3.01.17 RECENZJE: „Black Mirror” (sezon 4, odcinek „Hang the DJ”).

Żonglowanie gatunkami to jedna z najmocniejszych stron „Czarnego lustra”. Teraz miało być romantycznie… Czy jesteś ze swoją kobietą idealnie dobrany? „System” z odcinka o nazwie „Hang the DJ” ma pomóc światu w dobieraniu idealnych par, a „jego skuteczność to aż 99,8%”! Co jednak musi się wydarzyć, jakie dane system musi pobrać, by wiedzieć o Tobie tyle, by wyznaczyć Ci partnera na resztę życia? Musi wiedzieć wszystko i czasem potrzebuje na jedną obserwację 12 godzin, a czasem… aż 5 lat, podczas których musisz grać według jego reguł. Niby końcówka odcinka pozostawia w nas pewien optymizm, bo przecież wszystko działo się w innym świecie, w wirtualnej rzeczywistości, po to byśmy w tym prawdziwym świecie mieli łatwiej. Ale…

(więcej…)


1.01.18 RECENZJE: „Black Mirror” (sezon 4, odcinek: „Crocodile”).

Część problemów ukazanych w czterech sezonach „Czarnego lustra” ściągamy na siebie na własne życzenie. Mamy możliwość wyboru i wybieramy źle, korzystając z przynoszącego skutki uboczne urządzenia. To opowieści o naszej ułomności, krótkowzroczności. Ale są technologie, na których użycie nie będziemy mieli wpływu, bo są to np. technologie używane przez władzę, czasem podstawiane nam siłą zgodnie z prawem, lub terrorem podczas wojny! Trzeci odcinek „Black mirror 4”, a więc „Crocodile” opowiada o niepozornym urządzeniu – pamięciomacie. Policja, ale i firmy ubezpieczeniowe korzystają ze wspomnień swoich „klientów”, by potwierdzić ich zbrodnie, tudzież uzyskać pieniądze dla ofiary wypadku. A co gdy obie te sprawy, dobre i złe strony urządzenia, skrzyżują się ze sobą w jednym człowieku? Co w momencie, gdy nie będziemy mogli już niczego ukryć przed światem?

(więcej…)


31.12.17 RECENZJE: „Black Mirror” (sezon 4, odcinek: „Arkangel”).

Jako osoba pracująca z dziećmi, zastanawiałem się po tym odcinku czwartej serii „Czarnego lustra”, ilu z rodziców, których znam, gdyby mogło, wczepiłoby swojemu dziecku taki program jak „Arkangel”? Samotna matka gubi na chwilę dziecko na placu zabaw. Wpada w ogromne (przesadne?) poczucie winy i korzysta z bezpłatnej oferty (program jest dopiero wdrażany) systemu szpiegującego. Matka dostaje (od pełnej sloganów o bezpieczeństwie) firmy coś na zasadzie tableta ze specjalnym oprogramowaniem, na którym ogląda świat oczami córeczki, śledzi jej lokalizację na zasadzie GPSa, a także może… cenzurować obraz, gdy dziecko widzi coś w związku z czym odczuwa stres. Najpierw jest to szczekający pies, a potem… Najpierw dziewczynka jest mała, ale rośnie, a mama nie potrafi powstrzymać uzależnienia od wrzuconego na chwilę do szuflady „Arkangela”. Co ujrzy oczami eksperymentującej nastolatki…?

(więcej…)


30.12.17 RECENZJE: „Black Mirror” (sezon 4, odcinek: „USS Callister”).

E tam, czwarty sezon (premiera 29 grudnia 2017) – zrecenzuję go sobie w skrócie, za jednym razem, pomyślałem odpalając Netflix. Nie da się! Charlie Brooker i Anabel Jones nadal potrafią zszokować i porządnie dać do myślenia! A dlaczego powinniśmy się tym zainteresować? Pisałem nie raz, dlatego tylko w skrócie – zmagamy się z zagrożeniami współczesności, lub przyszłości – nie (tylko) z komuną… Fantastyka dotycząca postępu technicznego to bardzo ważne narzędzie refleksji. No właśnie – czy możemy już tylko o tym myśleć? Przecież próba zatrzymania postępu technicznego skończyć się może w domku w lesie, jak u Teda Kaczyńskiego. Czy tego chcemy? Przecież sam korzystam z komputera, ze smartfona… Nie za bardzo wiem jakbym miał zacząć z tym walczyć, mimo że dopiero co wspomniałem swoim czytelnikom – kolejny raz – że moi podopieczni wpatrzeni są w ekrany i gdy mają przed sobą grę, NIC innego się nie liczy. Szanuję i promuję „Black Mirror” (o dziwo – podobnie robi szereg tzw. celebrytów!), bo mówienie o tym, zwrócenie uwagi, wydaje się sensownym pomysłem na tu i teraz. No i – przede wszystkim – dobre wychowanie przez pełną rodzinę (jeśli to możliwe).

