3.06.17 Trzeci rok z rzędu na lednickich polach…

Patrzę czasem na ludzi i zazdroszczę im, że tyle w nich dobra. Że mogą mieć pozytywne nie tyle dni, co całe tygodnie. U mnie pozytywny dzień to wyjątek, zazwyczaj taplam się w czymś, narzekam… Właściwość twórcy? To wolałbym raczej nie tworzyć i po prostu cieszyć się dniem. Niestety, noszę w sobie jakby bóle całego świata, a na pewno otoczenia – dobija mnie wszystko po kolei, wykręca bebechy, nie daje szans dłużej się wyluzować. Cenię Lednicę, bo byłem tam dwa razy i nigdy niczym się tam nie przejmowałem, odzyskiwałem równowagę i trzeźwe spojrzenie. Czuję tu dużo pozytywnych wibracji, mimo że nowy sposób ewangelizacji to raczej nie mój klimat. Taka atmosfera to jednak rzadkość na osiedlach. To rzadkość w moim życiu, chociaż tak być nie powinno!

(więcej…)


3.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

– Idź na salę, forma spada! – Nie spada, kurwa, przestań, odpocznij… – Spada, spada… Biegnę w niedzielę przed 8:00 przez miasto, umówiłem się na crossfit z garstką podobnych nałogowców. Sportowy tryb życia jest na tyle… trybem życia, że nawet nie chce mi się już o tym pisać, to tak jakby pisać o codziennej wizycie w toalecie, która po prostu musi się odbyć, bo dwójka zamęczy. Tym razem biegnąc ujrzałem zwykły-niezwykły pejzaż, mianowicie na mej nierównej ścieżce, niczym rewolwerowcy w starym westernie, stali o to trzej jegomoście ze swymi pistoletami. W sensie po prostu szczali, chwiejąc się na szeroko rozstawionych nogach – w pozach typu Aniołki Charliego na plakacie, w ten oto sposób zmierzając do swych chat (?) po bogatej w procenty sobotniej nocy. Było niemal pewne, że czeka mnie co najmniej pyskówka, ale prawdziwym cudem nikt nie rzucił durnego tekstu do faceta w (sportowych!) rajtuzach, a mnie udało się slalomem wyminąć rewolwerowców i ich kule. Ile byśmy nie napisali – i tak świata nie zmienimy. Możemy jednak zmieniać siebie. Ponad 10 lat temu szczałem tam razem z nimi, myśląc, że jestem zajebisty luzak. Wierzysz w to jeszcze?

(więcej…)


3.06.17 Muszę, muszę, muszę…

Chciałbym odpocząć od natręctw. Od tego, że muszę zrobić trening, od tego że nie mogę zjeść chipsa – chciałbym odpocząć od tych absurdalnych dla większości wyrzutów sumienia (rozumieją mnie za to ludzie, którzy są na skraju wagi w swoich zawodach sportowych…). Od samodyscypliny. Chciałbym porzucić na pieprzony tydzień myślenie o przyszłości, o moich podopiecznych, o śmierci. Były momenty, w których osiągałem w tym zaskakujący dla samego siebie poziom, ale trudno o dyscyplinę i skupienie wewnątrz betonowej dżungli. Nie, że świadomie odchodziłem od spokoju ducha, tłumacząc to obecnością bloków. Skupienie po prostu rozmywało się gdzieś na ruchomym rondzie, w przejściu podziemnym, w galerii handlowej, na stadionie, w dniu otwierania koperty z podatkiem…

(więcej…)


„Dziennik odsuwania gałęzi” zine (Ł. Grower, 27.05.2017) – spis treści !

Różne są ziny – o sztuce…, kiedyś były nawet takie o samej piłce (nie o ultras)…. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, by wydać w formie zina swój własny dziennik, tym bardziej, że wpisy dotyczą tego co pozostaje w sferze zainteresowań tego e-zina od zawsze. Zawsze na „Drodze Legionisty” było sporo prywaty. „Dziennik odsuwania gałęzi”, który puszczam po przystępnej cenie (znacznie podrożał list priorytetowy!) – wychodzi dokładnie w dziesiątą rocznicę istnienia projektu o nazwie „DL”. To 27 maja 2007 napisałem do Was po raz pierwszy pod tą nazwą. Jest to dla mnie ważny dzień także w innym kontekście niż pisanie. Także ja dziś „świętuję”…, a Wy zapoznajcie się ze spisem treści zinowej świeżynki, puszczajcie to w eter i przede wszystkim zamawiajcie przez konto! Zina nie ma w żadnym sklepie – kupisz go tylko u mnie, do czego gorąco Was zachęcam! DTSP!

(więcej…)


27.05.07-27.05.17.

