19.06.19 „O wszystkim i o niczym”.

O! Zobaczcie. Nie tylko Ci źli kibole robią interesy, ale zamieszany jest „nawet” Platini. Od razu było przecież wiadomo, że 21 listopada jako początek rozegrania Mistrzostw Świata (Katar 2022) jest całkowicie naturalny… Czy Michel nie miał na bułkę? Raczej miał, ale mówi się, że kasa to nałóg i ciągle chcesz więcej i więcej, a od nadmiaru władzy zaciera ci się granica między rzeczywistością i fantazją, więc zaczynasz bawić się w boga. W moim mieście był taki biznesmen, dzisiaj bankrut i frustrat, który w swoich złotych czasach lubił podjeżdżać furą na sam środek starówki do sklepu, mimo iż oczywiście nie można tam wjechać samochodem. On wjeżdżał i zostawiał na środku z otwartymi drzwiami. Jego nie stać, on nie może? Michel Platini zjechał w inne miejsce, no ale zobaczymy jak się to potoczy… Piłka nożna dla kibiców, nie szejków! A idolem niech będzie św. Franciszek, a nie Ojciec Chrzestny – i życie stanie się prostsze.

(więcej…)


18.06.19 „O wszystkim i o niczym”.

„Na ulicy X nie będzie wody do 11:00” – czytam informację po tym jak musiałem myć facjatę „gazowaną”, a 2’ka pozostała niespłukana. Współczuję babciom, które atakowały mnie w windzie, że „panieee, akurat miałam obiad wstawiać!”, czekającym do 11:01 na włączenie wody. Wiadomo, że jak według spółdzielni „jedenasta” to owszem jedenasta, ale w nocy. Ja szedłem nie po pyry, a po poranną prasę do czarnej kawy, jedynej czarnulki, na którą patrzę z miłością i którą nawet czasem powącham! 20 zł na głupie gazety, kurde, dobra, nie rozmawiajmy już o tym. Sms, książki! Podaję kod, odbieram paczki z księgarni w kiosku. Kiedy ja to przeczytam? Nie wiem, pewnie wtedy, kiedy powinienem jak zwykły facet zainteresować się jakimś remontem, czy innym majsterkowaniem. 13:27, wody oczywiście nie ma, babcie pewnie szaleją, ja spokojnie wlewam do czajniczka wodę z butelki pięciolitrowej, tym razem niegazowanej. Druga czarna, druga gazeta… Patrzę za okno. Nie jest tak źle, dzieciaki biegają po dworze, bluzgają na lewo i prawo jak my kiedyś. YouTube usunął kolejny filmik z mojego konta, tym razem po prostu pokazywałem na nim, że na Marszu Niepodległości był Czarny Blok. Kiedyś jakiś portal wyprze YT i Fejsa przez brak cenzury, ale gdy już osiągnie skalę globalną, też będzie cenzurował. Trochę lat minie, więc pytanie brzmi – co będzie cenzurował? Dziś nas, jutro ich? Wojna się nie skończy, każda strona bije łokciami jak Briedis, kibice Arki by powiedzieli jak Zbyszek Rybak (najciekawszy wywiad z cyklu „Wywiad z chuliganem” Piotra z „Gazety Polskiej”).  Nic dziwnego, Jezus przyniósł miecz… Świat, człowiek to konflikt. Jak kibic z policjantem (obok na fotce RAD Belgrad).

(więcej…)


17.06.19 Najgorsze, że to nie jest takie proste Panie Szekspir…

William Szekspir w „Zimowej opowieści” napisał: Chciałbym, żeby nie było przedziału między dziesiątym a dwudziestym trzecim rokiem życia albo przynajmniej żeby go młodość przespała, bo w całym ciągu tego pośredniego czasu widzimy tylko uwiedzione dziewczyny, pokrzywdzonych starców, kradzież i bijatyki. Panie Szekspir… u Pana tylko do dwudziestego trzeciego roku życia? Niby się zgadza, tak większościowo, ale są miejsca, gdzie „młodość” mocno się zakotwicza… Na zdjęciu kibice piłkarscy z Argentyny.

