Pod patronatem „DL”. „Festiwal Orle Gniazdo” V (Kępa, 14-16.07.17).

Piąta, jubileuszowa edycja FOG, zapowiadała się bardzo obiecująco. Headlinerami miały być grupy, które w poprzednich latach dały świetne występy, plus kilka niezłych debiutów. Wystarczyło więc tylko uzbroić się w dobry humor i wyruszyć do, chyba kultowej już, Kępy. Pogoda zapowiadała się nie najlepiej, nie mają do niej ostatnio organizatorzy szczęścia. Droga minęła spokojnie, choć gdzieniegdzie warowały pieski systemu. Na miejsce docieramy ok. 16ej, załatwiamy formalności przy wejściu i zostaje nam jeszcze sporo czasu na małe zakupy i zjedzenie czegoś ciepłego. Swoją drogą oferta kulinarna festiwalu stale się rozszerza, w tym roku w menu było nawet „siano dla vegan”. Nie wiem czy ktoś skorzystał, kluczowym problemem mogła być zaporowa cena – 150 zł he, he…

(więcej…)


16.07.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty”: Neapol (2). Okolice.

Nie chciałem ingerować w reportaż Wujka, więc dodam swój komentarz w drugiej części wątku Neapolu. Zresztą tych części było dużo więcej, zarówno przy okazji recenzji serialu dotyczącego mafii z tego miasta, meczów Legii z Napoli, czy – jak dobrze pamiętam – wrzucania klipów z muzyką rap prosto z najsłynniejszej dzielnicy bezprawia. Neapol „odczuli” moi najwierniejsi czytelnicy w drugiej książce „Nienawidzę świata, który mnie nakręca”. Jeden z rozdziałów dotyczył Neapolu, a to dlatego, że zamieszkałem tam na około 10 dni, zwiedzając głównie okoliczne miejscowości (bez imigrantów) i musiałem wyrazić pseudoliteracką obawę, że kiedyś nawet na wiochy, w których się zakochałem, dotrą nielegalni przybysze. Oby nie, bo imigrantów tam nie spotkałem prawie wcale. Pięknych widoków i katolickich motywów – sporo.

(więcej…)


16.07.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty”: ten słynny Neapol.

Skrajna bieda, skrajne bogactwo, bezinteresowna solidarność, korupcyjne powiązania, pozostałości starej Europy, niekontrolowane multi-kulti, prawo na papierze, brak prawa na ulicach, kultura, barbarzyństwo, piękno i brud – Neapol. Miasto tysiąca twarzy i absolutnych kontrastów na każdym kroku, podobnie jak górujący nad nim Wezuwiusz, na razie nie wybucha, ale niebezpieczeństwo grozi codziennie. Zdecydowanie nie jest to miejsce na „pierwszy raz we Włoszech”, ale przy pewnym doświadczeniu zaskoczy nagromadzeniem „ulicznych atrakcji”.

(więcej…)


16.07.17 „O wszystkim i o niczym”.

Nowy sezon europejskich pucharów i Ekstraklasy, hazardzista roku Łukasz Grower wraca do gry. Stawka 2 zł (wariat!), postawione wszystkie możliwe mecze, co zmniejsza rachunek prawdopodobieństwa niemal do zera, ale iluzoryczna wygrana jest całkiem sensowna… yeah, są emocje! Cieszę się, że jest chociaż jeden nałóg, w który w życiu nie wpadłem, heh. Za duża sknera ze mnie. Nie szczędzę za to czasu na pisanie, bo to bezcenne, więc znowu widzimy się w „O wszystkim i o niczym”. Taka rozkmina na początek. Życzliwy Ci człowiek będzie chciał wyciągnąć z Ciebie wszystko to, co najlepsze. Będzie potrafił Cię skrytykować, ale wyciągnie plusy, zaznaczy coś, co było dobre i na czym można dalej pracować. Parówa, która ma do Ciebie problem – będzie jedynie wskazywała złe strony, czekała na potknięcia niczym Żyd na hajs z kamienicy. Nie przejmujcie się parówami, nie żyjecie po to, by je zaspokoić. Zresztą – nie da się, bo nie chodzi o to, że Ty jesteś słaby, tylko oni to pieprzeni aferzyści. Róbmy swoje.

