Droga Legionisty

5.08.18 „O wszystkim i o niczym”.

Gdzie byli wczoraj Powstańcy…? Na Łazienkowskiej. Kibice Legii ponownie godnie uczcili tamte wydarzenia, puszczając w świat pamięć o tym, że ludzie ludziom zgotowali ten los (swoją drogą, osobiście „Medalionów” nie lubię). Pamięć o tym, by – delikatnie mówiąc – uważać z ideami, bo mogą one zaprowadzić ludzi i miasta na cmentarz… Zresztą Łazienkowska 3 miała tego dnia różnego typu gości, co uczyniło mecz z Lechią ciekawym. Pomiędzy tym wszystkim biegali sobie piłkarze – ci z Gdańska, którzy rzucili się na Mistrza Polski, a także ci z Warszawy, którzy do 30 minuty wyglądali jakby obudzono ich o 3:00 w nocy i nagle – z partyzanta, nie wiadomo czemu – kazano im grać w piłkę nożną. Wracając jednak do obrazka z sektorówki na Żylecie, bo się wzruszyłem… Tyle Wam wrzucam „szkoły ciszy” – sztuka, zakony, zachody słońca… Prawda – piękne to. Jednak czytając swoje relacje z tych miejsc zauważam, że na każdej z wycieczek, pod koniec, włącza się tęsknota do blokowiska… Do hałasu, do historii pokruszonego bruku… To tu powstały inspiracje do projektów, a najbardziej pamiętam te chwile, gdy skakała adrenalina, a nie gdy promyki znikały za chmurami… Piękne niebo jest tylko tłem do bogactwa życiowych doświadczeń, to do tego nieba unosi się czarny dym wojny i świecy dymnej. Tak sobie myślę, że trzeba po prostu umieć dostrzec piękno – i w naturze i w kulturze ulic, w tym jak wkurwieni ludzie walczą o swoje (w zakładach pracy, przy kasach stadionów, w okopach burzonej Stolicy…). Piękno obrazów, piękno siniaków, tak – Polskie męczeństwo, wbrew trendom, też uważam za piękne, dlatego krzyczę cześć i chwała bohaterom. Tak jak w „Kochanku wielkiej niedźwiedzicy”, myślałem sobie nie raz: jakie piękne gwiazdy na tym niebie…, ale one nie wystarczą, bo zaraz trzeba spuścić wzrok i iść dalej… Wszystko się zgadza. Najgorsi w tym wszystkim… w blokowiskach, w innych pięknościach (nawet natury) są pojedynczy ludzie. Naród wspaniały tylko ludzie kurwy. Wspaniały świat i pasje, tylko ludzie zawodzą – ja też… Na szczęście te wielkie rzeczy, o których napisałem, przysłaniają nas, małych…

(więcej…)


4.08.18 „O wszystkim i o niczym”.

„Zegarek miał 7 melodyjek”… i co nam kurde z tego było w latach 90tych, że miał i grał…? W każdym razie jest pewien typ zajęcia sobie głowy i czasu – pogoń za nowinkami, chociaż większość jest całkowicie zbędna nie tylko do życia, ale do czegokolwiek sensownego. Ja wolę myśleć… chociaż to może też bezsensowne…? No to dzisiaj taka melodyjka… Dlaczego jednoznacznie nie krytykuję ruchu chuligańskiego (będąc katolikiem) jako złego? Bóg pisze prosto na liniach krzywych – to słynne zdanie Paula Claudela o tym, że Bóg pisze prosto po krzywych ścieżkach ludzkiego życia, a ksiądz Jan Twardowski napisał przecież, że jak Pan Bóg zamyka drzwi, to otwiera okno. Nie wiem do czego prowadzi kogoś życie po grzechu pierworodnym…, nie wiem jaka jest jego historia (skąd przyszedł)…, gdzie się znajdzie…, na ile łap spadnie… i komu w danym środowisku pomoże (mając specyficzny autorytet). Dzisiaj idę sobie do kościoła, w normalnych ciuchach, z obrączką na palcu i nawet mam na nową książkę w kieszeni. Mijam pijanego, mijam brudną osobę… może to ja, kiedyś…? Byłem przecież pijany, śmierdzący też, bo uciekałem za małolata na mecze z domu, nie było mnie jak dobrze pamiętam nawet po tydzień czasu – dnia ostatniego to był już jedynie obraz nędzy i rozpaczy. – Przepraszam, ma pan może papierosa? – pytałem dorosłych wyglądających na przeciętnych, jak ja dzisiaj. A jak z jednego Marszu wracałem? Jak żul, z obandażowaną głową i na bluzie w listopadzie… Piszesz prosto na liniach krzywych – wiem. Myślę o tym kiedy patrzę wstecz (Tworzywo). Ideał…? To pogoń jest za wiatrem… Wieje nad moim miastem… (również zespół Tworzywo…). Spokojnie z tym ocenianiem, prawdziwa mądrość nie zna radykalnych cięć. A każdy niby nienaruszalny kodeks bywa siedliskiem hipokryzji – jak w arcydziele kina japońskiego „Harakiri” (1962).