ŁG


17.06.19 Ta druga część życia i fajne obrazki z pierwszych części filmu.

Dziś w Kościele wspominamy św. Brata Alberta Chmielowskiego, zakonnika, chyba pierwszego świętego, który mnie zainspirował na dłużej po nawróceniu. Przeczytajcie jakąś biografię, ja czytałem świetną – starą, wydaną przez piszącą bardziej sercem niż piórem Marię Winowską. Polecam po stokroć lekturę, wizytę w jego chatce pod Zakopanem (obok na fotce), które to uczyły mnie patrzeć sercem, chociaż ciągle jest ono brudne za sprawą osiedla. Ostatnio zaś odświeżam klasyki, bynajmniej nie z żywotów świętych, ale klasyki uliczne, chociaż jeden z cytatów „Fight Clubu” pasuje także do świętych: Kiedy zaczynasz umierać zaczynają cię naprawdę słuchać. Głównie odświeżam „Mechaniczną pomarańczę”, książeczkę i film – oba klasyki, a to dlatego, że niedawno wyszła edycja specjalna, która właśnie do mnie jedzie, a właściwie już czeka w kiosku Ruchu. Alex – ikona w środowisku skinheads, na stadionach, gdy chuligan interesuje się czymś więcej niż siłką – także tam… Ikony tego typu mają to do siebie, że pamięta się zaledwie pierwszą część ich żywota…

(więcej…)


16.06.19 Czy oni proponują cokolwiek konkretnego…?

Niestety, rozłam w Kościele jest faktem, tyle że nie jest faktem (jeszcze?) oficjalnym, bo oficjalnie jest i musi być jeden. Nie tylko homo-lobby, kryjący siebie klan (czy tam klanik…) zboków, ale także liberalny „Kościół otwarty”, który prowadzi tą instytucję prosto w przepaść – staje się nie Boży, a światowy, przy czym Jezus Chrystus podkreślał, że to co Jego, nie jest ze świata. Czytam nową książkę ks. Piotra Glasa, oczywiście polecam jego wnioski, szanuję tym bardziej, że uderzają także w tą część Kościoła (kapłanów, hierarchów), która jest… niewierząca. Weźmy poniższą rozmowę jako przykład debaty „Kościoła otwartego” z tym uznanym za konserwatywny, a więc rzekomo „zamknięty”… (obok na miniaturce Wojownicy Maryi podczas przysięgi – miecz symbolizuje Słowo Boże oraz walkę duchową, tak… oni proponują coś konkretnego!).

(więcej…)


16.06.19 WPW… odwrotnie.

Dziewczyna, jedenastolatka, wygrała medal na zawodach. Po turnieju w furę i wracamy, przed nami kilka godzin drogi do domu. Organizm się uspokoił, zajeżdżamy na stację. Jem coś na ciepło. Mówię do niej: kup sobie, hot doga, czy coś. „Ona dostała jedzenie od mamy i nie kupi, bo jedzenie się zmarnuje”. Mówię: kurde, wygrałaś medal, ćwiczyłaś długo, chuchro jesteś, zjedz sobie jakiegoś wynalazka, popij colą, to Twoja nagroda, a nie będziesz kanapki mi tu wcinać (kasę miała) jak jakiś Janusz. Nie, „bo marnotrawstwo żarcia i mama…” – kropka. Szok, nigdy nie byłem takim dzieckiem. Inny podopieczny, piętnastolatek – metr dziewięćdziesiąt, nosi groźne bluzy, uprawia tą śmieszną bujankę…, ja w jego wieku stałem na klatkach i wciągałem z parapetu. Szkoła to był tylko pogrzebany wagarami smutny obowiązek wieku nastoletniego. Mówię mu, że coś forma opada, on że przeprasza, miał egzaminy i nie mógł (czyli nie chciał – sam!) przychodzić, ale „przynajmniej zdał je super”. Wysoka średnia, „nauczyłem się to mam!”. Ja burak na twarzy. „Serio”? Nigdy w tym wieku nie odpuściłem czegoś sam z siebie dla nauki…

(więcej…)


13.06.19 „O wszystkim i o niczym”.