(więcej…)


29.12.17 „To, co wydaje ci się przeszkodą, tak naprawdę jest drogą”.

Śmianie się z przesadnisiów to jedno, ale sport to drugie. W święta nie ćwiczyłem, ale dziś i wczoraj już po staremu – dwa treningi, rano i wieczorem. Jak się chciało po tej przerwie! Trwała ona zaledwie pięć dni, ale każdy fanatyk sportów walki wie jak to sporo w naszych głowach. Siedzisz, lub leżysz i jesz (chyba, że masz pracę, w której sporo się ruszasz, lub udajesz się właśnie na aktywny wypoczynek…), czując jak się cofasz, jak forma spada (jeden ze skutków ubocznych sportowej choroby psychicznej). Jesteśmy w tym jednak, bo to kochamy, więc sami wracamy na salę, szczęśliwi, że znowu jest co przepoconego wrzucić do pralki. Forma spadła? Dopóki jesteś wszystko ma przyszłość. Zrobi się – tylko bądź.

(więcej…)


29.12.17 To jest dopiero radykalizm – tylko pomyśl…

Święta i po świętach. Szatan boi się rodzinnej atmosfery świąt, ogólnie boi się zdrowej rodziny i tego, gdy jesteśmy razem (bo w kupie siła – wiadomo). Trzeba zapierać się samego siebie i walczyć z tym co podsuwa, bo zbyt wiele można stracić żyjąc bez Boga. Nie warto ulec pokusie, chociaż świat jest (przez nas) tak skonstruowany, że momentami będzie bardzo ciężko. Ewangelia jest piękna, a wszystko inne może tylko chwilowo udawać radość wynikającą z jej głębokiego poznania. Trzeba to jednak najpierw poczuć, otworzyć serce – inaczej będzie to dla Was tylko pieprzenie nawiedzonego człowieka. Ja po prostu wiem, że co by się nie działo – będę wracał do Boga, bo jako jedyny daje mi stan pokoju i ogarniania rzeczywistości. Niestety często postępujemy według zasady „coś dla Boga, coś dla siebie” (z tego „jedynego – przecież – życia!”). Tak zaczyna się spadek w dół. Znam to, niestety… każdy praktykujący katol zna. Święty Paweł w swoich Listach jest jednak bezkompromisowy i daje nam z płaskiego w twarz.

(więcej…)



26.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Wreszcie wstajesz i wiesz, że nigdzie nie pójdziesz. Owszem – są w roku dni wolne od roboty, ale nie potrafisz się rozluźnić, coś sobie wymyślisz, bo przecież tyle jest do zrobienia, tyle jest możliwości. Nie! Dziś nigdzie nie idę! „Nawet” na trening (memy, memy – wszędzie memy!), na spalanie kalorii drugiego dnia świąt o 7:00 rano! Siedzę w domu, przy biurku z zapaloną świeczką – jest ciepło i bez pośpiechu. Tylko ta pogoda za oknem sprawia, że ciągle potrafię zakochać się również w innych miejscach niż Polska, choćby po samych zdjęciach. W święta staram się dużo myśleć o Jezusie, często w dość abstrakcyjnych kontekstach, np. Jego stosunku do spraw, które są dla mnie przyziemne. Jak odnosi się do meczów? Kilka razy przeczytałem Nowy Testament i nie przypominam sobie fragmentu negującego gry (wiadomo, że jakieś wtedy być musiały…). Ogólnie stosunek Boga do świata, przecież Jezus, gdy się narodził – stał się jego częścią i brał udział w znacznej części jego tradycji. Biesiadował, zmienił wodę w wino. To mimo wszystko optymistyczne. Może nie dostanę kopniaka przed Bramami za stanie pod bramami stadionów, tudzież w bramie kamienicy…?