(więcej…)


3.08.18 Rozkmina z nadmorskich kurortów…

„O co ci chodzi?” – będą pytali, gdy będziesz chodził wnerwiony, albo będziesz „walczył” w niemodnych, abstrakcyjnych dla nich sprawach. Świat niby lubi specyfików, dziwaków…, każdy teraz chce nim zostać, wrzucając zdjęcia, na których jakiś laluś jest niby zamyślony, dodając do tego wybrany przypadkowo cytat mędrca…, mniejsza czy katolika, czy satanisty, odbywa się to pewnie drogą losową, heh. Ludzie dostali facebooka i nagle każdy chce być kimś, nie zwykłym Januszem tylko Januszem z mądrym cytatem „pod profilowym”. Swoje trendy mają też dzisiejsze dzieciaki, a ich idole mogą zawstydzić nielicznych na rynku naszych czasów Nagły Atak Spawacza, czy Liroya. No więc jeśli będziesz tym specyfikiem, który nie rozumie współczesnej patologii, możesz nie mieścić się w normach trend-owatości. – Dawaj, gruba, dawaj! – krzyczało z balkonu, a było już około północy, jakichś dwudziestu młodych chłopaków-piłkarzy. Patrzę co się dzieje, wychylam się zza winkla i oczom nie wierzę – jakaś otyła małolatka tańcuje niczym cyganka na środku ulicy, aż obóz dzieciaków poruszył się na pierwszym piętrze, przerywając dyskotekę, na której leciały przesadnie ordynarne kawałki jak na tę grupę wiekową…

(więcej…)


1.08.18 Wrócić i zrobić swoje – jak Joanna Jędrzejczyk…

Przegląd sportowy zacznę od… MMA, pozwólcie na chwilę pozytywu zanim przejdę do Wojskowych. Szacunek dla Joanny Jędrzejczyk. Jest dla mnie przykładem sportowej maszyny, podobnie jak CR7 w piłce nożnej. Poza sportem można mieć zastrzeżenia do pewnych zachowań tej dwójki, ale jeśli chodzi o sport – jest to perfekcyjne połączenie talentu, pracowitości i silnej psychiki. Weźmy pierwszą kobietę w UFC – Rondę. Przegrała raz – załamała się. Wróciła – dostała w żenującym stylu i zakończyła karierę. Teraz pracuje… w cyrku, bo tak należy określić zjawisko zwane w Stanach Wrestlingiem. Asia też dwa razy przegrała, ale zamiast próbować robić kasę w USA na inne sposoby, do czego ma otwarte drzwi, codziennie wrzucała przebitki z sali, siłowni, potwierdzając, że po pierwsze jest sportowcem. Pokornie (nie jako główna gwiazda, nie jako jedna z dwóch głównych gwiazd…) wyszła w jednej z wielu trzyrundowych walk gali, zrobiła swoje, wygrała, zjadła pączka w szatni… Czekam na dalsze ruchy i lądowanie w Polsce, bo amerykańska gra prowokacją uskuteczniana w federacji UFC również napawa mnie obrzydzeniem. No dobrze. A piłka nożna…?

(więcej…)


27.07.18 Co ja znowu napisałem…?

Lubię Was o coś spytać na łamach, bo zawsze odpowiecie i dodacie w bonusie ciekawe linki. Tak – już wiem kogo ikonę (właściwie to atrapę, bo oryginalna – nowa – ikona trochę kosztuje…) kupiłem, cyrylicę rozczytało mi ok. 30 czytelników. W związku z tym naszła mnie refleksja, człowiek niby zna trochę mądrych osób, ale gdy ma głębszy problem z kwestią polityczną, kulturalną, historyczną, to kiboli (tych niby bezmózgich…) pyta, bo taka prawda, że fanatycy są często ciekawi świata i po prostu wygraliby specyficzny „Jeden z dziesięciu”. Lipiec. Ludzie chleją po kurortach, małolaty chodzą z różowymi głośniczkami z kiepską muzą. Wakacyjny klimat udzielił się wszystkim, nawet kapeli Bronson, która wypuściła taki, niepodobny do wszystkiego w ruchu NR, klip…

(więcej…)


21.07.18 „O wszystkim i o niczym”.

