27.08.18 „O wszystkim i o niczym”.

Za każdym triumfem kryją się nowe wyzwania – mówił jeden z mistrzów karate. Niedawno Legia grała w Lidze Mistrzów, zarobiła, miała odjeżdżać tej słabej lidze i faktycznie momentami odjeżdżała. Niestety, w obecnym sezonie pozbywamy się złudzeń – banda niekompetentnych osób ponownie doprowadziła do tego, że CWKS znalazł się w punkcie wyjścia. Nie potraktowali sezonu, kolejnych zwyczajnych meczów – jak z Luksemburgiem, jak z Płockiem, jako nowych wyzwań godnych gryzienia murawy, a myśleli że niedawny triumf zrobi na nich robotę. Grzech główny – pycha! No niestety – to prawda, że nikt się przed nami nie położy, tytuł sam się nie wygra, pierwsze rundy eliminacji same się nie przejdą. Legia osiągnęła swoje dno, bo takie porażki u siebie to już dla Warszawy dno, mimo że liga jest do odratowania (tracimy tylko 4 punkty do lidera, przegrała Jagiellonia, Lech…)! Tym… dumniej można było wykrzyczeć na Żylecie Legia To My. Pora rozgrywania meczu była bardzo dobra, ale niestety młyn na derbach Mazowsza prezentował się słabo. Ponura, deszczowa pogoda dopełniała atmosfery pod tytułem „coś się popsuło”. To jednak w takich momentach, na takich meczach człowiek czuje się wiernym kibicem najpiękniejszych barw na świecie! Bo jak Legia dołuje, cieszy się cała Polska – tym bardziej trzeba być razem, a czas zagrania im wszystkim na nosach i tak przyjdzie!

(więcej…)


24.08.18 „O wszystkim i o niczym”.

Możesz wybrać się zdobywać świat, oglądać najpiękniejsze jego zakamarki, ustatkować się, albo zagłębiać myśli filozofów i innych rozkminiaczy – to generalnie super, ale i tak nic nie zastąpi Ci „KURWA jako przecinka” po nieudanej akcji Twojego zespołu. Ludzie budują te swoje wieże Babel, a szczęśliwi Ci, których jara bubel w postaci naszej szarej kopanej. Dzień meczowy nie byłby tym samym dniem meczowym, gdyby na stadionie nie istniała niezależna trybuna dla kiboli. Dzień meczowy to kulminacja wolności, która istnieje jeszcze w czasach inwigilacji i planowania wszystkiego wzdłuż i wszerz. Weźmy taką Anglię, która ma super ligę, ale każdy kto tam był opowiada o panoszących się wszędzie stewardach, braku niezależności i teatralnych oklaskach. Czy to taka sama radość nachlać się przed meczem w pubie jak bycie w samym środku ultra-kotła (nie mylić z Lechem) na sektorze? No oczywiście, że to już całkiem coś innego… Niezależna trybuna wyraża prawdę o piłkarzach (Żyleta na Legia – Zagłębie), niezależna trybuna wyraża prawdę o polityce (Hutnik Warszawa na meczu z Drukarzem). Wielu ludzi chce nam zamalować oczy na tęczowo. Chrońmy swojej niezależności.

(więcej…)


22.08.18 WPW. Dobry dzień. Godny dobrego naparu!

Ciągle „wiedza”, „efektywność”, „efektowność” i… od nowa, „wiedza”… Nie dziwota, że „nowoczesny człowiek” nagle dostaje w dekiel, bo ile można wytrzymać tak mordercze tempo…? O 6:00 przed korpo siłownia, potem robota, w drodze do niej lektura, po powrocie zakupy, lub coś innego „co muszę”. Nie wspominam o dzieciach, bo one to pozytyw i sens przecież. Efektywne działanie wciśnięte w każdy skrawek czasu i tak odbije się zmęczeniem, mimo że przecież robimy rzeczy pozytywne – wymieniłem dla przykładu siłownię, lekturę, czy też rzecz pożyteczną – pracujemy… Nie ma opcji nie zwariować jeśli nie nauczymy się luzować ambicji i odpoczywać częściej niż raz do roku („w Egipcie”). To System nam to serwuje, pomyśl o tym… 12 godzin, 14 godzin/na dobę napięcia nas zniszczy… Tak więc w małych sprawach (?) pozwalam sobie na relaks i zadowolenie. Aż sobie strzelę za Nie azjatycką herbatkę! Za kogo…? Za samozwańczą osiedlową królewnę i prawdziwą Królową.

