14.03.18 RECENZJE: „October Baby” (dramat, USA, 2011). Pro-life!

Do obejrzenia tego filmu skłoniła mnie lektura starego wywiadu z Gianną Jessen, amerykańską działaczką obozu pro-life, która urodziła się w wyniku nieudanej aborcji. Trochę podrążyłem temat i okazało się, że to wcale nie jest taki odosobniony przypadek, ale to Gianna od lat pozostaje solą w oku sieci klinik aborcyjnych, zarabiających ogromne pieniądze na mordowaniu nienarodzonych dzieci. Tym chętniej zasiadłem do seansu (obraz miał być oparty na historii Amerykanki). „October Baby” opowiada o nastoletniej dziewczynie, borykającej się z problemami zdrowotnymi i poszukującej własnej tożsamości, podświadomie czującej, że z jej życiem jest coś nie tak. Po wypadku w czasie szkolnego przedstawienia, rodzice dłużej nie mogą ukrywać przed nią, że została adoptowana, a jej biologiczna matka poddała się aborcji. Hannah postanawia odnaleźć kobietę, która chciała wydać ją na śmierć…

(więcej…)


LISTY CZYTELNIKÓW: Nie tacy źli…

Przez długi czas zastanawiałam się czy napisać tę wiadomość.  W dalszym ciągu nie wiem czy to dobry pomysł, ale chyba nic mi nie szkodzi. Otóż chcę napisać o stereotypach na temat kibiców (a właściwie kiboli, bo ci wzorowi kibice, chodzący raz na kilka lat na mecze reprezentacji kraju, z czerwonymi wuwuzelami i wymalowanymi w polskich barwach policzkami się tu nie wliczają), które jeszcze kilka lat temu bez namysłu przyjmowałam do świadomości jako niepodważalną prawdę. Do czasu… X lat temu poznałam drogą internetową pewnego chłopaka. Był (i do tej pory jest) kibicem warszawskiej Legii. Zanim spotkaliśmy się w realnym świecie minęło sporo czasu, ponieważ świat kibicowski w pewnym stopniu mnie przerażał. Byłam w tej kwestii całkowicie zielona, choć nawet dziś nie wiem o tym zagadnieniu zbyt wiele. Jednego dowiedziałam się na pewno – tego, że kibice lokalnych klubów piłkarskich niekoniecznie muszą wywodzić się ze środowiska mniej lub bardziej patologicznego.

(więcej…)


7.03.18 „O wszystkim i o niczym”.

W Gliwicach „awantura” typu „Green Street Hooligans” (podbieg typa pod sektor gości z pokazywaniem środkowych palców), oczywiście Komisja Ligi szaleje – lubią naliczać swoich wrogów publicznych numer jeden. Wrogowie publiczni dzicy i podzieleni jak nigdy, mimo to boją się restrykcyjnego Systemu i prędzej… nagrają wroga komórką, gdy wypiera się własnej drużyny niż wbiegną na płytę z brechą, by spuścić mu spontanicznie łomot. Takie to mamy, niewesołe czasy, czasy Wielkiego Brata połączonego z tysiącami pochłaniaczy chipsów lajkujących „relacje live”. Niewesołe jest także przyjmowanie przez ulicę cudzych narracji do oceny swoich wartości (?) i poglądów (?). Kibice przyjmują narracje działaczy i dziennikarzy, aktywiści/patrioci przyjmują zbyt często narrację współczesnego świata, pseudokultury, polityki… Młode pokolenie nie wie, czy jak padnie płot to ma biec, czy nie, bo dogadany z działaczami ktoś tam może sprzedać liścia i naliczyć? Dobre kilka lat temu widziałem jak bity jest typ za spontaniczne odpalenie racy po golu (nie na Legii) i już wtedy coś zaczęło mi w tej układance nie pasować, poczułem że moje idee są być może naiwne.

(więcej…)


2.03.18 „O wszystkim i o niczym”.

Bardzo ciekawa kwestia podjęta jest w najnowszym „Szturmie”, przeczytajcie: LINK. Też nagle się skapnąłem, że ciągłe krzyczenie o potrzebie wojny i walki to nie jest najlepszy pomysł, tak jak i sama wojna. Myślę, że w znacznej mierze ta młodzieńcza postawa (bo czym starszy tym spokojniejszy – znasz to?) bierze się ze środowiska, z którego się wywodzimy. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem kibicem, więc „wojna!!!” to okrzyk, który towarzyszy mi od zawsze, na osiedlach również. W kontekście nacjonalizmu/polityki ma to jednak inne znaczenie i powinniśmy się zastanowić co ona tak naprawdę może przynieść i czy po prostu opłaca się narodowi. Odpowiedź jest prosta – zazwyczaj się nie opłaca. Problem polega na tym, że wiedzą o tym także rządzący, więc wrogie narodowi ustawy wprowadzają na spokojnie, by ten nie przestał konsumować. Nowoczesne narody na antydepresantach. Szczęśliwy Zachód, masowo odwiedzający gabinety psychologów i innych świeckich specjalistów… Cholera, jak to zmienić bez wojny?

