19.01.18 RECENZJE: 14 Sacred Words – „Not Alone” (USA, 2017).

Po rewelacyjnym mini-CD „Unbreakable” (2016), jasne było, że jednoosobowe komando Jasona Augustusa ma otwartą drogę do zrealizowania pierwszego pełniaka. Rękawicę ponownie podjął OPOS i  jesienią ubiegłego roku, debiutancki full-lenght 14 Sacred Words stał się faktem. Dodatkowo ukazały się dwie wersje – jedna podstawowa i druga  limitowana do 444 kopii z dodatkową płytą zawierającą bonusowe utwory, a podobno w przygotowaniu jest jeszcze specjalna edycja na rynek amerykański z nieocenzurowanymi tekstami. Niezłe tempo jak na tak młody projekt. Wracając do „Not Alone” – mi udało się zdobyć jedno-płytową wersję. Słucham tego krążka codziennie od tygodnia i mam wrażenie, że za każdym razem odnajduję w tej muzyce jakieś nowe detale…

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Trenerzy personalni, a „to, o co walczyliśmy”.

Witaj „DL”! Jestem Twoim wieloletnim czytelnikiem, zarówno bloga jak i papierowej serii zinów, których miałem przyjemność mieć prenumeratę. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że w większości Twoich publikacji w kwestii światopoglądowej i stylu życia jestem z Tobą zgodny. Ale nie ma sensu o tym, bo byłoby nudno… Chciałem poruszyć jeden temat, który okazjonalnie przewija się w tekstach, względem którego mam odmienne zdanie i chciałbym przedstawić Ci mój punkt widzenia. Chodzi o przewijającą się na blogu szyderę z „trenerów personalnych”, którą dosyć często podkreślasz, dodając zabawne ironiczne porównania. O ile zgodzę się, że wysyp różnej maści karierowiczów i pseudo znawców chcących nauczać wszystkich, samemu reprezentując swoją osobą niezbyt wiele budzi irytację i wkurwienie, to paradoksalnie całe zjawisko w szerszym spojrzeniu ma charakter pozytywny!

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Medziugorje.

Ostatnio spytałem Was o podejście do objawień, zależało i zależy mi na tym, bo wiem, że nacjonaliści i kibice, a więc większość moich czytelników, to osoby dość specyficzne – nawet wśród wierzących. Interesuje mnie Wasze zdanie jako osób, które łatwo nie dają się manipulować i są z zasady (powstałej na skutek chociażby wyjazdów) czujne, nieufne, zazwyczaj niepodatne na tanie podniety. To naprawdę duża zaleta środowiska! Medziugorje. Gdy pomyślę jak pokrętnymi drogami potrafi chodzić ludzka wyobraźnia, jak nietypowe potrafią być pobudki – wątpliwość do objawień chyba na zawsze we mnie pozostanie. Jednak Bóg chce byśmy wierzyli, a nie wiedzieli na podstawie oczywistych dowodów, tak też uczy Pismo. Chce byśmy sami wybierali, wolność jest dla Niego z jakiegoś powodu priorytetem wynikłym z miłości, mimo że wybranym dał się (dosłownie) poznać za życia. Takie umysły jak św. Augustyn pisały, że nie ogarną tajemnicy zbawienia mózgiem, więc tym bardziej nam maluczkim się to nigdy w pełni nie uda. Zawsze jest jakieś „ale”. Gdy tłum mówi, że to zbiorowa paranoja, pojawiają się uzdrowieni z poważnych chorób – wraz z dokumentacją lekarską. Na jedną wątpliwość jest jeden argument „za” – i odwrotnie. Sprytnie (?) zawsze staje się „to” głównie kwestią wiary niemożliwą do totalnego obalenia, lub uznania bez żadnych wątpliwości. Przyszedł mail…

(więcej…)


16.01.18 „O wszystkim i o niczym”.