Pikniki czasem, ups, bardzo często podziwiają oprawy ultrasów z tymi zakazanymi owocami/racami, a nawet dopingują chuliganów w stadionowej awanturze, jak na słynnym Legia – Jagiellonia i niejednej wiosce (lejta chamów! :-). Kibice z młyna także czasem piknikują. To się przenika, ta rodzina fanów sportu. Oni lubią popatrzeć na coś ciekawszego niż nudna często gra na murawie, a my lubimy czasem meczyk w telewizji, albo jakąś piknikową imprezę. Nie wstydźcie się, sport porywa, czasem w innym klimacie niż na żywo, nie wstydźcie się, czasem facet facetowi po prostu daje w ryja „dla sportu”. W tym roku nie ma w wakacje żadnej dużej imprezy, lipa, za to w 2020 będzie co oglądać na urlopie, bo jest zarówno Euro jak i Olimpiada, na której mam kilka dyscyplin do obejrzenia. Dobry jest klimat, jak się przebywa gdzieś nawet na wakacjach i można obejrzeć wieczorkami Mistrzostwa Świata, nawet jakiś meczyk „z dupy”, ale będący ciekawym odbiciem od leżenia na plaży z ludźmi, którzy uznają to smutne zajęcie za sens życia (ogarniacie tą umysłową katastrofę…?). Wiaterek (w końcu!), barowy telebim na ośrodku, ciepełko, beztroska i futbol, czy tam nawet speedway Grand Prix, japonki – tak niepraktyczne w przeskakiwaniu przez płot, a więc w meczu na żywo. Ja lubię, bardziej niż jakieś gówno niezwiązane ze sportem. Ty też taki jesteś. Zamiast wiejskiego festynu wolisz nawet mecz murzynów i Turków przebranych za Niemców kontra Kosowo, chociażby po to, by pobluzgać na multi-kulti i związki sportowe wspierające terroryzm. Takie hobby. Taka tożsamość prawicowych, egoistycznych romantyków.

(więcej…)


12.06.19 „Symbol sprzeciwu wobec Turcji i Islamu”.

Z czego słynie mała wyspa na Bliskim Wschodzie leżąca u wybrzeży Turcji, Libanu i Syrii? Kto nie rozpoznaje następujących nazw – Anorthosis Famagusta (ich ultras na fotce obok, jeszcze czasy gry naszej Legii Warszawa z tą drużyną w Pucharze UEFA, z drużyną, która nie miała jeszcze wtedy tak rozwiniętego ruchu ultra), APOEL i Omonia Nikozja, AEL i Apollon Limassol, czy AEK Larnaka? Piłka nożna na zaskakująco wysokim poziomie z wieloma polskimi akcentami (to właśnie tam dwukrotnym królem strzelców został pewien alkoholik z warszawskiego Bródna :-). Była angielska kolonia i turystyczny raj (na tym oparta jest gospodarka), przeżył jednak swoje tragiczne momenty w czasie, w którym Polacy… świętowali największe sukcesy rodzimego futbolu. W 1974 roku dzielnica Famagusty Varosha była najbardziej popularnym kurortem na świecie (podobnie jak dzisiaj położona w tym samym dystrykcie Aya Napa)…

(więcej…)