(więcej…)


16.07.17 Parada clownów przed paradą… tych samych sportowców.

Cały świat żyje nadchodzącą walką gwiazdy UFC Conora McGregora z bokserem Floydem Mayweatherem Juniorem. Ich konferencje prasowe są show, które przyciągają więcej zainteresowanych niż niejedna gala. To za sprawą McGregora, który znany jest z czarnego humoru, bezpośredniego szydzenia z rywali, generalnie z robienia „show” nie tylko na arenach zmagań. O ile do sportowego poziomu Irlandczyka trudno się przyczepić i aż miło go oglądać, jego zachowaniem jestem mocno zniesmaczony, podobnie jak „analizami” napinki w klimacie „kto komu celniej nawrzucał”, czy fotkami z… dawania sobie buzi. Szkoda też, że gdzieś tam pojawia się podziwiająca go Asia Jędrzejczyk, na każdym kroku podkreślająca swój związek z Bogiem. Uciszycie słowami: daj spokój, to tylko gra, nakręcanie publiki. No właśnie w tym problem. Jacy idole, taka potem publika…

(więcej…)


14.07.17 Zestaw, który musisz zabrać na wojowniczą drogę…

Chcę przeżyć te chwile satysfakcji, radości z triumfu! By je jednak przeżyć, najpierw muszę ciężko pracować, a następnie w najważniejszym dniu wygrać. Znane, proste, lecz ciągle od nowa wymagające. I kuszące, wciągające… A czas leci, łydy coraz mocniej to odczuwają. Czas leci na minus dla ciała – mimo wszystko kalendarza nie oszukasz, ale na plus dla doświadczenia i psychiki, więc to nie tak, że tylko tracisz atuty przed małolatem będącym w pełni formy fizycznej. Coś za coś… jak to w życiu, buntujące się powoli ciało za coraz większy spokój psychiczny. Kiedyś byłem na takim jednym szkoleniu i starszy, ale trenujący ciągle trener kickboxingu śmiał się sam z siebie, że potrzebuje pewnego zestawu supli żeby w ogóle jego organizm mógł „odpalić”. Paliwo – „odpalenie”, a potem (po treningu/walce) znowu stoi jak grat, a do kibla wstaje niczym inwalida. „Sport to zdrowie”…, co nie? No, ale gdy już odpali, będzie dla tego w pełni formy młodziaka sporym zagrożeniem, bo wie co i jak, gdzie i kiedy „girę wsadzić”. Wiek nie jest wymówką. Mi wręcz pozwolił poukładać sobie wszystko w głowie (bo w łydach to się samo układa, heh).

(więcej…)


14.07.17 Nieopłacalne spędzanie czasu.

Znalazłem przypadkiem kumpla z podstawówki – w Internecie (mieszka w innym mieście). Lubiłem gościa, więc zagadałem, co tam słychać i że można się spotkać powspominać solówki na przerwach (pamiętam, że przewalczył jedną z… całą kanapką w ustach, po prostu zwolnił w ten sposób ręce – i nawet nie ucierpiała, heh), czy grę w piłkę. Spoko, wszystko fajnie – trochę gadamy jak za starych czasów, a kilka dni później gościu proponuje mi spotkanie… biznesowe, bo on jest czegoś tam przedstawicielem. Kopara mi opadła i zrezygnowałem z odnowienia kontaktu. To już nie jest Pawełek tylko przedstawiciel firmy X. Schowali się po różnych mrocznych instytucjach. Pożarła ich galopująca prostytucja – Republika sama ciśnie się na usta.

(więcej…)


11.07.17 Trump’ek. No dobra…, a są jakieś plusy tej gry?

Mówienie o obronie cywilizacji, jednoznacznie wskazując na islamski ekstremizm jako zagrożenie i na chrześcijaństwo jako szansę, może przynieść pozytywne skutki nawet wbrew temu, co faktycznie robi (i finansuje) USA. Spotkałem się już z wynoszeniem Trumpa pod niebiosa przez… no właśnie, lemingów. Plastykowa laska nie szuka „tęczowego postępu” tylko Boga, heh – to nawet ciekawe! Nawet jeśli czyni to razem z Trumpem i Kaczyńskim, wajcha mainstreamowego dyskursu (która nigdy nie będzie całkowicie u nacjonalistów) przechyliła się znacznie w naszą stronę. Tak – to ważne, by ktoś chociażby mówił (wiem, że oni zazwyczaj tylko paplają…) o naszych wartościach, bo każdy człowiek to przemieli po swojemu, a zawsze słowa mainstreamu powodują, że wyśmiewane poglądy wracają do gry o dusze ludzi.

(więcej…)


11.07.17 „O wszystkim i o niczym”.