Kurcze, tyle się dzieje, że gdy robię prasówkę to nie wiem potem od czego zacząć notki. Często myślę – najlepiej od niczego. Życie jest jedno, więc jest zbyt krótkie, by spędzić je z wkurwiającymi ludźmi. Często tkwimy w jakimś dziwnym uparciu, wydaje nam się, że inne życie niż te, które wiedziemy nie istnieje i dusimy się z idiotami oddychając ciężkim powietrzem. Podobnie jest z czytaniem newsów i ze światem dookoła. Nie, nie musimy na wszystko patrzeć, bo większość jest bez znaczenia. Jak tu emocjonować się i poświęcać dzień na opisywanie durniów, którzy zajmują się podstawianiem swoich ryjów, by w nie dostać, a potem zrobić z „napastników” krwiożerczych faszystów? Mowa oczywiście o incydencie na kolejnej Pielgrzymce Kibiców, która zgromadziła tysiące osób. Kiedyś uliczny aktywizm był ciekawy i przez to zauważalny. Dziś idioci sprowadzili go do roli cyrku objazdowego.

(więcej…)


15.01.18 W klimacie Pielgrzymki Kibiców. Medziugorje i inne objawienia.

Wiecie już zapewne o wydarzeniach z Pielgrzymki Kibiców, skupię się zatem na najważniejszej osobie w tym wydarzeniu – Matce Bożej. Jej orędzia. Objawienia… Wiadomo jakie mamy skojarzenia, gdy słyszymy o objawieniach – zbiorowa paranoja, spisek dla kasy itd. Pierwszą wymienioną myśl powoduje nasza nieufność i po prostu zdrowy rozsądek. Wszak na co dzień nie doświadczamy tego typu zjawisk, sami nie doświadczyliśmy ich nigdy. Każdy też chce nas naciągnąć na kasę. Jednak wgłębiając się w historie dzieci z Fatimy, czy też Medziugorje odkrywamy coraz więcej faktów, które zmieniają nasze myślenie – śledząc losy tych ludzi, dochodzimy do wniosku, że coś musi być na rzeczy. Przede wszystkim należy pamiętać, że objawienia w Medziugorje rozpoczęły się zanim pojawił się „targ gadżetów z Maryją”, który też bywa argumentem po stronie sceptyków. Dzieci oraz ojciec Jozo doświadczali objawień w czasach rządów socjalistycznych, jeszcze w Jugosławii i byli (zresztą nie tylko oni) z powodu objawień represjonowani (Jozo 1,5 roku w więzieniu)! Ten ostatni został też bestialsko skatowany przez policję – w sposób typowy dla czerwonych oprawców – grozili, że go zabiją, że podetną mu gardło…

(więcej…)


12.01.18 RECENZJE: Siwers – „Huśtawki” (płyta rap, 2017).

Poleciałem do empiku. Za 35 zł kupiłem kolorową kopertę z płytą Siwersa „Huśtawki” (2017). Cholera – nie cierpię tego typu okładek. Nie dość, że kolorystycznie nie mój gust (mój gust to klimat klipu do „Rokiego”, jak ze screenu obok, klip wrzucam niżej), to jeszcze ta surowość. Kurde, czasy mamy takie, że ludzie żydzą na oryginały, a tym, którzy nie żydzą artyści mogliby zapodać coś więcej. Wiem, że sama muzyka ma być tym „wszystkim”, ale chociażby – pozostając przy Siwersie – kolorowe fotki z lat 90tych dodane do albumu „Bez ceregieli” cieszyły oko i dumnie stoją na półce. „Huśtawki” brzmią super, ale na półce stoją jakby schowane. Tym bardziej, że typ rysunku użyty na kopercie też nie należy do moich ulubionych. Dużo marudzenia…? Zostawmy zatem brzydką okładkę i przejdźmy do ładnej muzyki spod skrzydła SWRS Records!

