17.03.19 Tau – „Egzegeza. Księga Pszczół” (rap, 2019).

15 marca – oficjalna premiera sklepowa. Ja miałem zamówiony zwykły preorder, ale też słuchałem od piątku rano. Do każdego kawałka napisane są ćwiczenia, lub rozkminy na książeczce CD. To czyni płytę jeszcze grubszym konceptem. Masz przejść przez tą płytę jak przez całe swoje życie. Zastanowić się razem z raperem i odpowiedzieć mu, a właściwie sobie, na wiele trudnych i konkretnych pytań. „Egzegeza. Księga pszczół” to rekolekcje jakich jeszcze nie było. Efekt żmudnej pracy, zero przypadku i kawałków-zapchajdziur. 14 kawałków to Twoje prywatne 14 stacji. Wiedziałem o tym, bo Tau to zapowiadał, więc krążka słuchałem w dzień na to przeznaczony, poszcząc i modląc się. Wstałem o 6:00 rano, poszedłem na mszę, potem słuchałem razem z kartką papieru i długopisem. Taka to płyta, a nie pusty benger do fury. CD akurat na Wielki Post!

(więcej…)


14.03.19 „Vendegszektor” (magazyn kibicowski, Węgry, nr 4 – 2018).

No to poszaleli w Częstochowie. Z powodów czysto… matematycznych kiedyś pucharowa passa musiała się przerwać, ale gdy to już się stało… lepiej zanurzyć nos w gazecie. Kibicowskiej, oczywiście. „Vendegszektor”, czyli „Sektor Gości” to stosunkowo młody kolorowy magazyn dla kiboli z Węgier. Pojawił się do kupienia w Polsce, konkretniej w sklepie internetowym miesięcznika „TMK”,  więc czym prędzej nabyłem sztukę (a także, przy okazji, piątą część komiksu o argentyńskich ultras „Barras” – tłumaczoną na polski). „VS” tłumaczony nie jest, a zatem możemy od razu zapomnieć o zaczytywaniu się w relacje z ziemi bratanków (iście kosmiczny to język), magazyn to raczej „sztuka” dla kolekcjonerów, którą po obejrzeniu odłożymy na półkę z podobnymi. Ja takim kolekcjonerem jestem, więc chętnie. A teraz trochę o wyglądzie pisemka, może też się skusicie? Lepszy niezrozumiały węgierski tekst niż niezrozumiałe, choć przetłumaczone tłumaczenie się po porażce z Rakowem.

(więcej…)


13.03.19 „Im więcej kurew tym bardziej twoje życie jest kurewskie”!

Przewiercanie kolan, piłowanie zębów – byle jak najdokładniej pokazane na ekranie, bluzg na bluzgu, „suka na suce”, głupota na głupocie, wydziarane na twarzy koksy, że rozpusta na rozpuście to chyba oczywiste… Znowu obejrzałem film Vegi, skuszony tym, że gościu… nie boi się nakręcić filmu o zakonnicach (powstaje takowy, obok zdjęcie z planu) i siatce pedofilsko… satanistycznej (a nie pedofilsko-katolickiej? Wow!), a także obecnością Joanny Jędrzejczyk (niestety jej epizod jest bardzo krótki). Pomyślałem sobie znowu: Vega to jednak ok. gość. Nade wszystko jednak skusiłem się na odmóżdżającą rozrywkę w czasie, kiedy mam bardzo wiele na głowie, dla rozrywki, powiedziałem sobie: nie udźwignę nic ciężkiego. Cholera, nie podobało mi się, ale człowiek głupi zawsze straci na takie coś dwie godziny życia… Ze zdziwieniem czytam radosne recenzje Adamskiego, ze strony, która teoretycznie powinna z prawej (a więc i Bożej) flanki patrzeć na kulturę. Vega niby wierzący, ale przecież jego twórczość gorszy ludzi w sposób nieprawdopodobny, chociaż w większości sami o tym nie wiedzą. Aż tyle! Nie, nie odbiło mi, ani nie zrobiłem się nagle nadwrażliwy (chociaż…). Słowa o gorszeniu, cudzołożeniu samym tylko pożądliwym patrzeniem (a jak patrzy się na gołe tyłeczki? Przecież jesteśmy ludźmi…) pochodzą od samego Jezusa Chrystusa. Czy zmienia fakt gorszenia milionów Polaków (w tym ilu nieletnich to sobie ściągnie?), że głównymi bohaterkami nowej produkcji Patryka Vegi będą zakonnice z Broniszewic? Skłaniałbym się ku odpowiedzi negatywnej, więc ta recenzja ma podtytuł: głupi Grower dał się nabrać na „Kobiety mafii 2” (2019).