Bliska osoba przyniosła mi tort, który postawiłem „w moim królestwie” (jak chciał mnie kiedyś obrazić jeden „hejter”), więc zrobiłem zdjęcie. Takie czasy, torty się fotografuje, a nie konsumuje. Stary monitor, który dostałem od czytelnika, bo mój mi się przepalił od pisania do Was – nadal, jak widać, stoi i służy. Raca nie taka jak na stadionie, ale w warunkach domowych wystarczy. 10 lat temu narodziłem się na nowo, rzuciłem imprezowanie i stworzyłem „Drogę Legionisty”. Gdyby ktoś wiązał to bezpośrednio z początkiem pisania (a i takie „hejterki” miały pomysły), jest w błędzie, bo pisałem pod inną nazwą od 2003 roku. To jednak „DL” uznaję za początek, kiedy udało się pozbierać wcześniejszy chaos związany z tym, że nie do końca rozeznawałem jakie ja mam tu, kurde, powołanie. Bo nie wiem co jest większą fazą – chlać, czy mieć 18 lat i chcieć zmieniać świat, heh. Dziś mam 30 i jestem dużo mniej naiwny. Dziękuję Wam za te 10 lat.

ŁG


26.05.17 RECENZJE: Tau – „On” (album rap, 2017, 2 CD).

Częstą reakcją na katolickie nawracanie jest – ale po co oni to głoszą? Myślą, że zjedli wszystkie rozumy? Niech zostawią tą wiarę dla siebie, odwalą się ode mnie i wszystko będzie w porządku! Brzmi racjonalnie, nie? Ale nie z punktu widzenia wierzącego, który nie może znieść, że niewierzący pogrążeni są w grzechu i nie znają tej cudownej czystości, uwolnienia. Bóg nie chce dać Ci „sto lat”, a wieczne życie („Wieczności”), które świat odrzuca. Głoszenie słowa to dzielenie się Dobrą Nowiną, że została pokonana śmierć. Tau robi to w sposób najbardziej dla Ciebie przystępny. 26 maja 2017. „On”… nie chodzi jedynie o Boga, lecz również o „włączenie”. Drugi CD albumu nazywa się „Off” – „wyłączony”. Jak zwykle Piotrek wprowadza w tytuł grę słów. Gra słów to zresztą jego drugie imię, za które zapłaciłem symboliczną cenę. Co to jest jakieś 30 zł za taki materiał? Nic. Lećcie lepiej do sklepów i „włączcie się”. Pora żyć!

(więcej…)


25.05.17 Do skoksowanych sarenek. Z dedykacją od człowieka.

Za dwa dni 10 lat „DL”. Wczoraj byłem dzieckiem – jedną nogą w piekle. Dzisiaj jestem mężem – jedną nogą w niebie. Wczoraj byłem w szkole – dziś prowadzę lekcje. Wiele się podczas tych 10 lat nauczyłem, ale najważniejsze jest podejście do kwestii zła. Nie chodzi o cukierkowy pacyfizm. Zauważcie, że niektórzy na ulicy widzieli dużo, żyją poza prawem i na pewne zwyrodnialstwo się nigdy nie zgadzają (piona!), mimo że żyją w podziemnych środowiskach, a są tacy, którzy nie mają hamulców, depczą wartości. Oddzielenie jednych od drugich to dla mnie przełomowa sprawa. Nie można dyskutować z grzechem, bo cię pożre. Nie ma z jednej strony Bóg – Honor – Ojczyzna, a z drugiej np. traktowanie kobiet jak worków na spermę. Odzywają się do mnie różni (auto)kozacy-cieniasy, którzy nie potrafią walczyć, a chcą nauczać. Prężą się – „takie z nich zwierzęta, że nie potrafią żyć jak Mistrz przykazał”, a że teoretycznie wspierają dobre wartości, powinno się ich nazwać po imieniu – owszem, jesteście zwierzętami, ale to miks skoksowanej sarenki z kameleonem. Tak Was pewnie widzi Stwórca. A jako, że szatan krąży jak lew, łamie sarenkom nóżki i wpieprza ich mięcho (jako, że skoksowane to będzie miał więcej, wpasuje się przy okazji w trend GMO).