(więcej…)


11.01.18 Autorefleksja przy ulicznej muzyce. Jaka jest definicja dobra?

Mamy za sobą wiele manifestacji, czy innych akcji, o których nigdy nie będzie napisane. Wiemy, że MUSIMY bronić naszych racji, bo INNI przyjdą nas zdeptać. Powiedzcie jednak, czy przy takich klipach jak „Świat” nie miewacie autorefleksji? Ja miewam. Sprawa jest jednak o tyle skomplikowana – i to oddziela sztukę, ale także wiarę od szarego życia tu na ziemi, od patriotyzmu, że w końcu przyjdzie dzień kiedy i Ty sam będziesz mógł (MUSIAŁ?) stać się bohaterem takiego klipu i niestety będzie to uzasadnione. Ale, że pierwszy kamieniem chce rzucić tu zazwyczaj moralny karzeł to prawda i autorefleksji nigdy za wiele. By na koniec wyjść z tego z twarzą. Wiecie czym jest dla mnie, jako katolika, owy koniec… A, panie Siwers, radykałom rozchodzi się właśnie o definicję „dobra”… Dla mnie jest nią Biblia, a dla Ciebie? Ave!

ŁG


9.01.18 „O wszystkim i o niczym”.

Niedawno spotkałem się z kolegą, który wyjechał na zachód pracować (tymczasowo). Kolejna gorąca relacja dotycząca „naszych rodaków za granicą” była pewna. Mimo, że znajomy nacjonalista przebywa w Holandii, nie opowiadał o oczywistościach związanych z kolorowymi imigrantami, opowiadał o naszym upodleniu! Polacy, których poznał i zaobserwował są dumni z tego, że jedzą, śpią gdzieś, a w weekend stać ich na napicie się wódki. Pomijając fakt, że w Polsce również można tak się bez problemu „ustawić” – co to za życie, co to za priorytety i ambicje? Zawsze gdy kumpel wpadnie z relacją z zachodu, dziękuję Bogu za to co udało mi się tu osiągnąć. Kokosów nie ma, ale są piękne rzeczy wynikające z pasji i życia rodzinnego, fascynacji Ojczyzną i kulturą! Nasze oświetlone w święta starówki, piękne i nadal pełne kościoły, spacery, teatry, kolacje z naszymi kobietami. Kilka dni temu wieczorem, wracając osiedlem, zatrzymałem się popatrzeć na odsłonięte w przymrozku gwiazdy, bo niebo było niesamowite! Nie ma jak poczuć się nie na sto, a na dwieście procent u siebie. Z rodziną obok w murach i z Bogiem tam na górze. Kocham żyć w Polsce, cieszę się, że poszedłem za głosem serca, czyli… nigdzie nie poszedłem. Tu jest moje jedyne okienko na świat, z którego obserwuję wszystko i nic… Pozdrowienia dla wszystkich emigrantów – wracajcie szybko!

(więcej…)


8.01.18 Regularne zapieranie się siebie.

Normalni na pierwszy rzut oka goście potrafią ocenić księdza, że „nie jest prawdziwym facetem”, bo np. nie patrzy się na wiszący przed nim akurat kalendarz z gołą babą (również dyskusja z mojego otoczenia). Sorry. Ja jestem powołany do małżeństwa, więc robię to i tamto… Ty też robisz. A koleś świadomie zrezygnował w imię wyższej sprawy. To godne szacunku, nawet z pozycji ateistycznych. A może fanatyczni onaniści/hejterzy nie wyobrażają sobie po prostu nie pogrążyć się w swojej pożądliwości? A propos bycia prawdziwym facetem – wyszedłbyś przed szereg w obozie jak Kolbe? Zaniósłbyś prześladowcom ciasteczka, czy tam herbatkę do tajniackiej fury, jak Popiełuszko, czy jednak schował się pod łóżko i wyparł się wszystkiego zanim ktokolwiek by zapukał? No właśnie… Jak pisał o męskości Waldemar Łysiak, facet to przede wszystkim ten, który podstawiony pod ścianą nie wypiera się swoich przekonań. Jak ktoś ze środowisk radykalnych może odrzucać radykalizm wiary? To przecież właśnie nam powinien on przychodzić z największą, może nie tyle łatwością, ile ze zrozumieniem.