(więcej…)


22.08.18 „O wszystkim i o niczym”.

W Trnavie wpierdol był, w Luksemburgu też, czy wam nie jest wstyd? Co to kurwa jest? – śpiewano w niedzielę w rytm „Nie poddawaj się…”. Kopacze ledwo wygrali z beniaminkiem, ale co rusz mieli przypominane, że trzeba było wygrać w Luksemburgu, bo teraz nieprędko zasłużą na brawa wymagającej warszawskiej publiczności. Bo co oznacza takie zwycięstwo jak z Zagłębiem…? Kolejny ślimaczy kroczek do europejskich pucharów za rok, na które ponownie Mistrz Polski (o ile obronimy tytuł…) nie będzie przygotowany… „Za rok będzie lepiej” – będą nas zbywać, „musisz być wierny” – a nie jesteśmy? Pamiętajmy, że każda prawdziwa miłość polega również na mówieniu trudnych słów, a nie na bezstresowym wychowaniu. Stadion sugerował też piłkarzom, że można cwanie załatwić sobie „wolne (od grania) czwartki”, a i tak zbyt wiele zarabiać, ot – chujowy pomysł na życie, jak świadek koronny… Piłkarze Wojskowych są w tak słabej formie, że naprawdę ciekawi mnie wynik meczu w czekającym nas Pucharze z Chojniczanką. Wszak bracia z Sosnowca rzutem na taśmę awansowali do Ekstraklasy i mają zazwyczaj duży problem, by coś w niej póki co ugrać. Chojnice to solidny pierwszoligowiec, więc bój się Miodulski…

(więcej…)


20.08.18 RECENZJE: „Nekropolis 2” (M. Nowakowski, książka, 2008).

Ja nie widzę, że nie żyję – mógłby zaśpiewać za starą (w miarę dobrą, niech jej będzie…) Chylińską współczesny człowiek… Marek Nowakowski widział za to wszystko! Opisywał chyba każdego znajomego, o wyrazistym pisał dlaczego jest wyrazisty, a o niewyrazistym dlaczego jest człowiekiem, który lubi stać nieco z boku życia towarzyskiego, politycznego, kulturalnego, po prostu toczącego się obok nas… Opisywał sylwetki tak celnie, że dwie strony małej książeczki wystarczą, by już mieć przed oczami osobę, którą śp. pan Marek chce akurat uwiecznić na kartkach. „Nekropolis” 2 (będący oczywiście kontynuacją „Nekropolis” sprzed kilku lat) przeniesie nas w czasy PRL-u. Nie może zatem zabraknąć tematu konfidentów, a także (otwierających książkę) wezwań na przesłuchania do smutnych panów, ale jak w każdych czasach ludzie chcieli się dorabiać i często biznes, kariera są centrum.

(więcej…)


18.08.18 „O wszystkim i o niczym”.

„Wejście smoka” – tak można szyderczo nazwać debiut portugalskiego szkoleniowca w stołecznej drużynie i jego wjazd na murawę. Co ciekawe, Legia ponownie nie wyszła na mecz w pierwszej połowie – jak przeciwko Lechii Gdańsk u siebie. Tyle, że mistrz Luksemburga, heh, był zabójczo skuteczny (trudno nie być przy takim błędzie jak Pazdana…) i po chwili było 2-0 dla rywali. Legia łaskawie wróciła w drugiej odsłonie, ale nie starczyło czasu i masz… Kompromitacja gotowa. Nie wierzyłem, że po raz drugi z nimi nie wygrają, tak na marginesie był to jedyny mecz, który nie wszedł mi na kuponie z sześcioma spotkaniami Ligi Europejskiej. Miodulski przyznał się do błędów, po czym stwierdził, że zatrudnił trenera z charyzmą. Tylko w jaką stronę ta charyzma działa, bo póki co Portugalczyk nie popisał się zachowaniem i wypowiedzią po meczu w Luksemburgu. Charyzmę by pokazał, gdyby ich na dzień dobry opierdzielił i doszedł do tego czemu wychodzą niezmobilizowani na pierwsze połowy meczów. Ale jeszcze żałośniejsi od drużyny są ci, których kluby nigdy nawet nie grały w pucharach, a teraz prześcigają się w produkowaniu memów o Legii. Pamiętajcie, że zagraniczne stadiony to wy widzicie, ale na wczasach w Chorwacji… Legia Mistrz! Będzie lepiej, bo gorzej być nie może…