Obejrzałem „Pokot” Agnieszki Holland…, dopiero teraz, bo to nazwisko nie kojarzy mi się dobrze pod żadnym względem. Tu jednak chodzi o zwierzęta, o ich obronę, więc rzuciłem okiem. Oczywiście, jak to liberałowie, wrzucili do koszyczka z winnymi m.in. Kościół, tworząc z ciekawego pomysłu typową mainstreamową papkę, ale o scenariuszu Olgi Tokarczuk wypowiem się, obszerniej, innym razem… W każdym razie warto poruszać te tematy i działać, bo w imię ZYSKU (nie Boga, czy Kościoła…) zabijane są w bestialski sposób żywe istoty. Sam nie jestem, ale szanuję wegetarian i rozumiem Wasz protest. Człowiek bywa podły. Na szczęście nie każdy człowiek…

(więcej…)


20.07.18 „O wszystkim i o niczym”.

Sens demokracji i sprawianie pozoru, że obywatele mają na coś tu wpływ doskonale obrazuje m.in. to, co obecnie dzieje się z głośnym (kiedyś) Brexitem. Ciekawe…, jak siedemsetny sezon „Homeland”… Logiczne… jak pokojowa Nagroda Nobla dla Baracka Obamy… Jeden wielki, kurna, kit. Słowiański Bruce Lee powinien wjechać i rozwalić to z kopyta. „(…) Dylemat moralny jak zwykle waha się między wiadrem popcornu i kijem bejsbolowym (…)” – pisał Tommy, naczelny zina „Antisocial” w ostatnim wydaniu papierowym tego tytułu (recenzowanym zresztą na e-„DL”). Olać, czy brać sprawy w swoje ręce…? Wielu facetów kochających swoją Ojczyznę ma podobne dylematy, zazwyczaj kończą się one na zajęciu się małą Ojczyzną, czyli rodziną… Niestety, potencjał ciągle jest marnowany. Wiele mówi się o tym, że Polaków ogłupiano alkoholem, a na dochodach z monopolu opierał się budżet PRLu… Pijane społeczeństwo jest dla państwa łatwiejsze w kontrolowaniu, to już wiemy. Niestety, elita ulicy XXI wieku pogrążona w interesach również jest – mimo, iż ścigana przez organy – dla władzy najwyższej wygodna, bo nie wychyli się zbytnio, a właściwie nie zaryzykuje wyroku dla spraw Ojczyzny (dla pieniędzy ryzykuje co dnia, więc nie mówcie mi o noszeniu koszulki, lub udziale w jednej manifestacji rocznie). Sami wiecie… świat jest po prostu wkurwiający, ulica niejednoznaczna, a bezradność frustrująca. Hadzaaa!

(więcej…)


19.07.18 RECENZJE: Romantikus Erőszak-„Europe belongs to me’2017.

Romantikus Erőszak to od lat mój faworyt (może na równi z Titkolt Ellenállás – R.I.P. Cseresznye György) z kraju bratanków, a jednocześnie ścisła czołówka europejskiej sceny. Na tak wysoką pozycję, węgierscy weterani nacjonalistycznego rocka zapracowali sobie szeregiem świetnych albumów, kompilacji i singli (wydali już kilkadziesiąt!), do tego ze swoim 23-letnim stażem, są jednym z najdłużej nieprzerwanie działających zespołów jakie są mi znane. I nawet fakt, że w ostatnich latach wzięli się głównie za składaki i DVD, nie zniechęcił mnie do nabycia ich kolejnego krążka w stylu „The best of…”. Album „Europe belongs to me” ukazał się pod koniec zeszłego roku, ale dopiero jakiś czas temu stałem się jego szczęśliwym posiadaczem i od kilku tygodni kręci się w moim odtwarzaczu prawie non stop.

