26.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Wreszcie wstajesz i wiesz, że nigdzie nie pójdziesz. Owszem – są w roku dni wolne od roboty, ale nie potrafisz się rozluźnić, coś sobie wymyślisz, bo przecież tyle jest do zrobienia, tyle jest możliwości. Nie! Dziś nigdzie nie idę! „Nawet” na trening (memy, memy – wszędzie memy!), na spalanie kalorii drugiego dnia świąt o 7:00 rano! Siedzę w domu, przy biurku z zapaloną świeczką – jest ciepło i bez pośpiechu. Tylko ta pogoda za oknem sprawia, że ciągle potrafię zakochać się również w innych miejscach niż Polska, choćby po samych zdjęciach. W święta staram się dużo myśleć o Jezusie, często w dość abstrakcyjnych kontekstach, np. Jego stosunku do spraw, które są dla mnie przyziemne. Jak odnosi się do meczów? Kilka razy przeczytałem Nowy Testament i nie przypominam sobie fragmentu negującego gry (wiadomo, że jakieś wtedy być musiały…). Ogólnie stosunek Boga do świata, przecież Jezus, gdy się narodził – stał się jego częścią i brał udział w znacznej części jego tradycji. Biesiadował, zmienił wodę w wino. To mimo wszystko optymistyczne. Może nie dostanę kopniaka przed Bramami za stanie pod bramami stadionów, tudzież w bramie kamienicy…?

(więcej…)


25.12.17 RECENZJE: „Św. Franciszek odkłamany” (książka, Vignelli).

Sporo już pochłonąłem o św. Franciszku z Asyżu, ale ta obowiązkowa lektura trafiła do mnie dopiero pod tegoroczną choinkę, jakby przeczuwając, że przed kolacją łyknę recenzowany niżej film. Wydana w 2016 zaledwie 98 stronicowa książeczka akurat zabiła mi czas do Pasterki, zamiast Kevinowych gniotów (wiem, powtarzam się). Guido Vignelli w krótkich rozdziałach rozprawia się z mitami dotyczącymi najbardziej znanego włoskiego świętego. Również w filmach, które Wam recenzowałem lubi się go przedstawiać jako wariata-pacyfistę, który z obłędnymi oczami – jak jakiś narkoman – rozmawia z ptakami. Współgra mi to z coraz częstszym przedstawianiem świąt Bożego Narodzenia wyłącznie jako cukierkowego spotkania rodzinnego, które służy odpoczynkowi oraz rozdawaniu prezentów. Inaczej mówiąc – świat chce dopasować wiarę do swojego poziomu, a Ten który się narodził, nie jest przecież z tego świata. Święta nie są „neutralne”…

(więcej…)


25.12.17 RECENZJE: „Św. Franciszek, kuglarz Boży” (film, 1949).

Recenzowałem Wam już filmy o św. Franciszku z Asyżu, ale nie taki z 1949 roku. Jakiś czas temu przekonałem się do klasyki kina, nie tylko do produkcji typu Andriej Rublow, ale też np. azjatyckiego kina w rodzaju „Siedmiu samurajów” (1954, Japonia). Rewelacyjny klimat! Napisać „brak tu hollywoodzkich świecidełek” to napisać truizm, ale sama biało-czarność nie wystarczy, musi być jeszcze (przede wszystkim!) „to coś”, musi być klasyk! „Kuglarza” puściłem sobie tuż przed kolacją wigilijną, kiedy rodzina jeszcze się nie zjechała, a ja mogłem już walnąć się na kanapie po (o dziwo!) wypastowaniu podłogi. Czułem się dużo bardziej przygotowany do świąt – w odpowiednim nastroju – niż siadając do stołu prosto z hipermarketu, bądź TV-gniotu w stylu „Święta last minute”. Zresztą o klimacie przekonacie się sami, bo pod recenzją wrzucam link do całego filmu z lektorem!