(więcej…)


25.12.17 RECENZJE: „Św. Franciszek odkłamany” (książka, Vignelli).

Sporo już pochłonąłem o św. Franciszku z Asyżu, ale ta obowiązkowa lektura trafiła do mnie dopiero pod tegoroczną choinkę, jakby przeczuwając, że przed kolacją łyknę recenzowany niżej film. Wydana w 2016 zaledwie 98 stronicowa książeczka akurat zabiła mi czas do Pasterki, zamiast Kevinowych gniotów (wiem, powtarzam się). Guido Vignelli w krótkich rozdziałach rozprawia się z mitami dotyczącymi najbardziej znanego włoskiego świętego. Również w filmach, które Wam recenzowałem lubi się go przedstawiać jako wariata-pacyfistę, który z obłędnymi oczami – jak jakiś narkoman – rozmawia z ptakami. Współgra mi to z coraz częstszym przedstawianiem świąt Bożego Narodzenia wyłącznie jako cukierkowego spotkania rodzinnego, które służy odpoczynkowi oraz rozdawaniu prezentów. Inaczej mówiąc – świat chce dopasować wiarę do swojego poziomu, a Ten który się narodził, nie jest przecież z tego świata. Święta nie są „neutralne”…

(więcej…)


25.12.17 RECENZJE: „Św. Franciszek, kuglarz Boży” (film, 1949).

Recenzowałem Wam już filmy o św. Franciszku z Asyżu, ale nie taki z 1949 roku. Jakiś czas temu przekonałem się do klasyki kina, nie tylko do produkcji typu Andriej Rublow, ale też np. azjatyckiego kina w rodzaju „Siedmiu samurajów” (1954, Japonia). Rewelacyjny klimat! Napisać „brak tu hollywoodzkich świecidełek” to napisać truizm, ale sama biało-czarność nie wystarczy, musi być jeszcze (przede wszystkim!) „to coś”, musi być klasyk! „Kuglarza” puściłem sobie tuż przed kolacją wigilijną, kiedy rodzina jeszcze się nie zjechała, a ja mogłem już walnąć się na kanapie po (o dziwo!) wypastowaniu podłogi. Czułem się dużo bardziej przygotowany do świąt – w odpowiednim nastroju – niż siadając do stołu prosto z hipermarketu, bądź TV-gniotu w stylu „Święta last minute”. Zresztą o klimacie przekonacie się sami, bo pod recenzją wrzucam link do całego filmu z lektorem!

(więcej…)


25.12.17 Boże Narodzenie. Narodziny Wojownika!

Pan wojownikiem, Pan jest imię Jego (Wj 15,3). Pan był i jest wojownikiem, tyle że „po swoim Synu” – Chrystusie – na inny sposób.  John Eldredge w swojej książce „Dzikie serce” pisze: Jezus nie jest „kapłanem kapłonem” ani bladym ministrantem uczesanym z przedziałkiem pośrodku, mówiącym cicho, unikającym konfrontacji, który w końcu pozwala się zabić, bo nie ma innego wyjścia. On pracuje w drewnie, zdobywa zaufanie dokerów. Jest Panem Zastępów, kapitanem wojsk anielskich. Kiedy Chrystus wraca, staje na czele groźnej kompanii, siedzi na białym koniu i dzierży ostry miecz, a Jego szata skąpana jest we krwi (Ap 19). Z poematu Ezry Pounda [1] (nim inspirowana jest nazwa ruchu Casa Pound Italia) o Chrystusie („Ballada o Dobrym Towarzyszu”): (…) A oni myśląc, że zabili Go, Na wieki zostaną głupcami. Pozostaniesz głupcem, gdy nie dostrzeżesz siły płynącej z osoby i ofiary Jezusa. Siły, nie pacyfizmu Pana, który próbuje nam się na każdym kroku wciskać! Dziś symbolicznie obchodzimy narodziny Zbawiciela. Pozornie zabitego Boga, który zmienił mnie w mężczyznę.