(więcej…)


12.03.19 Na standardowym spacerze z psem… Lordowie z Totolotka.

Punkt bukmacherski w środku dużego miasta. Wchodzę z psem, pani uśmiecha się zza lady. Typowy Janusz z wąsem rozsiadł się na krzesełku niczym lord. Noga na nodze, ręce na oparciach sąsiednich krzeseł. Oczywiście old schoolowy wąs. Brakowało tylko klapek i skarpet. Gdy pani wprowadza mój numer kuponu na dziś, do punktu wchodzi kolega Janusza – też Janusz – i lord rozpoczyna dyskusję o piłkarskim wtorku. Jak co dzień? Pani słucha tego obojętnie – to jej standard, ja przysłuchuję się. Opowiada o kolejnych meczach, jak to faworyt jest oczywisty. Oczy błyszczą jak pięciozłotówki, słowotok jak na amfie, nie zauważa, że mój pies obwąchuje mu buty, lord z zakładu bukmacherskiego opowiada niepytany, że luty był bardzo dobry, a marzec póki, co taki sobie (faworyci nie byli oczywiści?). Na dziś jednak, oczywiście (jak co dzień?), są pewniaczki! Jego kumpel mówi:

(więcej…)


12.03.19 Fascynacja codziennością. Walczyć o nią jak Rocky.

Facet bez zastrzyku adrenaliny, beztroskich emocji po prostu usycha. Staje się zdziadziały, czy ma 18, czy 33 lata. Usycha także bez wartości i walki o nie. Futbolowa subkultura łączy w sobie sporty walki, bojowy patriotyzm i ostre stanięcie w obronie wartości naszej cywilizacji. Kibice wstawili się za wieloma sprawami, które przynoszą dumę nam wszystkim i każdemu z osobna, często przybywającymi na co dzień wśród lemingów w szkołach, czy w pracy. Nie chcę stale narzekać – są sprawy, które mnie cieszą! Cieszy mnie także, a może nawet przede wszystkim, zwykły, najzwyklejszy dzień meczowy, jak za małolata. Bez wielkich planów, bez wielkich zobowiązań (ale i z szacunkiem do pewnej grupy zobowiązanych…). Jako gościu w wieku chrystusowym po prostu cieszę się, gdy mogę odłożyć pęd dnia codziennego, te wszystkie zmartwienia i ambicje i udać się na mecz na żywo! Potrafię czasem odzyskać strzępy tej radości, kiedy za dzieciaka wychodziło się z domu z jednym celem (ta radość to też chyba częściowo z powodu tego braku zobowiązań…). Śledzę tabele, wkręcam się zarówno w mecz piłki jak i kosza. No właśnie. Pasja związana z samym klubem, ze sportem, ma także inne odsłony niż walka o tytuł piłkarzy nożnych…

(więcej…)