(więcej…)


25.12.17 Boże Narodzenie. Narodziny Wojownika!

Pan wojownikiem, Pan jest imię Jego (Wj 15,3). Pan był i jest wojownikiem, tyle że „po swoim Synu” – Chrystusie – na inny sposób.  John Eldredge w swojej książce „Dzikie serce” pisze: Jezus nie jest „kapłanem kapłonem” ani bladym ministrantem uczesanym z przedziałkiem pośrodku, mówiącym cicho, unikającym konfrontacji, który w końcu pozwala się zabić, bo nie ma innego wyjścia. On pracuje w drewnie, zdobywa zaufanie dokerów. Jest Panem Zastępów, kapitanem wojsk anielskich. Kiedy Chrystus wraca, staje na czele groźnej kompanii, siedzi na białym koniu i dzierży ostry miecz, a Jego szata skąpana jest we krwi (Ap 19). Z poematu Ezry Pounda [1] (nim inspirowana jest nazwa ruchu Casa Pound Italia) o Chrystusie („Ballada o Dobrym Towarzyszu”): (…) A oni myśląc, że zabili Go, Na wieki zostaną głupcami. Pozostaniesz głupcem, gdy nie dostrzeżesz siły płynącej z osoby i ofiary Jezusa. Siły, nie pacyfizmu Pana, który próbuje nam się na każdym kroku wciskać! Dziś symbolicznie obchodzimy narodziny Zbawiciela. Pozornie zabitego Boga, który zmienił mnie w mężczyznę.

(więcej…)


22.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Świat egzystuje dziś tak, że zawsze jest w stanie jakiejś wojny. Jeśli akurat nie pali Żydów w piecach, zabija nienarodzone dzieci w szpitalach. Jeśli „nie buduje murów”, za którymi awanturują się obcy ludzie, obcy ludzie będą awanturować się pod naszymi oknami. Jak nie dymią kibice to dymi państwo, które miało opiekować się ludźmi. Gdy nadejdzie „postęp”, nadchodzi wrogi mu Islam. Gdy Europa jest katolicka, wyrusza na krucjatę do Ziemi Świętej. „Pacyfka” to symbol naiwności, a pasywność to tak naprawdę szykowanie ścieżki kolejnym drapieżcom. Fakt – można tu żyć spokojnie, ale gdzieś z tyłu głowy, niestety, pulsuje ta świadomość, że życie może w każdej chwili wezwać Cię do walki… Cieszmy się zatem tymi świątecznymi dniami z rodziną. Świat to tykająca bombka. I to nie ta na choince…

(więcej…)


22.12.17 RECENZJE: „Manhunt Unabomber” (serial, Netflix, 2017).

W grudniu 2017 na Netflixa wreszcie wjechał serial – i to tuż przed „Czarnym lustrem” – o czymś. Bohaterem jest Ted Kaczyński, a więc słynny terrorysta z USA o polskich korzeniach. Samotny wilk sprzeciwiający się społeczeństwu przemysłowemu, przeciw któremu radykalnie protestował za pomocą bomb. „Manhunt Unabomber” Nicka Towne to 8 odcinków z fajnym (tym bardziej dla politycznych aktywistów) klimatem. Oparty na prawdziwych wydarzeniach, ale rzecz jasna z wątkiem dodanym przez twórców. Tym samym śledzimy losy typowego serialowego gliniarza, który jako jedyny podąża właściwym tropem seryjnego mordercy, kiedy cały oddział błądzi z klapkami na oczach. Wsłuchujemy się też w manifest terrorysty dotyczący „nowoczesności”, a to już ciekawe samo w sobie.