To znowu ja, stęskniłem się, heh. Jeszcze w klimacie wizyty Trumpa i szczytu G20. Oczywiście, że lewacy protestujący przeciwko G20 w znacznej mierze po prostu pierdolą kocopoły – np. o globalnym ociepleniu zagrażającemu zachodniej cywilizacji zamiast Islamu (!?). Po drugie: oczywiście, że można dostrzec plusy w wartościach przekazywanych światu (świat naprawdę słuchał co mówiło się w Warszawie…?) ze stolicy Polski, z naszą historią (w tym Wałęsą, ups?) w tle… Jasne, że jako katol cieszę się, że prezydent USA mówi o Bogu, a nasi bohaterowie i ich trud są doceniani. Ale politycznie to za mało. Jasne, że trzeba bronić cywilizacji, ale w jaki sposób? Co wyniknie z tego, że Trump „wezwał przywódców 50 muzułmańskich państw do rozprawienia się z terroryzmem”. I co… rozprawili się? A jeśli nie – w jaki sposób się rozprawiają/rozprawią? „Zachód jest otwarty, ale nie dla radykałów” – spoko, ale jak to niby politycznie rozwiązujecie, bo coś niedowidzę? Tak – rządzi mniejsze zło, ale to nadal demoliberalne pieprzenie. A, że przy okazji morale w szeregowym polskim patriocie wzrosną i nieco patriotyzmu poszło w eter z warszawskiej mównicy – to fakt. Zawsze lepiej o Bogu niż o gender jak w Kanadzie… Ale muszę przyznać, że ci od gender dali trochę Systemowi kopa w tyłek (chociażby wizerunkowo – z korzyścią nawet… dla polskiego nacjonalizmu jakby dobrze się zastanowić…), do teraz przeglądam materiały, czytam manifesty. Po prostu działo się.

(więcej…)


10.07.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty”: Cagliari (ulice i ultras).

Wujek Dobra Rada nie zapomina o najciekawszych miejscach we Włoszech (oczywiście najciekawszych z pewnego punktu widzenia). Odwiedzone w sierpniu zeszłego roku, a przede wszystkim odpowiednio „zwiedzone” Cagliari, to stolica Sardynii, będąca również stolicą tamtejszego ruchu kibicowskiego, streetartu i wszelkich innych miejskich aktywności. Sama Sardynia położona jest z dala od stałego lądu (zdecydowanie dalej od Sycylii), a mieszkańcy uważają się w pierwszej kolejności za Sardyńczyków, natomiast dopiero w drugiej kolejności za Włochów (posiadają również swój język, mocno odbiegający od włoskiego). Podłoże miejskiej „partyzantki” to bardzo często wszelakie społeczne problemy, a we Włoszech jest to zauważalne na każdym kroku. Problem migracyjny nie jest już niczym nowym, ale o ile imigranci „okupują” głównie centrum miasta to zdecydowanie ciekawej (jak również „ciekawiej”) jest na jego obrzeżach.

(więcej…)


10.07.17 Refleksje po hamburskim weekendzie z G20.

Zakładam kask, na który wszyscy narzekają („nie chcę tego, po co mi!”), ale który jest obowiązkowy w walce sportowej. Zakładam szczękę, ochraniacze i inne obowiązkowe elementy stroju do walki. Cholera, jakie to niewygodne – myślę sobie, ale coś przywołuje mnie do porządku. Gdy sięgniemy inspiracją do naszych rycerzy, czy do japońskich samurajów…, który z nich miał wygodnie? Hełm oznaczał wojnę. Wciskam piankowy kask, przez niego pot leci mi strumieniami z łysej czaszki, ale to zaszczyt się tak pocić – pocić się jak wojownik, nie jak grubas z chipsami, wchodzący właśnie w trudach po schodach na pierwsze piętro swojego mieszkania. Wychodzenie na trening w upał, ubieranie tego badziewia, pralka pełna przepoconych szmat. Takie jest życie będące walką. Podobnie jest z zamaskowanymi demonstrantami. Telewizja wyzywa tych lewaków, ale przesadza – tak jak przesadzano, gdy hejtowano nas za rozruchy na najlepszych, świętej pamięci marszach 11.11.

(więcej…)


10.07.17 „O wszystkim i o niczym”.