(więcej…)


25.05.17 W czasie wojny i tak znajdziemy się po tej samej stronie…

Od kiedy przestaliśmy iść – w miarę – ramię w ramię i wprowadzać w życie nowe pomysły na fali ulicznego, podziemnego fanatyzmu (fakt – pod dość ogólnymi hasłami, które wtedy widocznie wystarczyły…), popadliśmy w marazm skutkujący z kolei oskarżaniem jeden drugiego. W tym oskarżaniu dużo jest prawdy – nie ma co generalizować i zamieniać się z kolei w kółko wzajemnej adoracji, ale przecież bluzgamy się… stojąc de facto przed lustrem, za plecami widząc białego orła. Pozostaniemy nacjonalistami, ale pozostaniemy marginesem – te głosy są zatem głosami zwyczajnej frustracji. Nosimy na barkach „dobrą zmianę”, która po raz kolejny nie zrobi nic z brutalnością policji, która nazywa nas „patriotami NATO”, nie chce opuścić struktur UE i wiele innych, a to wszystko pod biało-czerwonymi flagami, co przysłania wzrok tysiącom naszych braci i sióstr, którzy zbyt szybko odetchnęli z ulgą.

(więcej…)


24.05.17 RECENZJE: „Barras” (komiks kibicowski, Argentyna, zeszyt 3).

Z surrealistycznej „Świętej Góry” zejdźmy nieco na ziemię, polećmy do przyziemnej do bólu Ameryki. Dotarł do mnie trzeci zeszyt komiksu argentyńskiego grafficiarza o nazwie „Barras”. Znowu 28 stron w tym sztywna okładka dużego formatu. Znowu 18 zł ceny (w sklepie „To My Kibice”). Znowu zagłębiłem się w świat bandy Indiańca i gości od Xuxy. Ponownie mogłem podziwiać czarno-białe kartki o klimatach mafijno-kibolskich, co stanowi jedyną w swoim rodzaju pozycję na rynku. Ponownie czytało się bardzo szybko, bo taka jest zazwyczaj charakterystyka komiksu. Klimatyczny komiks odłożyłem na półkę i z pewnością będzie co pokazywać innym kolekcjonerom kibolskich ciekawostek, gdy nawiedzą mój zakurzony kwadrat. Fanów komiksu nie ma wśród nas zapewne zbyt wielu, ale właśnie jako ciekawostkę i coś innego warto ten tytuł sprawdzić.

(więcej…)


24.05.17 RECENZJE: „Święta góra” (surrealizm, Jodorowsky, 1973).

Nie wiem jak jest po grzybach, czy LSD, bo nigdy nie jadłem, ale podejrzewam, że Alejandro Jodorowsky (ukraiński żydek z… Chile) wręcz przeciwnie. Obejrzałem polecaną mi „Świętą górę” z 1973 roku, surrealistyczną wizję… no właśnie – czegoś, a w międzyczasie żona puknęła się w głowę i uciekła do sypialni. W dzisiejszym kinie podniecamy się jedną, dwoma metaforami na cały film, a „Święta góra” cała jakby jest metaforą, trzeba by ją pewnie obejrzeć co najmniej kilka razy i pogrzebać trochę w źródłach, by odkryć (dopiero) co ważniejsze. Wszystko jest tak zmieszane, że sukcesem jest być typowym konsumentem i nie odejść od ekranu. Gdy jednak wytrwasz i poczekasz aż wkręcisz się w ten surrealizm, zaczniesz go rozumieć i przez mgłę zacznie się przebijać przekaz. Nie będzie łatwo, bo bogactwo symboli jest tak spore, że trudno je ogarnąć – tym bardziej dziś.

(więcej…)


23.05.17 „O wszystkim i o niczym”.

Real Madryt został mistrzem Hiszpanii. Miliony przygrubych dzieci w koszulkach Barcelony zapija się z tego powodu coca-colą, a podobne im dzieci w koszulkach Realu (niektórzy bez krzyża w herbie) z radości wpieprzą powiększony zestaw w MaCku. Nic innego po tym mistrzostwie nie wyciekło, jakaś klimatyczna feta, skandal, coś w tym stylu? Nic z tych rzeczy, chyba że Ronaldo reklamujący ramadan w Egipcie (niestety, serio…). Współczuję tym UltraSur. A w Warszawie po zdobyciu Mistrza będzie z pewnością głośniej. To co robiła Jagiellonia pod hotelem piłkarzy CWKS w Białymstoku to była jedynie próba przed imprezą, która czeka stolicę 4 czerwca, heh. Mecz w Białym był jednak kiepski niczym oflagowanie gospodarzy, trudno było go przetrwać. A propos gospodarzy, przypomniał mi się fragment z klasyka: Dowiedziałem się, że moje wygrażanie obcym ludziom jest niedorzeczne – równie dobrze mógłbym obiecać kibicom Coventry, że urodzę im dzieci – Nick Hornby „Futbolowa gorączka”. Kapiszi?