12.03.19 Futbolowa pasja w sercach kibiców i piłkarzy.

Lechia (swoją drogą, ładny transparent! Przyda im się to świadectwo po akcji z fetowaniem pewnego polityka…) – Wisła Płock 1:1. I wszystko w temacie. I dlatego, mimo Legia – Cracovia 0:2, Wojskowi będą Mistrzami Polski. W sobotę uczta, o 18:00 Zagłębie Sosnowiec pokona u siebie lidera, a o 20:30 Legia pokona Śląsk, wskakując na fotel lidera Ekstraklasy! Taki jest plan, realny – przyznacie, więc football weekend będzie ekscytujący! Wcześniej dawny i przyszły ekstraklasowiec (11 punktów przewagi nad drugim ŁKSem!) – RKS Raków w Pucharze Polski. Też czekamy na kolejny Puchar dla Legii – w roli faworyta i obrońcy trofeum. Potem na awans do LM. Powiem Wam, że dobrze jest mieć sportowe marzenia będąc kibicem, niby nikt „nie interesuje się piłką” (a prędzej groźnymi ciuszkami), ale kiedy zbliża się mecz o coś, „coś” odżywa, bo przecież wszyscy brudziliśmy się na żwirowych boiskach, uganiając się za futbolówką – to nasza pasja od dziecka. Dlatego, także dlatego, te sprawy są ciągle tak ważne!

(więcej…)


12.03.19 Fisz Emade jako Tworzywo – „Radar” (muzyka, 2019).

Stary Waglewski z młodym prowadzą program w Radiowej Trójce, drugiego singla nie ma na YouTube…, a premiera odbywa się właśnie w radiu. Old school…, podobnie jak z zinami, tylko czytelnicy, yyy, słuchacze jakby wierniejsi, chyba. W każdym razie mają zarówno nowoczesne jak i tradycyjne podejście do muzyki, do premiery płyt, do koncertów. Jestem fanem, to ma klimat i jakość! O 9:00 otworzyli sklep, a o 9:02 kupiłem płytę Fisz Emade jako Tworzywo – „Radar”, w dniu premiery oczywiście (8 marca 2019). Nie był to prezent dla kobiety, to był w ich „święto” prezent dla mnie. Akurat jechałem w długą trasę. 11 utworów w tym tylko „Dwa ognie” były wcześniej na YT, „Odwilż” pojawił się w radiowej Trójce na krótko przed premierą CD. Bartek, a więc Fisz, w tekstach skupia się w znacznej mierze na dobru i miłości, którą odnajduje w rodzinie i w swoim – perfekcyjnym – świecie. Gdy mówi o polityce, instytucjach i elektronice, skupia się raczej na ich szkodliwej stronie dla spokojnego życia jednostki. A że lubię taki „black mirror” sobie strzelić – jaranko!

(więcej…)


11.03.19 „Nie bądź naiwny, przecież wiesz…”.

Tak bardzo chcę żeby było po mojemu. Tyle nerwów bierze się stąd, że ktoś patrzy – co ciekawe, najczęściej jest to wyimaginowany wróg. Chcesz zaimponować, utrzymać pozycję, bądź ją poprawić. Ktoś patrzy, a nie wychodzi mi tak jak to sobie wyobraziłem, wymarzyłem. Czy ja naprawdę lubię coś robić, czy robię to po to, by być od kogoś lepszym i tym samym zaspokoić swoje potrzeby? Oczywiście, z wierzchu wszystko się zgadza, przecież musimy coś lubić, więc lubimy to i tamto, zwane naszą pasją, lub hobby, ale tak to zostawić byłoby zbyt proste (większość nigdy się nie zastanowi i będzie im z tym dobrze). Z jakiego powodu mamy siłę ciągle cisnąć? Co kryje się pod tymi powierzchownymi motywami? Jaką potrzebę chcesz zaspokoić zdradzając kobietę? Czy naprawdę tylko cielesną, czy może emocjonalną, bo wszystko jest już zbyt stabilne, a Ty gubisz się w takiej stabilności, spada Twoja własna samoocena. No co, ja już nie mogę? Tego i tamtego… Nudy. Bierzesz kurtkę i wychodzisz z domu.