Inteligencja nie występuje tam, gdzie na nią wskazują… inteligenci. Skoro „inteligenckie środowiska” mówią o „polskich obozach śmierci” – jest to dziś pojęcie tak samo wypaczone jak np. demokracja (w której długimi latami trzyma się ludzi w aresztach wydobywczych), trenerzy personalni (poznający siłownię z YouTube), czy nawet prawdziwi wychowawcy kolonijni z uprawnieniami (zrobionymi – czytaj: po prostu opłaconymi – wirtualnie przez Internet. Śmieszniejszy jest tylko korespondencyjny kurs judo z filmu „JOB”). Po prostu Matrix, jak były minister w socjalistycznym rządzie – Macron, który wg kampanii wyborczej we Francji „z lewicą nie ma nic wspólnego” (!). Słowa, historia, czyny… one nie mają większego znaczenia, liczy się trafienie w nastroje, a potem opakowanie i sprzedanie farmazonu. Świat jest tablicą facebookową rozciągniętą do wielkich rozmiarów – w takiej właśnie kolejności. Każdy normalny człowiek się od tego w końcu zdystansuje. Niestety – ze szkodą dla świata…  W tych warunkach ludzie i lewacy protestowali w Niemczech przeciwko szczytowi G20, a Polacy cieszą się, że prezydent USA przemawiał na tle pomnika. Ostatnio uczestniczyłem w pewnej imprezie i dowiedziałem się, że tylko dwójka ludzi rozumie politykę: Kaczyński i Trump. Tylko ta dwójka… Niby rozmowa przy stole, ale odnajduję w niej odbicie dzisiejszych nastrojów w kraju.

(więcej…)


10.07.17 RECENZJE: „Czarny charakter” (książka, Stachniak, 2017).

Ależ klimatyczna okładka! Przeczytałem dwa rozdziały, później miałem coś do napisania, ale postawiłem książkę pionowo w rogu biurka, by co rusz na nią zerkać – mam cacko do łyknięcia, myślałem… „Czarny charakter” (2017) Łukasza Stachniaka przemówił do mnie stanowczo wspomnianą okładką: bierz mnie! A gdy otworzyłem na 11 stronie i mym oczom ukazały się dzieciaki patrzące wrogo ze starej stołecznej bramy wraz z rozdziałem podpisanym jako „Ściek” no to już ponad cztery dyszki nie były moje. Zyskałem oczywiście coś więcej. Liczącą 525 (+ słownik gwary) stron powieść obsadzoną w realiach starej warszawskiej ulicy! Cóż… sama treść jest ciekawa, ale powieść napisana językiem, którego już nie ma, z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Było nieźle, ale czegoś mi tam brakowało.

(więcej…)


10.07.17 Czekając na starą…

Wszystkie dzieci odebrane ze szkoły, a on jeden czeka. Jako, że ledwie skończył osiem lat i jest nieco cofnięty w rozwoju (brak rozmowy w domu…), mały umysł nie podpowiada zbyt racjonalnych pomysłów. Płacze, grzebie kijem w ziemi i wymyśla jakieś bzdury, co minutę pytając mnie o coś w związku z owymi bzdetami. A może przez wiatr drzewa spadły na jezdnię? Może był wypadek? Może mama dostała mandat?! Ona ma długi, a tu jeszcze jej wlepią karę… o Boże! Mama ma długi, a teraz dostanie przeze mnie mandat! Powtarza się, panikuje. Jedną ręką dłubie kijem w ziemi, a drugą miętoli brudne, ciut za duże dresy – nieadekwatne do dusznej pogody.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Niemcy to obłędny naród…

Muszę przyznać, że już od dawna przymierzałem się do napisania owego listu gdyż zaintrygowało mnie Twoje stwierdzenie, że: „Niemcy to obłędny naród”. Postanowiłem wgłębić się w tą myśl i postarać się rozwinąć. Czy Niemcy są obłędnym narodem? Jeżeli tak to na czym ten obłęd polega? Co to oznaczało i nadal oznacza dla Polski, Europy, Świata? Zatem pozwolisz, że zacznę z grubej rury, od cytatu, przechodząc od razu do rzeczy. Prof Johannes Wills, biograf Bismarcka, stwierdził: „Epokę Bismarcka od epoki Hitlera dzieli tylko jedno pokolenie. Najlepszym tego przykładem jest Hindenburg. Walczył w bitwie pod Sadową w 1866 r. W 1871 znalazł się w Sali Lustrzanej Wersalu. Był pruskim majorem i uczestnikiem wielu wydarzeń. W 1914 r. dowodził w bitwie pod Tannenbergiem, wielkim starciu z Rosjanami. To on mianował Hitlera kanclerzem Niemiec. Ta ciągłość zawsze mnie niepokoiła. W tym sensie Bismarck był demonem Niemców. Uwiódł ich swoimi koncepcjami politycznymi. Niektórzy politycy i obywatele nie wyleczyli się z nich nawet po doświadczeniach z Hitlerem”.

(więcej…)

Strona 3 z 21312345...Ostatnia »