(więcej…)


17.08.18 RECENZJE: „Rozczarowany Bogiem” (P. Yancey, książka’88).

Philip Yancey to znany amerykański pisarz chrześcijański, jeden z najbardziej popularnych autorów (niestety) protestanckich. O ile prawosławie toleruję (chociaż nie wspieram schizmy, jestem katolem), to protestantyzmu nie lubię, ale przyznam, że czasem ich ludzie napiszą ciekawe myśli o Bogu. Kiedyś jakiś mnich z góry Athos powiedział, że wschodni Kościół to wiara, a zachodni za bardzo chce wszystko rozkminiać umysłem, co plus minus jest prawdą – tym bardziej jeśli chodzi o protestantyzm, jakby nie patrzeć zachodnią herezję. Polski rynek zalany jest książkami i filmami robionymi przez protestantów, ale nie wyszczególnia się tego, raczej podaje nam się to w katolickich księgarniach jako dzieła „chrześcijańskie” (a chrześcijaństwo to ogólna wiara w Chrystusa). Przyznam, że wiele ich książek czyta się dobrze, a herezji w ogóle nie czuć, lub „wyłania się” w jednym/dwóch zdaniach (najpewniej o „pośrednikach”). „Rozczarowany Bogiem” (1988) to kolejna próba wytłumaczenia sobie (i nam) umysłem dlaczego Bóg (jeśli istnieje) milczy i nie interweniuje w przypadku ludzkiego cierpienia, a przynajmniej nie robi tego masowo i regularnie… Jeśli jesteś typowym sceptykiem, a nie chcesz nim być – znajdź ją w necie i kup.

(więcej…)


17.08.18 Bergamo/Mediolan w obiektywie korespondenta „DL” (WDR).

Stolicą regionu jest oczywiście „miasto mody”, ale… stolicą piłki nożnej niekoniecznie. Stosunkowo niewielkie Bergamo, czyli dom Atalanty zostało rozsławione wyczynami drużyny, która wiele lat błąkała się pomiędzy Serie B i Serie A, okupując dolne rejony tabeli. Po przyjściu trenera Gasperiniego wszystko zmieniło się diametralnie. Atalanta (pierwotnie mityczna niepokorna wojowniczka, która chciała poślubić jedynie mężczyznę silniejszego od niej) trzy lata temu awansowała do Ligi Europy zajmując… czwarte miejsce w Serie A (!) i od tego czasu gra w niej regularnie, z niemałym zresztą powodzeniem. W tym samym okresie Milan i Inter zaliczały szereg kompromitacji plasując się za plecami „uboższej krewnej” – dopiero w ostatnim sezonie nero-azzuri awansowali do Ligi Mistrzów. Ciąg dalszy – niedługo… na papierze. Tymczasem zapraszam na zdjęcia. To jest „DL”ka, a więc fotografowałem trochę brzydsze (lecz nie dla nas) motywy z wymienionych miast niż na powszechnie dostępnych fotografiach.

(więcej…)


17.08.18 RECENZJE: Sorus – „Viimane Kaitseliin” (rock, Estonia, 2018).

Tym razem coś z rubieży Europy, a mianowicie z egzotycznej Estonii. Oczywiście jedynie pod względem muzycznym (przynajmniej dla mnie), bo poza dość znaną grupą P.W.A., która gościła już w naszym Kraju, jakoś nie miałem okazji zapoznać się z dorobkiem tamtejszej sceny. Krążek Sorus – „Viimane Kaitseliin” dostałem w pakiecie przy zakupie pisma „Droga Bez Odwrotu” i od tamtej pory czekał na półce na swoją kolej do odsłuchu. Nie spodziewałem się niczego wielkiego po tym debiucie, ale po kolei.