(więcej…)


22.05.17 RECENZJE: „Klient” (dramat, Francja-Iran, 2016).

Recenzowane niżej „Powidoki” są filmem do znudzenia klasycznym. Tragiczna postać i jej pewna od samego początku śmierć. Po dramacie Wajdy, sięgnąłem po dramat Farhadiego, w którym nic nie jest jasne – aż do samego końca! Mamy tu niedopowiedzenia, które pozwalają nam bawić się własnym pomysłem na mające, lub niemające miejsce wydarzenia – mogło być tak, a mogło inaczej! „Klient” jest ponad dwugodzinnym filmem produkcji francusko – irańskiej. Nie w takie egzotyczne rejony zapędzaliśmy się w naszych recenzjach, ale… skoro trzeba szukać, bo „duże kino” wypuszcza gnioty? Po raz kolejny spotykamy się ze złym tłumaczeniem tytułu. „Forushande” to nie „Klient”, a „Sprzedawca”, „Komiwojażer”. Posługujmy się jednak tytułem znanym w Polsce.

(więcej…)


22.05.17 RECENZJE: „Powidoki” (dramat biograficzny, Wajda, 2016).

Andrzej Wajda odszedł 9 października 2016 w wieku 90 lat. Postać, której nie ocenia się jednoznacznie i… na tym poprzestańmy. Skupmy się na jego ostatnim dramacie biograficznym, w którym główną rolę zagrał Bogusław Linda. Nie obejrzałem filmu ani dla Wajdy, ani dla Lindy – obejrzałem go, bo miał przedstawiać walkę artysty z czerwonym reżimem. Walka artysty jest inna, bo to zazwyczaj walka o wolność subiektywnej oceny i opowiadania rzeczywistości. „Powidoki” pokazują też jak wygląda kultura w kontekście nie tylko realnego socjalizmu PRL, ale ogólnie kultura surowo kontrolowana przez państwo. To nigdy nie zadziała tak jak trzeba, zawsze zmobilizuje podziemnych artystów. Z jednej strony przegięciem jest dzisiejsza „sztuka współczesna”, wmawiająca, że kupa to sztuka, a z drugiej…, czy nie lepiej to wyśmiać niż zabronić? Chyba lepiej. Uważam jednak, że istnieją granice, a zatem mówienie o pełnej wolności kultury jest niebezpieczne chociażby z tego powodu, że korzystać z niej chcą różnego typu dewianci.

(więcej…)


20.05.17 „O wszystkim i o niczym”.

Kiedyś tajniacy złapali nas z plakatami. Pamiętam, że gdy jeden dokładnie przeszukiwał cały samochód prócz… schowka (!), w którym były ciekawe rzeczy, drugi podniecony studiował jakąś książeczkę z paragrafami. Skakał jak piłeczka, kiedy piszczał tą zwyczajną miejską nocą do kumpla-„poszukiwacza wszechczasów”, że za plakat mogą nawet podciągnąć nas pod jakąś tam mowę nienawiści. Plakat dotyczył jednej z grup etnicznych, nie był wulgarny, lecz podawał pewien argument oparty na prawdzie. Prawda jednak nie istnieje dla mundurowych, przynajmniej dopóki nie stanie się u nas tak jak np. w Szwecji, czy we Francji. Tu istnieje tylko przełożony, książeczka i złapane osoby. Można, lub nie mnożna nam (ludziom) dowalić – zależy co jest napisane w książeczce. Człowiek o takim charakterze zostaje policjantem. A.C.A.B.

(więcej…)


17.05.17 Legia Warszawa 2-0 Lech Poznań (Ekstraklasa, Grupa A).

Croxy, po raz pierwszy zlany potem z wyczerpania, a nie z przećpania, jeszcze pnie się mozolnie po schodach (…) – ten cytat z książki „Trainspotting 2” często przychodzi mi na myśl (zapamiętałem, bo otwiera pierwszy rozdział), gdy siedzę na trybunach pikników i wdrapują się na nie przepite Mariany, oczywiście stanowiący tylko mały procent całości przekroju społeczności żyjącej sportem. Środa, 20:30, Legia-Lech, jeden z – co tu ukrywać – meczów o mistrzostwo. Kolejny mecz z jednym z głównych rywali, którego ostatnio udało się ukuć na jego stadionie, co było tym śmieszniejsze, że uczynione za pomocą prostytutki o nazwisku Hamalainen (nie oszukujmy się). Jest kilka kwestii, które powodują, że na mecz z np. Lechem idzie się inaczej niż na mecz z Niecieczą (Na twarzy Chorego Zbója widać szyderstwo, a jego dolna szczęka opada jak kasa w Kwik Save – znowu „Trainspotting 2”). Serce ubrane w moro, niczym ultrasi z Drezna podczas ostatniego wyjazdu na Karlsruher [1] – do boju Legio marsz!

(więcej…)

Strona 2 z 20912345...Ostatnia »