12.06.19 Ja pytam – co wybierasz?

W nowym numerze „Drogi Legionisty” (25), obok szeregu innych tematów (numer nieco „wraca do korzeni” – o ile można tak to ująć, będą zadowoleni kibole, a także fani recenzji subkulturowych…), poświęcę część uwagi depresji młodych, bo to prawdziwa plaga współczesności’2019. Nawet się nie obejrzeliśmy, a mrok ogarnął Polaków, ogarnia ich coraz mocniej, jak społeczeństwo żyjącego bez Boga Zachodu. Młodych mniej interesuje, co się dzieje wokół (bo każdy walczy, każdy krzyczy o ich uwagę), a jeśli już to hejtują na mediach społecznościowych, uciekają w siebie i w używki, jak ich zapełniający hale i stadiony idole w stylu Taco-depresja Hemingwaya (Torwar, Narodowy z promującym UE Podsiadło!). Nie powielam stereotypów o artystach, bo należę do pismaków, którzy kupią oryginały, przesłuchają kilka razy (np. mam „Cafe Belga”, zaskoczeni?), dopiero później wypowiadają się – oczywiście z tą młodzieżą też stale mając kontakt w realu i to bardzo regularny. Jak każdy twórca też często się przymulałem w czterech ścianach, ale powiedziałem sobie NIE – nie uciekaj w te stany Łukaszku, w te odmęty twojej psychiki, które tylko nakazują skomleć, użalać się, rozdrapywać, a głównie grzeszyć, bo przecież na tym to wszystko polega. Gubimy się w świecie wymagań, reklam, żądz i gadek motywacyjnych, a co mają powiedzieć młodzi, którzy nie znają świata bez neta w kieszeni?

(więcej…)


10.06.19 „O wszystkim i o niczym”.

Moje kibicowanie Legii zaczęło się w marcu sezonu 1998/1999 (a więc w marcu 1999), kiedy to Legia grała z Radzionkowami (remis 1:1, oj zrobiło wrażenie, heh), a moja śp. babcia dała mi kilka złotych na „Naszą Legię” śp. Wiesława Gilera (1954-2010). W lidze rządziła Wisła, dobry był Widzew, niezłe – o zgrozo – KSP, które sezon później wygrało ligę 9 punktami przewagi. Wisła była Mistrzem 98/99… z 17 punktami przewagi. Jak więc widzicie, ówczesna I liga była wybitnie nieciekawa sportowo, a Legia jak na jej możliwości przeciętna. W sezonie 1996/1997 Mistrzem Polski był Widzew (ich ostatni tytuł), a druga była Legia, RTS miał na koniec 81 punktów, CWKS 77, a trzecia… Odra Wodzisław – 55. W poprzednich sezonach również, lepszy wtedy Widzew i Legia rywalizowały ze sobą o tytuł mistrzowski, a kraj podzielił się, prócz lokalnych zespołów, na powtarzane w podstawówkach „Legia, czy Widzew?”. Dla mnie magiczne czasy, wszystko było bardzo fascynujące, a jako dzieciaki kochaliśmy prawdziwy futbol. Ten, w który graliśmy, ale i ten oglądany, chociaż jeśli nawet w Hiszpanii niedawno odkryto aferę korupcyjną, to co jeszcze u nas pozostało nie odkryte, a my emocjonowaliśmy się tym „na nieświadomce”? Nic to…, najważniejszy jest klimat i dzień meczowy – kolejny sezon, który tuż, tuż.

(więcej…)


6.06.19 „Czarne lustro” sezon 5 (2019) i rozkminy po premierze.

„Jeszcze więcej pieniędzy i nie ma granic!” – tak działają wielkie korporacje, koncerny. Czy to te związane z mediami społecznościowymi, grami video, kreowaniem gwiazd muzyki pop dla nastolatek, czy… z klubami piłkarskimi. Wymieniłem trzy tematy trzech odcinków piątego sezonu „Black Mirror” (Netflix, 2019), a potem dorzuciłem nasze podwórko, gdzie obserwujemy sprzedawanie wartości w typowy sposób, a mimo to gdzieś wewnątrz czai się przecież normalność. Nie zmienimy wszak rzeczywistości, musimy się w niej odnaleźć. Może twórca jakiegoś portalu społecznościowego też miał bardziej idealistyczną wizję swojego dzieła w momencie tworzenia, ale kiedy zaczęło ono zarabiać na siebie miliony i rozprzestrzeniło się na skalę globalną, powstały sztaby ludzi, służby za ich pomocą inwigilują ludzi, nie jest już tak prosto być „panem twórcą”? Odcinek „Smithereenowie” uważam za najlepszy z krótkiej serii „Czarnego lustra” ad 2019, bo patrzy właśnie z tej perspektywy. Genialne jest ukazanie jak w obliczu zagrożenia życia trudno jest połączyć się telefonicznie z twórcą portalu społecznościowego, który jest w to zamieszany. Czy może włączyć sobie „opcję Bóg” i zmieniać świat, skoro miliony ludzi są „u niego” zarejestrowane? Skoro nie może NAWET ZNIKNĄĆ na pustyni? Billy Bauer (serialowy twórca portalu społecznościowego, na miniaturce obok) odbiera od Chrisa telefon w momencie, gdy ten przebywa na swoim, przypominającym mi buddyzm „odwyku od technologii”, paradoksalne…, bo przecież od „swojej technologii”, od swojego projektu, nad którym stracił kontrolę. Wszyscy w tym korpo są młodzi, wszyscy w czymś się zatracili… „Black Mirror” ma prowokować do pytania: a ja?