(więcej…)


23.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Z dialogu powieści „Opowieść ojca” (Michel O’Brien): – Kto napisał ten ostatni wiersz? – Podobał się? – Rzeczy niebezpieczne nie są do podobania się. Można ich nienawidzić lub fascynować się nimi. Ogólnie myślenie jest niebezpieczne, a ja myślę ostatnio, że pierdolić politykę jest sposobem na spokojny dzień, co niebezpiecznie oddala mnie od rzeczywistości i obowiązków względem narodu. Powoli jednak, powoli… Ciągle tu jestem. Kierunek, który obierasz jest ważniejszy niż prędkość, z którą się poruszasz (św. Charbel), narzucam zatem tępo ślimacze – może aż po sam grób. Ostatnio zmusiłem się nawet do przeczytania centroprawicowego tygodnika, ale ciężko było – chyba zbyt dużo tego łyknąłem w swojej podziemnej karierze nacjonalistycznego komentatora z marginesu. Czas na młode wilki, które zresztą radzą sobie całkiem nieźle. Tak poza tym, myślę sobie, że pewne sprawy kończą się po kolaboracji z oficjelami, więc pewni ludzie nigdy nie powinni usiąść do jednego stołu z garniturkami. To może być lek na bieżący problem, ale i trucizna na ogół klimatu. Wiem, że jesteśmy Szczury, ale przynajmniej na trutki uważajmy. Dlatego nie siadam do tych stołów, a ich wizerunki strącam z biurka.

(więcej…)


23.02.18 Zapomniałem o ludziach z dupy – sarnach…

Dawno nie dzieliłem się z Wami czymś na zasadzie „przygody z dupy”. Zresztą dupa będzie tu częstszym słowem, bowiem wybrałem się, powiedzmy służbowo, w daleką drogę z „dziewczyną z dupy”, a więc z dziewczyną z absolutnie żadnego klimatu. Leming? Prędzej ameba zlewowa. Nabyta wygoda nakazała mi jednak wybrać tę samochodową okazję, zamiast wleczenia się pociągiem, który w zimę „może przyjedzie teraz, a może trochę później, czasem wcale” – znamy te historie… No więc jedziemy sobie na drugi koniec naszego pięknego kraju. Nagle wybiegła nam na jezdnię sarna. Dziewczyna zwolniła, ogólnie nie jechaliśmy zbyt szybko, zwierze tylko otarło się o przód. Spojrzałem na sarnę z pozycji pasażera, popatrzyła mi w oczy z wyrazem twarzy mówiącym: „ale na chuj mi przerywasz sprint?” i pobiegła dalej. Blada kobieta jeszcze bardziej zbladła, ale pojechała dalej, bo droga była wąska, z rowami po bokach i zrobilibyśmy korek. Zajechała na najbliższą dróżkę, niecały kilometr dalej…

(więcej…)


Choćbyś widział, że ktoś otwarcie grzeszy, czy też popełnia ciężkie przestępstwa, nie powinieneś uważać się za lepszego, ponieważ nie wiesz jak długo możesz wytrwać w dobrych uczynkach (Tomasz A. Kempis, „O naśladowaniu Chrystusa”). Fot. „Don Camillo”.


21.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Mam ponad trzydzieści lat, więc nie siedzę na osiedlu, siedzę z rodziną, albo zapraszam kumpli na własny kwadrat – jak zwykła przyzwoitość nakazuje. Jednak od kiedy mam psa, ponownie kilka razy dziennie zapuszczam się w uliczki dzielnicy, co nawet mi się podoba, bo jako pismak zawsze lubiłem i nadal lubię obserwować szarą codzienność. Nowe pokolenie „gangsterów-jo jo”, tzn. naiwnych-małoletnich. Wielu z nich potrafi być fanami „Człowieka z blizną”, czy Alexa z „Mechanicznej” (sam jestem – wszak postacie te naturalnie przeniknęły do naszej ulicznej kultury), ale niewielu chce pamiętać o drugiej części tych filmów – żałosnym końcu niepokornych bohaterów. Żałosnym, bo podstawą do działania była własna pycha i uważanie siebie za boga. Czym innym jest zginąć za coś (Ojczyznę…), za kogoś (rodzinę…, innych ludzi…), a czym innym w imię swojego egoizmu. W „Człowieku z blizną” charakter Tonego Montany był skwitowany powtarzającym się hasłem „świat jest twój” (jakoś tak, nie pamiętam dokładnie). Fani Tonego (rozumiem fascynację, ciekawa kreacja) nie podkreślili sobie wątków, kiedy gangster ma już wszystko, siedzi w restauracji z kobietą-ćpunką w otoczeniu bogaczy i czuje się pusty, pyta „czy po to, to wszystko było?”. Montana leży w jacuzzi swojej willi, ale nadal jest mu mało i nadal jest wściekły. Dlatego warto dokładnie obejrzeć film, w którym chcesz wziąć udział…