(więcej…)


11.03.19 „Nie o Mary Wagner” (DVD, film dok., G. Braun, 2014).

Walczyć zawsze trzeba, a my czasem tak marudzimy, użalamy się nad sobą, stwierdzamy, że bez sensu… Dziś ktoś, kto stale przypomina mi o tym, że kanapa nie jest dla mnie – nie jest dla nikogo z nas. Kto nie słyszał o tej aktywistce? Nawet na jakimś polskim stadionie wywieszono dla niej transparent w klimacie POW! Bo to więzień wojenny w walce z polityczną poprawnością i zabijaniem nienarodzonych. Wojowniczka o przyszły świat w jakim wychowywać się będą nasze dzieci. Mary Wagner, Linda Gibbons… babki, które mają jaja, tyle, że nie dosłownie, jak ich niektóre rywalki z drugiej strony moralnej barykady, które smarują spermą po muzeach „sztuki” współczesnej. Kto nie słyszał o filmach dokumentalnych Grzegorza Brauna (nazwanego „odleconym” przez Waldemara Łysiaka w „Do Rzeczy” na 4-10 marca)? Są niezłe. Ten „Nie o Mary Wagner” trwa prawie godzinę i jest dostępny już kilka lat na DVD. Oglądałeś? Myślę, że warto!

(więcej…)



8.03.19 Rewolucja pożre własne dzieci…

Konieczność zaangażowania się politycznego przypomina nacjonalistom, kibicom, prawicowcom itd., aktualny numer „Do Rzeczy” podejmujący temat Szwecji, a konkretnie tego jak ona skończyła jako „raj dla uchodźców” oraz kraj, w którym polityczna poprawność podniesiona jest do roli cichej doktryny. Znajdziemy w tym centro-prawicowym tygodniku wywiad i tekst, pełne znanych nam, lecz ciągle budzących nieprzyjemny dreszczyk danych. Czy naprawdę katolickie jest odłożenie takiej świadomości upadku Europy na bok, nawet w Wielkim Poście…? Czy czas, kiedy statystyka gwałtów (popełnianych przez osoby, które w Szwecji są krócej niż rok) rośnie, stosownym jest rozmawiać o tym, że „Jezus też był uchodźcą”…? Islam to religia, która ma inne wartości niż nasze – chrześcijańskie i to jest grzech zaniedbania, by pozwolić na takie zmiany polityczne, w których ludzie nie mogą w pokoju wzrastać w naszej wierze! Gdzie są wyparci przez inne religie, lub polityczną poprawność – jak w Szwecji. Co ciekawe, te dwie ostatnie (religie i cenzura, a do tego jeszcze ta lewacko-liberalna niby-wolność) egzystują obok siebie, byle to nie był katolicyzm, a więc de facto rewolucja pożre swoje własne dzieci, gdyż Islam niezbyt toleruje liberalne podejście do życia.

(więcej…)


7.03.19 „Antisocial” (nr. 4, zin, Polska, zima’2019)

Coraz trudniej o wartościową lekturę z podziemia wydaną na papierze. A to poczta odwala numery (często zwykły list potrafi nie dojść), a to drukarnia dostaje alergii na niepoprawne treści. Do tego niewielkie grono odbiorców i co za tym idzie równie niewielki nakład takich publikacji skutkuje kompletnym brakiem opłacalności finansowej, a to z kolei mocno zawęża krąg twórców zainteresowanych wydawaniem zinów. Dlatego dziś takie pisemka robią przede wszystkim fanatycy dla innych fanatyków, bo potencjalni „scenowi biznesmeni” już dawno dali sobie z tym spokój, tu ich nie ma! Ale, jaki to ma sens w dobie internetu, kiedy interesujące treści są podane szybko i za darmo? Parafrazując słowa Tommiego – szkoda czasu zawracać sobie głowę takimi pytaniami.