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Spowiedź generalna.

Piszą do mnie ludzie, z różnymi sprawami… Czasem składnie – i można opublikować (nawet lewaka opublikowałem jak się nie napinał i szło zrozumieć, co ma na myśli, piszcie to na plus redakcji, heh), czasem tak głupio, że nie mogą być trzeźwi, a jedyne, co mogę to strzelić za nich Zdrowaśkę i wyrazić żal, że życie…, wróć, nie życie – że sami tak kiepsko ze sobą zagrali. Jeden z moich czytelników mi tego nagle pogratulował, dodając, że głośne tytuły prasowe muszą… same do siebie pisać jako jakiś „Stefan Kowalski do GW”, a tu proszę.. Ostatnio o 8:00 rano młoda barberka zaczęła opowiadać mi swoje życie, problemy z narkotykami i sprawy z domu. To co zrobiłaby mi na głowie w 40 minut, przeciągnęła do 1,5 godziny. Słuchałem. Na koniec spytała kiedy znowu będę i dodała komplement, że „można pogadać” (nie chowam obrączki jak tam idę, a o żonie tylko dobrze…). Zacząłem zastanawiać się – dopiero niedawno, co takiego robię, że ludzie chcą mi opowiedzieć rzeczy, których – jak się okazuje – nie mogą opowiedzieć nikomu innemu? Czy to wirtualnie, czy na żywo. Czasem pycha mnie zrzera, a czasem niepokój, kiedy dzieciak wyciąga rękaw pełen głębokich sznyt i mówi akurat do mnie, mi pierwszemu: „nie wiem, po prostu nie wiem czemu”… Pozostaje wiara w to, że Bóg nie stawia obok Ciebie ludzi przypadkowo. Wniosek jaki mi się nasuwa jest jednak optymistyczny: lepiej być szczerym niż udawać doskonałego, to jest właśnie cecha LUDZI. Każdy z nas ma myśli ukryte i szukamy osoby, która o tym z nami pogada i nie wyśmieje. Co mamy dzisiaj? Długą opowieść czytelnika o generalnej spowiedzi. Ona – generalnie – zmienia wiarę, też doświadczyłem…

(więcej…)


5.06.19 „O wszystkim i o niczym”.

Z niepokojem zerkam na to, co dzieje się przy Łazienkowskiej 3. Wielu piłkarzy odeszło, a odejść może jeszcze więcej. Trener Vuković po pierwszym dobrym wrażeniu miał kilka niecelnych wypowiedzi, a jak wiadomo Dariusz M. to (emo)cjonalny chłopak i kiedy po raz kolejny będzie chował twarz w dłoniach siedząc na trybunie VIP podczas niespodziewanej porażki Legii, może wpaść na (emo)cjonalny pomysł pogonienia Vuko. Pod siwą czupryną Rubika kręci się niezłe pogo. Najgorsze (najlepsze?) w futbolu jest jednak to, że możemy tu sobie udawać speców, a drużyna może… grać zajebiście. Bo przecież po ostrych przygotowaniach z Portugalczykiem miała grać super, a grała jak grała – zero trofeów. Polska piłka. Musiała przyjść zadyszka, bo CWKS nie rządził w lidze tak jak w latach 2013-2018. Trzeba by jednak coś kupić na przyszły sezon, coś wartościowego, a tu odbijamy się od tego, co zawsze. Kto się nie odbija? Biednemu to zawsze wiatr w oczy, a nawet chuj w dupę – mawiał znajomy poeta mojego z kolei znajomego, a mi nie wiem czemu skojarzyło się to z całym poziomem polskiej piłki. Z powodów finansowych sufitu się tu nie przebije, a pozostaje jak zwykle radość samego kibicowania (wbijania wcześniej wspomnianego narządu wspierającej terroryzm UEFA) i śledzenia tego. Każdy ma taki trochę swój sposób. Jedni lubią piwo i futbol, drudzy to hardcorowcy, a trzeci nie wycina „tylko gołych bab”, jak śpiewał Kazik Legionista [1] w znanej piosence, a mimo wszystko nadal wycina piłkarzy, mimo że żona marudzi nad biurkiem, że leń… Wszyscy jesteśmy rodziną (nawet ta żona… niech jej będzie, kochajmy żony swoje :-)!