(więcej…)


19.02.18 RECENZJE: Moshpit – „A.E.T.C.L.A.M.” (HC, Niemcy, 2017).

Nie ilość się liczy, a jakość. Do takiego, mało odkrywczego wniosku doszedłem przesłuchując najnowszą propozycję Moshpit – „An Eternal Torch Can Light A Million”. Raz na pięć lat – bo taka jest częstotliwość ukazywania się ich „pełniaków” – to zdecydowanie za mało dla fanów tej hardcore’owej załogi z Niemiec, jednak lepiej poczekać dłuższą chwilę na dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, świetny album, niż co roku rozczarowywać się krążkiem napakowanym gównianymi „zapchajdziurami”. Słucham tego CD, z przerwami, od kilku tygodni i po mieszanych uczuciach na początku, teraz doceniam ten krążek z każdym kolejnym „odpaleniem” coraz bardziej. Muzyka jest dość skomplikowana, nie wszystko „wchodzi” od razu, nie jest też przesadnie ciężka, jak na hardcore i dość melodyjna. Dużo w niej industrialu, sampli i ogólnie klawiszy, jeden kawałek („Interlude”) jest utrzymany w całości w takim klimacie, ale na szczęście nie przykrywa to gitarowego charakteru tej muzy i już nawet mi to pasuje.

(więcej…)


Zamów książkę „Nienawidzę świata, który mnie nakręca” (ŁG, 2016) !!!

LINK DO SKLEPU Z KSIĄŻKĄ !


14.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Post jest przeciwieństwem rozpusty. Środa Popielcowa wypada w Walentynki (a raczej odwrotnie…), co daje (nie)ciekawy kontrast postu ścisłego z rozpieszczaniem swoich ziemskich „drugich połówek”. Jedno kojarzy się surowo, drugie cukierkowo. Oczywiście, że nie wszyscy podchodzą do tego tak czarno-biało jak niżej podpisany, ale „Nowe oblicze Greya” na ulicach kontra pochylenie głowy przed kapłanem w świątyniach to trudny do pominięcia symbol walki dnia dzisiejszego. Kolejna część gniota „dla zakochanych” to nie tylko ten konkretny film, ale również promowane tam podejście do seksualności, które żyje w każdym z nas, żyje przez fakt, że wychowaliśmy się w świecie i klimacie promującym pornografię. Oburzenie na pedofilię, a na promocję rozwiązłości zgoda – bo przecież „umiarkowani dadzą radę i nie popadną w skrajność”. Umiarkowani (co to w ogóle znaczy?) dadzą radę ze wszystkim, więc legalizujmy burdele, narkotyki, niech się ciemnogród nie burzy… Tyle, że to gówno prawda, bo mocne obrazy zapadają głęboko w pamięć i zmieniają nas i nasz świat na stałe.

(więcej…)


13.02.18 RECENZJE: Molat – „Bielarus Na Varcie” (Białoruś, 2017).

Molat to obecnie najlepsza białoruska grupa RAC i ścisła czołówka na wschodnio-europejskiej scenie. Dla mnie tę pozycję wypracowali sobie nagrywając świetne albumy „As a Chase To New Era” i „Biel-A-Rok”, które mogą stawać w szranki z najlepszymi „wypustami” z Europy Zachodniej. Tym bardziej cieszy, że nie jest to tylko jakiś jednorazowy projekt, a „pełnoprawny” zespół, do tego cały czas aktywny i często wypuszczający nowe albumy. Jakiś czas temu światło dzienne ujrzało najnowsze dzieło Białorusinów – „Bielarus Na Varcie”. To już czwarty z kolei krążek Molata wydany przez polską wytwórnię (widać współpraca się dobrze układa), wcześniej różnie to bywało. Po przesłuchaniu youtubowego zwiastuna tego albumu spodziewałem się naprawdę dużo i kiedy nadarzyła się okazja wyskrobałem te parę złotych.

