczne, nie oszukujmy się. Pod względem ultra Mistrz jest tylko jeden! O tym, że piłkarzom Legii trochę brakuje do klasy wynikającej z budżetu klubu i poziomu kibiców świadczy fakt, że nie potrafili wygrać meczu, który musieli wygrać, by zachować te marne, matematyczne szanse na obronę tytułu. Ciekawe rzeczy natomiast mówił trener Vuković na pomeczowej konferencji prasowej [1]. Czyli jak zwykle: czekamy, bo mówi wielu. Życie kibica to czekanie i ciągle nowa NADZIEJA. Pozostaje cieszyć się latem i jasną stroną życia… Legia Warszawa to ultra, to „match day”, to pierwsza ekipa, która poszła na patriotyczną, a nawet nacjonalistyczną manifestację chuligańskim składem, Legia Warszawa to „Boże Chroń Fanatyków” (pokazanie ulicy: zobaczcie, Jezus nie jest obciachowy, On też jest tu – na Żylecie – obecny)… Legia Warszawa to kultura, dlatego ciągle każdego dnia dziękuję, że jestem Legionistą.

(więcej…)


20.05.19 Ciągle kocham…

„Kibole demoralizują młodzież” – mówią „mądre głowy”… „Dzieci na stadionach słuchają przeklinania” (na fotce dzieci z Botev Plovdiv podczas ostatnich derbów tego miasta), ojej, jakie to straszne… Większość głosicieli podobnych opinii nie rozpoznaje psucia psychiki dzieci w białych (a precyzyjniej: w tęczowych…) rękawiczkach, które dzieje się za ich cichym przyzwoleniem, a prują się do konstruktywnego hałasu. Pracuję z dziećmi i widzę jak na dłoni, że „osoby na poziomie” w wieku 40+ to coraz częściej „kopie Wojewódzkiego”, promujące przy wychowywanych w duchu materializmu dzieciach swobodne podejście do moralności. Od moralności ważniejsze jest życiowe cwaniactwo i dobry melanż, ale taki melanż, by trzymać interesy w kupie. „Ludzie na poziomie” wykrzykują swoje emocje tańcząc po koksie na stołach bilardowych. Ja, jako człowiek nie na poziomie, dalej rozumiem emocje stadionowe… Tu chociaż uczą się wierności, lojalności, lokalnego patriotyzmu.

ŁG


20.05.19 A stoczyłeś uczciwą walkę na tej gali…?

Obierzmy sobie wspólnotę osób, które uważają się za wierzące w Boga i konkretnie za katolików. Każdy ma swoje środowisko, w którym dorastał…, niepowtarzalne geny…, a także swoją własną historię i sytuację teraźniejszą w jakiej żyje… Latami kształtował się charakter każdego człowieka, zbierałeś doświadczenia, stałeś się jedynym w swoim rodzaju okazem – jak każdy człowiek. Mimo, że jesteśmy podobni, dobieramy się w grupki i podgrupki, każdy ma nieco inne ścieżki – z jednym bratem coś Cię łączy, z drugim dzieli, przynajmniej wewnętrznie. W jednej sprawie X podjął inną decyzję niż jego sąsiad, a w innej X podjął taką samą. Na przestrzeni lat podobieństwa i różnice, czasem wymuszane przez okoliczności (przez życie) będą prowadzić do jeszcze większej różnicy między jednostką X, a jednostką Y. A wiarę wyznajemy jedną (czyli pod coś się podciągamy mimo różnic)! To tworzy chaos wewnątrz środowiska odnoszącego się do jednej Prawdy. Wyznają ją ludzie różnych historii własnego życia i różnych środowisk. Tylko i aż tyle.

(więcej…)