(więcej…)


3.06.19 Autonomia – możliwość stanowienia norm samemu sobie.

Rozważając dalej – bo na to mnie dzisiaj wzięło przy pewnej lekturze innego świra – samo pojęcie „Autonomiczny Nacjonalista” w kontekście sensownego wieku (30+) człowieka. Za czasów codziennego biegania z plakatami „autonomiczny” znaczyło właśnie „taki z grupy bez przywódcy” – ot, jeden z zaufanej paczki aktywistów. Bez partii, bez hierarchii, anonimowo, a prężnie dla sprawy. Dzisiaj „autonomiczny”, kiedy piszę o sobie jako o AN, tyczy się głównie moich osobistych poglądów, stanowienia norm wnętrza. Nie podciągajcie mnie pod swoją partię, pod swoją grupę, nawet pod swój schemat myślowy (każdy łapie się czegoś, co nim przewodzi, skąd pomysł, że opieramy się na tym samym…?). Moje poglądy są niezależne od stereotypów na temat nacjonalizmu. Dlatego „autonomiczny”, ale jednak „nacjonalista”, bo kiedy myślę o szeregu spraw patrzę przez podobny pryzmat, co my wszyscy – tego, co uważam za najlepsze dla narodu. Chciałbym aby Polacy wychowywali się z szansą na poznanie Słowa Bożego w domach i szkołach, ale i mieli pracę we własnej Ojczyźnie, ba! – by mogli w ogóle się urodzić jeśli mają np. zespół downa. I tak dalej…

(więcej…)


3.06.19 O złu po imieniu, mimo że Rambo nie pomoże.

Pozostałem Autonomicznym Nacjonalistą. System widzi mnie stereotypowym okiem – ale nie tylko, wszak wszyscy „spoza” miewali taką stylówę – jako ubranego na czarno ekstremistę, który chciałby wg nich wysadzić parlament. Myli się. Jak się jest małolat, kieruje się swoje poglądy na zewnątrz, tworząc subkulturę, jak się dorośnie, autonomia oplata Twoje serce zamiast bandamy oplatającej głowę, ale godzisz się z porażką, godzisz się, że to nie wasza era… To normalne, demo-Tusk też „machał wężem”, tyle, że go potem wąż skusił, realiści by powiedzieli – „zmądrzał”, bo realiści oczywiście rozumieją sięganie po zakazany owoc, zawsze rozumieli. Na Echarchii starsi anarchiści siedzą na balkonie przy kawce i nie płacą podatków, bandamy wyciągają głównie w czasie, kiedy System ponownie próbuje poważnie nadepnąć im na odcisk. W sklepie z zinami rewolucyjnymi nie spotkałem terrorysty w kominiarce tylko niepozornego siwego dziadziusia. Ale już małolaci palą śmietniki w Atenach w imię walki z „demokratycznym porządkiem”, oni zawsze bardziej „na zewnątrz”, chociażby w tak głupi sposób. Konkretniej opiszę Wam Exarchię i Ateny w „DL”25, mam już tego z 15 stron, w tym o wspomnianym „państwie w państwie” dla różnych „frików”.

(więcej…)