(więcej…)


7.01.18 RECENZJE: „Congratulations… I.C.F WHU” (książka, 2002).

Dzisiaj ładnie pocisnęliśmy z recenzjami… przyroda, Bóg, a teraz coś co również nas otacza i składa się na ten świat – osiedlowa chuliganka. We are I… InterCity, we are C… cool and casual… We are F… firmy handed… we are I.C.F.! Tak, znowu o nich… Książka została napisana przez murzyna – Cassa Pennanta – w 2002 roku, a głośne polskie wydanie wyszło w 2009 i właśnie nim się (ponownie) zajmiemy, może ktoś nie czytał? Jest to historia okrytej złą sławą grupy InterCityFirm z West Hamu Londyn. Opisane są czasy, gdy Angole byli groźni, bo dużo się bili, praktycznie przez cały czas i to były „ich czasy”, ich klimaty – puby, zdobywanie sektorów, brak mody na sporty walki i sportowy tryb życia u największych rywali. Melanżowanie w mieście wroga i wożenie się tam do białego rana. Dziś, wiadomo – to Polacy, Rosjanie i inni wiodą chuligański prym na kontynencie, ale w latach 80tych tak nie było. Wtedy kibole WHU dziwili się, że w Newcastle spotkali jeszcze jakiegoś skinheada – u nich to już były starsze czasy (w Polsce dopiero się zaczynały)! Potem przyszły represje i dziś Cass siedzi sobie w jakimś studio typu „TVN 24” z podpisem „ex-hooligan” i opowiada jak to było. Dosłownie „Czarne lustro” angielskiej chuliganki.

(więcej…)


7.01.18 RECENZJE: „Święty mimo woli” (film, USA/Włochy, 1962)+link!

Pomyśl jak bardzo rozbudza Twoją wyobraźnię, zazdrość, pożądliwość i ambicję przeglądanie facebooka od samego rana. „Ten to, ten tamto” – „muszę gonić”! „Rywal/konkurent nie śpi i coś robi, a ja tak sobie leżę w rodzinnym domu”! Czy to dobry partner do porannej kawy…? Po kontakcie z tym wszystkim nie jest się zbyt spokojnie nastawionym do samego siebie i do czekającego mnie dnia człowiekiem. Nie musi tak być, w naszym szybkim życiu trzeba odpocząć. Ciepły kaloryfer, czarno-białe dzieło kinematografii zapewnia klimat tradycyjnego niedzielnego, porannego leniuchowania bez wkurzania się na cały świat i równocześnie pożądania go. Spacer do kościoła, mimo, że „tyle roboty mógłbym w tym czasie zrobić”! Czy to nie Ostatni Prawdziwy Bunt? Recenzowany dziś film z 1962 roku oparty jest na życiu świętego Józefa (Giuseppe) z Kupertynu.

(więcej…)


7.01.18 RECENZJE: „The Bear” (film, Francja/USA, 1988) + link!

Ten film miałem okazję po raz pierwszy zobaczyć w kinie, jeszcze jako dzieciak. Było to kilkadziesiąt (jak ten czas leci) lat temu, ale do dziś pamiętam, że wywarł na mnie olbrzymie wrażenie! Od dłuższego czasu wkręcam się w „leśne klimaty” (mój tekst na „DL” z listopada: LINK)  i ostatnio postanowiłem sobie odświeżyć ten obraz. Zastanawiałem się czy wytrzyma próbę czasu i jak się okazało, przez te wszystkie lata nie stracił na swojej mocy! Jak sam tytuł wskazuje, jest to historia niedźwiadka, który po stracie matki, zrządzeniem losu trafia pod opiekę potężnego samca. Niestety przybrany „ojciec” od jakiegoś czasu jest tropiony przez myśliwych… Na pierwszy rzut oka, fabuła wydaje się dość abstrakcyjna, ponieważ dorosłe niedźwiedzie najczęściej zabijają napotkane młode, jednak przyrodnicy zaobserwowali już przypadki takich niecodziennych „adopcji”. Mogłoby się wydawać, że będzie to jakaś mdła, „disney’owska” bajeczka, ale nic bardziej mylnego!