(więcej…)


5.03.19 I nikt nie woła…

Chcę mieć w przyszłości swój dom, chcę mieć kominek i jak stary biały człowiek napełniać się przy nim wiarą, oglądaniem meczów, ale i kulturą. Tak, mam takie spokojne marzenia zamiast więzienia. Ubolewam jednak, że Ci którzy bardzo dobrze brzmią – którzy dają mi tą kulturę, bardzo często „śpiewają dla zła”, świadomie, bądź nieświadomie. Myślą, że duchowość to żarty, albo są krótkowzroczni. Dziwi mnie właśnie (ciągle od nowa to mielę) jak ludzie o dużych, czasem, umiejętnościach i talentach są po prostu durniami i często w piękny sposób szerzą, wprost, lub aksamitnie, kulturę (o ile można ją tak nazwać) śmierci. Powolnego umierania narodu, lub pojedynczego człowieka. Keith Flint, słynny „kolo z rogami” z The Prodigy, którego zna każdy urodzony w latach 80tych, odebrał sobie życie w wieku 49 lat. Nie od teraz były znane jego stany depresyjne oraz uzależnienie od narkotyków. Czy umarł zatem niespodziewanie, niczym niespodziewany mógł być wjazd chuliganów Panathinaikosu w Gate 7 z Olympiacosu na piłce wodnej…? No nie, rave-styl jaki reprezentował był z definicji tykającą bombą. Jeden nie podejmie tak radykalnego kroku, drugi już będzie – według jednych bardziej, według drugich mniej – odważny. Fajna muza, ale klimat – przyznacie – mroczny. Na trzeźwo się przy tym nie bawiło, sam za nastolatka żarłem tablety na imprezy z The Prodigy w tle – jak była techniawka, to był skład, który musiał polecieć! Ale nie każdy szerzy destrukcję w tak bezpośredni sposób jak Flint i kumple.

(więcej…)



4.03.19 Jakieś pytania…?

U Orwella ulice były szare, dziś są zaś zbyt kolorowe, to od kolorów, obżarstwa, ambicji i reklam dostaje się w głowę, nie od odcieni szarości. Prawo zawsze przesadzone, rynek pracy zawsze naciągnięty przeciwko mrówce, która przecież nie ma wpływu na żadne kluczowe prawo. Zrobiłem sobie troszkę przerwy w publikowaniu, ale i tak w głowie kotłowało się tyle, że powstało w tym czasie kilka tekstów i recenzji. Nałóg. Zadbałem jednak o czas, by dłużej pomyśleć o tym, co robię i co mam zamiar zrobić na „DL”ce. Cokolwiek to będzie…, będzie do Was wysyłane listami poleconymi. Nie odkryłem przez dziesięć dni nic wielkiego i szczególnego, bo to tak nie działa. Czytałem, jeździłem. Będę sobie powoli dziargał te swoje wypociny, w odpowiedniej atmosferze, tak jak pisze się ikony. Tak, to dobre porównanie, bo pisze się je długo, na chwałę przedstawianych tam postaci, lub wydarzeń, a zobaczy je zazwyczaj stosunkowo niewielka liczba osób. Będę sobie pisał, bo to moja rozrywka, którą cenię sobie ponad rozrywki społeczeństwa orwellowego. Rozrywka dzisiejszego społeczeństwa zachodu jest taka jak w „Roku 1984”, tyle że mamy większą wolność (a przynajmniej tak nazywamy możliwość skoku na bańkę w hedonistyczne błoto). Czy jednak znamy sens życia…? Jak we wspomnianym klasyku literatury – lubimy „Minuty Nienawiści”, hejt i oddawanie się rozpuście. Gatunek stracił sens, a więc pozostało się cieszyć z „sukcesu”, z tej „chwilówki”, z satysfakcji dowalenia komuś, albo… sobie. Jakieś pytania, czemu…, słyszeliście pewnie nową płytę Sokoła, więc znacie ten ciekawy refren… Zapakuj mandżur, nie rób już scen

(więcej…)