(więcej…)


19.07.18 A teraz ta niezręczna chwila wzruszenia, której nikt nie lubi.

Wiem, że miałem w historii „DL” lepsze i gorsze momenty. Momenty, w których wychwalałem nawet hedonistyczny trap, bo w momentach załamania tak właśnie chciałem żyć, szybko i olewczo, co zresztą nie jest w środowisku, z którego się wywodzę niczym szczególnym. „DL” jest pisana nadal, bo jestem konsekwentny, mimo iż nie jestem taki jak byś chciał. Część toleruje, część nie…, biorę na klatę. Dla chuliganów jestem zbyt spokojny, a dla spokojnych zawsze byłem zbyt chuligański. Dla niewierzących zrobiłem się jakiś taki zbyt wierzący, a dla wierzących ciągle zbyt niewierzący, bo jednak kibic. I tak dalej… Znany z tego, że nieznany. Były momenty, że czytało mnie dużo osób i cytowały mainstreamowe gazety, były takie, że prawie nikt. Znajomego kolega zdobył 23 numer zina „DL” i napisał do niego niedawno, że „ty, ten typ to się nawrócił”. Różni jesteście Wy – czytelnicy, jeden czyta wszystko, drugi rzadko, a „DL” jakby nie patrzeć, najlepiej widzi się jako całość, zbiór wszystkich tych lat i tekstów.

(więcej…)


18.07.18 „O wszystkim i o niczym”.

Grzesiuk pisał: Życie towarzyskie koncentrowało się na ulicy. Wieczorem ludzie stali grupkami na chodnikach, omawiając wypadki dnia i obmawiając swych bliźnich. Ostatnio obmawiamy głównie reprezentację Polski w piłkę. Piękne chwile Chorwatów, dla kontrastu nasze orły, które wrzucały żałosne focie z wakacji, a „palec w dupę” prawie pobił pamiętny „palec w dupę” Arboledy z Lecha. Dobrze, że już zaczęli kopać w klubach… 3-5-2 to ostatnio najpopularniejsze cyfry powtarzane w związku z Legią. Prócz cyfr mówi się także o palcach (i to nie tych w dupie)… O palcu, który jest ucięty (Rosja i Czerczesow), o palcu który jest odwrócony nie w tą stronę co trzeba (Carlitos…). Carlitos, Kante i inni… Fani Legii i tak najbardziej szanują będących tu od lat Kucharczyka, Radovića, czy charyzmatyków typu Arek Malarz (kondolencje). Życie zweryfikuje każdego cwaniaczka… Tymczasem zdążyliśmy tradycyjnie przerypać Superpuchar, a także przejść Cork City we wczesnych eliminacjach do Ligi Mistrzów, co w TVP oglądało dwa miliony telewidzów (!).

(więcej…)


18.07.18 „Czyste jak łza”? Przylepiony do naczynia miód…

Nie ma nic bardziej praktycznego niż dobrze przedstawiona teoria – mówił Kurt Lewin… Posłuchajmy go zatem i posiejmy nieco teorii, sięgając najpierw do pierwszych wieków. Jeden z dawnych, chrześcijańskich ojców pustyni przekazywał anegdotę „o nowicjuszu i o starym mnichu”. Przetrwała do dziś – ktoś mi opowiedział. Nowicjusz spytał starego mnicha dlaczego ciągle grzeszy, skoro wstąpił do zakonu… Sądził bowiem, że wybranie takiego życia całkowicie uwolni go od grzechów. Stary mnich kazał przynieść młodzieńcowi dwa naczynia – jedno puste, drugie pełne miodu i polecił mu, by przelał miód kilka razy z jednego do drugiego. Gdy nowicjusz już to zrobił, stary mnich go zapytał, czy w pustym obecnie naczyniu nie ma teraz ani trochę miodu, czy nic nie zostało…? Miód tam był… Ścianki naczynia tak nim obeszły podczas przelewania, że niemożliwym było, by miód nagle całkowicie zniknął…

(więcej…)


9.07.18 RECENZJE: „Ignacy Loyola” (film fab., 2016, Hiszpania-Filipiny).

Paolo Dy stworzył pierwszy filipiński film, który wyświetlony był w Watykanie… I w moim domu też, heh. Biografia św. Ignacego Loyoli, założyciela popularnych dziś Jezuitów, autora słynnych „Ćwiczeń duchowych” była przeze mnie pożądana od ujrzenia pierwszego traileru, więc znajdując DVD w sklepie od razu nabyłem je za 35 zł. W zamian otrzymałem prawie dwugodzinny dramat z 2016 roku, a także książeczkę z biografią Ignacego w pigułce, wywiadem z reżyserem oraz opiniami o filmie. Na tle XVI wiecznej Hiszpanii Dy maluje nam przemianę brutalnego wojownika, kobieciarza skupionego na bogactwach w inspirującą, świętą osobę, którą znamy jako katolicy do dziś. Głównego bohatera poznajemy w czasie oblężenia Pampeluny przez Francuzów w 1521 roku, gdzie jako żądny sławy żołnierz (chociaż już niby wierzący…) został poważnie ranny. Przeplata się to z migawkami z dzieciństwa, pokazującymi wychowanie do „bycia kimś”, jak nakazuje szlachetne nazwisko Loyola… Przyszły święty nie był pierwszym, który poszedł na przekór ziemskiemu przeznaczeniu.