(więcej…)


22.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Świat egzystuje dziś tak, że zawsze jest w stanie jakiejś wojny. Jeśli akurat nie pali Żydów w piecach, zabija nienarodzone dzieci w szpitalach. Jeśli „nie buduje murów”, za którymi awanturują się obcy ludzie, obcy ludzie będą awanturować się pod naszymi oknami. Jak nie dymią kibice to dymi państwo, które miało opiekować się ludźmi. Gdy nadejdzie „postęp”, nadchodzi wrogi mu Islam. Gdy Europa jest katolicka, wyrusza na krucjatę do Ziemi Świętej. „Pacyfka” to symbol naiwności, a pasywność to tak naprawdę szykowanie ścieżki kolejnym drapieżcom. Fakt – można tu żyć spokojnie, ale gdzieś z tyłu głowy, niestety, pulsuje ta świadomość, że życie może w każdej chwili wezwać Cię do walki… Cieszmy się zatem tymi świątecznymi dniami z rodziną. Świat to tykająca bombka. I to nie ta na choince…

(więcej…)


22.12.17 RECENZJE: „Manhunt Unabomber” (serial, Netflix, 2017).

W grudniu 2017 na Netflixa wreszcie wjechał serial – i to tuż przed „Czarnym lustrem” – o czymś. Bohaterem jest Ted Kaczyński, a więc słynny terrorysta z USA o polskich korzeniach. Samotny wilk sprzeciwiający się społeczeństwu przemysłowemu, przeciw któremu radykalnie protestował za pomocą bomb. „Manhunt Unabomber” Nicka Towne to 8 odcinków z fajnym (tym bardziej dla politycznych aktywistów) klimatem. Oparty na prawdziwych wydarzeniach, ale rzecz jasna z wątkiem dodanym przez twórców. Tym samym śledzimy losy typowego serialowego gliniarza, który jako jedyny podąża właściwym tropem seryjnego mordercy, kiedy cały oddział błądzi z klapkami na oczach. Wsłuchujemy się też w manifest terrorysty dotyczący „nowoczesności”, a to już ciekawe samo w sobie.

(więcej…)


21.12.17 Cockney Rejects – mecze, muzyka, East End! Oi! Oi! Oi!

Ostatnio wrzucałem najbardziej znane kibicom kawałki Cockney Rejects, którzy zapoczątkowali to, co później stało się ruchem Oi!. Może warto napisać trochę więcej o tej kapeli w kontekście trybun? Mick i Jeff (założyciel kapeli) wpadli do pubu cali w znaczkach West Hamu i wręczyli swoje demo Garremu Bushellowi, kibicowi… Charltonu oraz dziennikarzowi programu „Sunday People”. Garry został pierwszym menadżerem kultowych Cockneyów. Był rok 1979, a na londyńskim East Endzie za ich sprawą zagościł New Punk. Byli autentyczni dla miejscowych – w tym dla piłkarskich chuliganów – bo kibicowali WHU, byli robotnikami z krwi i kości, bywali w knajpach, brali udział w bójkach itd. Już w listopadzie 1979 można było usłyszeć na Upton Parku (stadionie WHU) okrzyki Cockney Rejects, Oi! Oi!.

(więcej…)


19.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Szybko, szybko – bo wokół kultura… Szybko, szybko – tworzy ją byle burak… Byle burak to nie chłopak wychowany częściowo na osiedlu i nawet nie niewykształcona osoba, byle burak to osobnik z jakiejkolwiek klasy społecznej, który w dupie był i gówno widział, a bierze się za tworzenie sztuki, a tym gorzej – za pouczanie ludzi jak mają żyć. Nie może z tego wyjść nic ciekawego… o czym on bowiem opowie? Dlatego dzisiaj w kąciku muzycznym wyjdziemy trochę na robotnicze dzielnice Londynu, podkreślić korzenie subkulturowego bajzlu. Mimo że „DL” się zmienia, nadal futbol – jeden z symboli nie tylko polskich osiedli – ma tu mocne miejsce. No i „sztuka, głupcze”! Wiedział to Alex z „A Clockwork Orange”, wiedz i Ty. Jednym z efektów ulicznej kultury jest fanzin. Chciałem Wam coś powiedzieć, bez chodzenia do jakichś pieprzonych urzędów i użerania się z tymi, po których właśnie chcę pojechać na papierze i w sieci – założyłem zina. Jak wiecie – i tak mnie urzędnicza łapa dopadła – ale chociaż próbowałem uciec przed tym traceniem czasu i nerwów. Nie dajmy się, twórzmy coś ciekawego, mimo że nastał bezpłciowy XXI wiek… Na przekór cukierkowym czasom!

(więcej…)

Strona 3 z 22112345...Ostatnia »