(więcej…)


15.08.18 Waleczne serce. Chociaż o dopuszczający…

Aj, jak dobrze mieć luźny poranek, podczas którego nie jedna, a dwie kawy pękną i nie jeden, a trzy nowe teksty dla Was zostaną napisane. Dwa pierwsze do bólu przyziemne, pozwólcie że trzeci oprę nieco bardziej o atmosferę święta, jakie przecież dziś obchodzimy w naszej kochanej Ojczyźnie. Robię rachunek sumienia i nie opuszcza mnie wyrzut, że mam strasznie popsute serce, a serce to główna część ciała każdego mężczyzny. „Waleczne serce” – brzmi inspirujący tytuł filmu, a nie „Waleczny fiut”. „Waleczny fiut” to tytuł filmu dla przegranych. Popsute serce, tak czytelnicy… Mniejsza o konkrety, to między mną, a Bogiem. Nie wiem kiedy to się stało, zapewne gdzieś kiedyś na ulicy, bo w domu było w porządku (może dlatego w ogóle mówię o czymś takim jak serce, a może to dzięki genowi twórczemu, może tylko dzięki łasce z góry…?). Oceniam w nim ludzi, nie przepadam za towarzystwem. Może chodzi o twórczość, kiedyś W. Łysiak napisał, że nie lubi tłumu, może pewien typ tak po prostu ma? Może chodzi o strach? Sam nie wiem przed czym.

(więcej…)


15.08.18 Żałosna wendeta Pawełka.

Pewnie każda ulica ma swojego Pawełka. Otyły, niemyjący się, a co za tym idzie śmierdzący. Będący wszędzie, na piłce, na kartach i pierwszych szlugach, ale także nieco gnębiony i poniżany. Śmierdząca maskotka. Nasz Pawełek wyzywany był od grubasów, śmierdzieli, czasem kopnięty w dupę, znany z tego, że stawiał wszystkim szlugi, chyba podkradał coś starszym, bo kieszonkowego raczej nie miał. Pojawiał się i znikał. Czasem miesiąc na dworze i rozpusta, a potem miesiąc wakacji kary w domu i Pawełka nie było (szlug też). Pawełek był naszym rówieśnikiem i to z jednej ulicy, więc my mieliśmy swoje granice, ale starsi w szkole nie. Kiedyś sikał w szkolnym kiblu to go rzucili śmietnikiem, który wleciał z góry – luką między sufitem, a drzwiami, kiedy indziej na przerwie wrzucili mu zdechniętego ptaka pod koszulkę, a zimą petardę do kaptura. Takie tam klimaty. Skończyła się szkoła podstawowa. Nagle Pawełek powiedział „stop” (a dokładniej, bo wypowiedział to na głos: mam, kurwa, dosyć) i stwierdził, że będzie zły. Przyznam, czasem byłem w szoku.

(więcej…)


15.08.18 Mity z młodości. W dzień zwycięstwa.

Kocham bloki, ale powiem Wam, że dziś szczególnie są to historie chłopaków z bloków, którzy żyli różnie, niepokornie, chuligańsko, ale jednak ogarnęli się po swojemu. Niezbyt podoba mi się jak kolesie w słusznym już wieku robią ulicznemu klimatowi wstyd swoim zachowaniem, nie taki wstyd że komuś pierdzielną w dekiel za coś naprawdę konkretnego, czy namalują coś ładnego, bo to nie wstyd, tylko taki wstyd, że na naszej ulicy po prostu zdegenerowali się. Przykład z życia mojego bloku? Proszę… Popieracie ojca, który – prawilny oczywiście, tak, tak wszystko się zgadza, wszystko sztywniutko -, wnosi wózek z dzieciakiem na półpiętro i z kolesiami pije na nim wódę z meliny? Czy może od polskiej ulicy (obchodzącej dziś święto zwycięstwa 1920), gdyby nie zżerał ją rak, powinien usłyszeć raczej – weź go chociaż, kurde, zaprowadź, a najlepiej nie pij od 12:00 i zajmij się nim…? Dlatego też w ruchu kibicowskim zawsze lubiłem te momenty, gdy sportowcy zwalczali patologię na wyjazdach siłą. Nikt nie jest święty, ale są granice – ogarnij się, a przede wszystkim REPREZENTUJ godnie. Swój klub, ale też powinno być (jeśli kochamy, jak klub…) osiedle, Ojczyznę, a nawet rodzinę.