(więcej…)


5.01.18 RECENZJE: „Black Mirror” (sezon 4, odcinek: „Black Museum”).

Nowoczesny człowiek, nowocześnie skona… No i dobrnęliśmy do recenzji ostatniego – i najlepszego moim zdaniem – odcinka czwartej serii „Black mirror”. „Czarne muzeum” to muzeum jakiego nie znamy, muzeum będące efektem… wynalazków psychopaty (jak wielu naukowców to potencjalni psychole?). Nie jest to zwyczajne muzeum zbrodni, lecz zbrodni specyficznej – typowej dla s-f klimatu „Czarnego lustra”. Atmosfera niczym z dobrego thrillera godnie uzupełniła atmosferę całej, krótkiej i zróżnicowanej gatunkowo serii. „Black museum” to, jak się mówi, film popcornowy – wpieprzasz syf i obserwujesz co będzie dalej, kto kogo i jak zabije, a w powietrzu unosi się zapach grozy. Przy tym wszystkim wyciągniesz wnioski a propos ciemnych stron technologii.

(więcej…)


3.01.18 „O wszystkim i o niczym”.

Na marginesie moich ostatnich recenzji… Taki ruch kibicowski jaki coraz częściej obserwujemy w Polsce oraz np. w Austrii, w Niemczech (oczywiście są ludzie, którzy się wyłamują!), idealnie pasuje na poświęcony kibicom odcinek „Czarnego lustra”. To niezły materiał, jak kibice sami oddają swą wolność i niezależność w ręce tych, którzy „mogą im pomóc”. Gówno, a nie pomogą… Mają własne, sprzeczne interesy. Równolegle do „ery ugody” rozwija się era „cenzury”, a więc poprawnych do zrzygania nieoficjalnych portali klubowych, w których publicyści (znani również na trybunach) piszą tak jak dziennikarze, z których środowisko powinno szydzić i nimi gardzić. Ci którzy piszą niepokornie, są niemile widziani. Mówię o tych naprawdę niepokornych, a więc tych, którzy wywołują reakcje „normalnych ludzi” w stylu „nie, no tak nie można…” – bo nie współgra to z politycznie poprawnym postrzeganiem świata ogółu. Nie współgra z interesem, często cukierkowym. Wychowaliśmy się w czasach, w których miało się gdzieś zdanie ogółu i wychodziło to raczej na dobre… Niektóre stwierdzenia kibiców o tym, że „czasy są inne” przypominają mi stwierdzenia tych, którzy układali się z czerwonymi mówiąc „takie były czasy”. Wymówka zawsze się znajdzie. W czasach – owszem – trzeba umieć się odnaleźć, ale czy scena umie… śmiem wątpić.

(więcej…)


3.01.17 RECENZJE: „Jezu, Ty się tym zajmij!” (książka, 2017).

Joanna Bątkiewicz-Brożek napisała grubaśną książkę nie tylko o o. Dolindo, ale zawarła w niej sporo specyfiki Neapolu, co – jako fanowi Italii – jeszcze bardziej umiliło mi lekturę. Ludzie z nożami za paskiem w metrze, wszechobecny brud, to wszystko przeplata się z biografią świętego człowieka jakim był Ruotolo! Tego typu lektury „używam” do zwiększania pogody ducha, kiedy dużo piszę o „Czarnych lustrach” i innych mrocznych dziełach. Zawsze warto przeplatać to z czymś dobrym i dającym wielką nadzieję, bo skupiając się na samym złu, tylko tego złego wilka w sobie będziemy karmić, co po latach musi doprowadzić do spaczonego odbierania rzeczywistości. Nawet Neapol wydał na świat (prócz mafiosów) wielu świętych, zresztą kościołów tam co nie miara… To prawdziwa metafora świata, w którym żyjemy. Od nas zależy jaka będzie nasza postawa wobec tego, co przynosi życie. Zawsze! Niesamowite…

(więcej…)

Strona 2 z 22112345...Ostatnia »