(więcej…)


8.07.18 „Dany mi został oścień dla ciała”…

Gdy pasje wywołują we mnie wściekłość…, czas nieco odpocząć. Nie jest to łatwe, bo natręctwa wołają już po dwóch dniach! Lata nakręcania siebie, że „muszę” uzależniają od satysfakcji z wierności swoim założeniom, które regularnie były mnożone, coraz bardziej obciążając myśli, serce, ducha i ciało. Po drodze objawił się brak pokory, by radować się z tego, co na daną chwilę mogę zrobić i co już mam. Nie chodzi o to, aby być przeciętnym i siąść na kanapie, ale pokornie przyjąć to, na co pozwala mi obecny czas i możliwości. Nie da się tylko dokładać i tego nie odczuć. Zły próbuje szarpać za wszystko, także za to, co w nas dobre i warte rozwijania. Bez pokory, odpoczynku i Jezusa w centrum, nie uda się nad talentami zapanować, On musi być na pierwszym miejscu, by wszystko inne było na właściwym (sprawdźcie to, efekty są naprawdę zadziwiające).

(więcej…)


8.07.18 „Z racą w ręku szukać” dobrego przykładu…

Chrześcijańscy przodkowie Anglików zapewne dziwią się kto odśpiewał hymn przed Szwecja – Anglia, po tamtej Anglii nie ma już śladu. Zacierają się także ślady po wygranych walkach każdego pokolenia młodzieży – w tym naszego. „Czy jesteś gotowy na RODO?”, czy jesteś gotowy na SRODO? RODO kojarzy mi się z… Frodo, a ten z kolei z niezbyt udaną kreacją Amerykanina w „Green Street Hooligans”. Wszyscy srali w gacie, bo Unia wprowadzała kolejne absurdy, nie pomyślą zaś długofalowo, że sama Unia jest absurdem. Nie boję się… szefów firm… w futrach z fok… – śpiewało lata temu Hey. Nie bójmy się! Skapnęliście się zapewne, że lubię w ostatnich latach znikać, a śledzenie tych samych zapętlonych ryjów w TV i mediach doprowadziło mnie do obrzydzenia polityką i zbliżenia się do Boga oraz natury. Spikselizowane drzewo z gry „Minecraft”, które towarzyszy dzieciakom, zmieniam na prawdziwe drzewa, a zapachy na inne niż te, które znam z półpiętra mojego bloku, upatrzonego przez bezdomnych alkoholików. Niedawno zachwycałem się – w licznych tekstach – wygraną walką o patriotyzm pokolenia. To było po tych dziesiątkach manifestacji, które wspólnie przeżyliśmy, z Marszami Niepodległości na czele. Było to po boomie na patriotyczną muzykę, filmy, na biało-czerwone flagi… Do dziś uważam nas za pokolenie uliczników, którzy wywalczyli dla siebie i innych pamięć o prawdziwej Polskości. My tu jednak gadu-gadu, a rośnie nam pokolenie nowe…

(więcej…)


8.07.18 „Tak nie było zawsze”, czyli o więzach błędów…

Malarz Van Gogh widział świat posegregowany w swoich wewnętrznych szufladkach… „Robotnik”, „murzyn”, czy ktokolwiek inny był dla niego osobą z określonym z góry zestawem cech i „nie mógł w danej sytuacji postąpić inaczej” niż sądził słynny malarz. Nie mógł, bo po prostu… taki reprezentuje typ i koniec! Jest tylko jeden problem… Van Gogh był chory psychicznie. Tymczasem wielu naszych rodaków sądzi, że jeśli Rusek, czy Ukrainiec to na pewno chce nas zniszczyć i oszukać – bo to… po prostu Rusek i Ukrainiec. Nie zgadzam się nie tylko z tego typu nacjonalizmem, ale przede wszystkim z tak głupim podejściem do życia (np. tłumienie w sobie, że po prostu dobrze życzę kadrze Staszka na tym mundialu… tak jakoś jest, no nie…?), bo to się potem przekłada na inne relacje. Ale…

(więcej…)

Strona 2 z 22812345...Ostatnia »