(więcej…)


13.08.18 Bić się…

Niektórzy tak kochają walkę, że nawet oświadczają się „po ustawkowemu” jak na załączonym zdjęciu! Ja preferuję raczej walkę sportową. Ostatnio ciągle powtarzam sobie jaki to jestem stary i nie nadaję się już do sportu wyczynowego. Niestety, podkręcają to najbliżsi, którzy kiedy tylko jest okazja podkreślają, że po co ci to i tym podobne slogany. No tak, najlepiej w wieku trzydziestu paru lat kosić już trawniczek. To coś na zasadzie jak to będzie na starość wyglądało o tatuażach – totalnie bez sensu. Na szczęście istnieją inne autorytety niż rodzina i przede wszystkim własne wołanie wewnątrz. Jeszcze mam tak, że mimo nadmiaru zajęć przynajmniej raz do roku chcę przygotować się i wystartować w zawodach.

(więcej…)


13.08.18 „Nie bądź taka Matka Teresa!” w n(A)szym ko(N)tekście.

Stali czytelnicy, jak mniemam, już dawno przeczytali „Drogę Legionisty” nr 23 (lato 2018), więc pozwolę sobie udostępnić jeden z felietonów stamtąd na e-zinie. Trochę go stuninguję, żebyście się nie nudzili, heh. Czytałem niedawno książkę. Jako nacjonalistę skupionego na „socjalu” bardzo interesują mnie „święci od pomagania innym” (bardzo efektowni, co ciekawe – za sprawą pozamaterialnych pobudek, a przecież Bóg obiecuje cierpiącym lepsze życie po śmierci…). Byli niesamowici! Matka Teresa jest symbolem. Nie bądź taka Matka Teresa z Kalkuty! – upominało się innych za dzieciaka na trzepaku, gdy ktoś był zbyt dobry. Ale dziś moja perspektywa widzenia się zmienia, czas subkulturowania minął, a ta niska katoliczka działająca w Indiach jest niedoścignionym wzorem miłosierdzia i skupienia się na doraźnej pomocy najbardziej cierpiącym.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Mail o tym, że „Droga” jednak jest przejezdna…

Witam Cię Bracie! Pozwalam sobie na taką wycieczkę osobistą w powitaniu, śpiesząc z wyjaśnieniem… Czytam „Drogę Legionisty” od 2010 r. (…). Po pierwsze cieszę się, że dane mi było kiedyś wpaść, w jakiś zwykły szary wakacyjny dzień na Twoją stronę. W mojej opinii nie przez przypadek od tej pierwszej wizyty jestem jej stałym czytelnikiem (przynajmniej się starałem). Nie ukrywam, początkowo śledziłem opisy wyjazdów na mecze i to mnie najbardziej jarało i przyciągało na stronę, czasem odczuwałem brak satysfakcji, brak żądzy zaspokojenia wyszukiwanych przeze mnie opisów (ach te żądze), gdyż w zamian ich pojawiały się inne wpisy i treści dotyczące poruszanych przez Ciebie zagadnień. Z czasem jednak, oprócz śledzenia ww. opisów z wyjazdów, starałem się rzucić okiem na Twoją pozostałą twórczość i muszę przyznać, iż wraz z wgłębianiem się w inne rzeczy proporcjonalnie malała we mnie potrzeba szukania treści związanych z opisami meczów, a coraz bardziej rosło zaciekawienie, chęć i potrzeba odkrywania nowych „gałęzi” swojego życia.

(więcej…)

Strona 4 z 231« Pierwsza...23456...Ostatnia »