(więcej…)


9.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Zimowa Olimpiada? A co to jest…? Rusza Ekstraklasa! Jestem ciekaw wielu rzeczy – nie tylko z legijnego podwórka, np. jak poradzi sobie Cracovia z represjami po głośnych derbach (obok na miniaturce i niżej, źródło zdjęcia: „To My Kibice”), których sukces może dać zły przykład innym działaczom. Tylko kto przyjdzie na te mecze jeśli nie będzie atmosfery? Trochę przypomina mi to sytuację z wojny Legii z ITI. Na stadionie Pasów będzie można zajmować tylko i wyłącznie wykupione miejsca – nie będzie dozwolona zamiana oraz zajmowanie miejsc ewakuacyjnych (w szczególności schodów). Jest też nowy hardcore. Nie będzie sprzedaży biletów na pojedyncze mecze, tylko karnety, a także wymagana będzie karta kibica. Nieźle im pojechali… wątpię, by krakowskiej pato-bandyterce, a tak kojarzony jest trzon KSC, chciało się z tym skutecznie walczyć na każdym meczu u siebie (najpierw trzeba by chociaż potrafić prosto rzucić cateringową musztardą), no ale czas pokaże. Stadiony to ważny bastion wolności słowa i to ile wolności wywalczą ultrasi może być istotne – tak! – nawet w kontekście przyszłości polskiej polityki… Kto powie prawdę widoczną w TV, gdy na arenach zabraknie tych, którzy zaryzykują wywieszenie transparentu…? Wolność dla ultras!

(więcej…)


6.02.18 „O wszystkim i o niczym”.

Jaką siłę jesteśmy w stanie wygenerować, gdy sytuacja staje się podbramkowa! Nie mam zbyt wielu pieniędzy. Pies zachorował na śmiertelnie poważną chorobę i nagle okazuje się, że trzaskam mu kroplówki i zastrzyki za stówę (a nawet dwie) dziennie, „stając na głowie i tańcząc breaka” z gracją najlepszego ultra kombinatora! Nagle okazuje się, że na mobilizacji potrafię być bogaty, mimo że fura ma prawie tyle lat, co Twoja mama, a zlew w kiblu odpada. Potrzebowałem „jedynie” niebezpieczeństwa. D’Amato mawiał: Pieniądze to nie wszystko. Pieniądze oznaczają bezpieczeństwo, a dla mnie bezpieczeństwo to śmierć, dlatego nigdy nie zależało mi na kasie. Wiadomo, na dłuższą metę naiwnie tak gadać, bo życie lubi to weryfikować (w końcu przyłapie cię na hipokryzji), ale facet miał wtedy bagatela 70 lat! Trochę zatem przeżył na takim radykalnym poglądzie… Przesadne bezpieczeństwo i brak kłopotów powodują, że ludzie mają dziwne pomysły, czego efekty oglądamy na świecie przez całą jego historię. Walka o przetrwanie mobilizuje gatunek. Walka o życie mobilizuje kochającego człowieka – nawet jeśli to „tylko” życie zwierzęcia. Kasa przestaje mieć znaczenie. Widzimy, że świat jest ułomny, a my razem z nim i chcemy rzucić wszystko, by kogoś ratować. Potrafimy kłócić się, lub cierpieć z powodu każdego grosza, a nagle okazuje się, że mamy to wszystko gdzieś… Dlatego „Plan” bywa skomplikowany, ale nie jest głupi…

(więcej…)


1.02.18 Z cyklu „Dobry Łotr”. Uzewnętrznianie cech wszelakich.

Często, tym bardziej podczas przerwy zimowej, kibice biorą udział w akcjach charytatywnych, a przeciwnicy zarzucają im odwracanie kota ogonem, przywołują stadionowe awantury, które mają pokazać „prawdziwą twarz”. Tymczasem twarz jest jedna i ta sama. Nawet gdy ktoś nie jest zazwyczaj grzeczny, dzięki takim akcjom być może tej dobroci szuka. Nie szuka (przynajmniej taką mam nadzieję) pochwał skurwiałej prasy – szuka dobroci, podsyca w sobie ten powodujący wzruszenie wojownika płomień. Chuligani to często ludzie o wielkich sercach, a ich problemy oraz, nie oszukujmy się – specyficzne hobby, wynikają nie tyle z czystego zła, ile z pewnych braków wychowawczych. CZĘSTO jest to także świadomy wybór ulicznego środowiska, bo to oficjalne wydaje się (i w istocie takim jest) nudne jak cholera. Ilu dzieciaków z dobrych domów chciało udowodnić, że też potrafi przywalić w mordę i trafiało do młyna? Wielu z nas stawało się zatem oprychami z przymusu, ale też z wyboru. Jakże to inne drogi!

(więcej…)

Strona 2 z 22312345...Ostatnia »