(więcej…)


21.12.17 Cockney Rejects – mecze, muzyka, East End! Oi! Oi! Oi!

Ostatnio wrzucałem najbardziej znane kibicom kawałki Cockney Rejects, którzy zapoczątkowali to, co później stało się ruchem Oi!. Może warto napisać trochę więcej o tej kapeli w kontekście trybun? Mick i Jeff (założyciel kapeli) wpadli do pubu cali w znaczkach West Hamu i wręczyli swoje demo Garremu Bushellowi, kibicowi… Charltonu oraz dziennikarzowi programu „Sunday People”. Garry został pierwszym menadżerem kultowych Cockneyów. Był rok 1979, a na londyńskim East Endzie za ich sprawą zagościł New Punk. Byli autentyczni dla miejscowych – w tym dla piłkarskich chuliganów – bo kibicowali WHU, byli robotnikami z krwi i kości, bywali w knajpach, brali udział w bójkach itd. Już w listopadzie 1979 można było usłyszeć na Upton Parku (stadionie WHU) okrzyki Cockney Rejects, Oi! Oi!.

(więcej…)


19.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Szybko, szybko – bo wokół kultura… Szybko, szybko – tworzy ją byle burak… Byle burak to nie chłopak wychowany częściowo na osiedlu i nawet nie niewykształcona osoba, byle burak to osobnik z jakiejkolwiek klasy społecznej, który w dupie był i gówno widział, a bierze się za tworzenie sztuki, a tym gorzej – za pouczanie ludzi jak mają żyć. Nie może z tego wyjść nic ciekawego… o czym on bowiem opowie? Dlatego dzisiaj w kąciku muzycznym wyjdziemy trochę na robotnicze dzielnice Londynu, podkreślić korzenie subkulturowego bajzlu. Mimo że „DL” się zmienia, nadal futbol – jeden z symboli nie tylko polskich osiedli – ma tu mocne miejsce. No i „sztuka, głupcze”! Wiedział to Alex z „A Clockwork Orange”, wiedz i Ty. Jednym z efektów ulicznej kultury jest fanzin. Chciałem Wam coś powiedzieć, bez chodzenia do jakichś pieprzonych urzędów i użerania się z tymi, po których właśnie chcę pojechać na papierze i w sieci – założyłem zina. Jak wiecie – i tak mnie urzędnicza łapa dopadła – ale chociaż próbowałem uciec przed tym traceniem czasu i nerwów. Nie dajmy się, twórzmy coś ciekawego, mimo że nastał bezpłciowy XXI wiek… Na przekór cukierkowym czasom!

(więcej…)


19.12.17 RECENZJE: „Cass” (film fabularny, Wielka Brytania, 2008).

Gdzieś go już kiedyś recenzowałem, ale ostatnio odświeżyłem sobie dużo rzeczy o West Hamie. Z jakiego powodu? Może dowiecie się za kilka/kilkanaście miesięcy… W każdym razie film „Cass” jest jedną z angielskich produkcji o chuliganach, a opowiada o słynnym murzynie z Inter City Firm, który stał się takim futbolowym celebrytą (w innym sensie niż np. inna ikona West Hamu – Bobby Moore). Ma swoją stronę (LINK), na której bynajmniej nie wygląda jak poszukiwacz przygód w robotniczej dzielnicy Londynu. Już nie wygląda, bo kiedyś było inaczej. Cass to z oczywistych względów nie mój klimat, ale postać na tyle symboliczna, że warta poznania. Na West Hamie i ogólnie w Anglii było wiele typów skinów, oczywiście na początku nie było skinów NS. No właśnie – do dziś Cass potrafi sfotografować się w koszulce sharpowców (wrzucam niżej), więc chyba rozumiecie jego latanie we flayersie ze specyficznie wyglądającymi białasami…?

(więcej…)


18.12.17 Recenzja „Dziennika odsuwania gałęzi” na blogu Weduta.

Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały (Mt 7,6). Ta ewangeliczna nauka Jezusa będzie towarzyszyła mi przy recenzowaniu zina na 10-lecie istnienia „Drogi Legionisty”. Autor włożył tam zbyt dużo swojego życia, by po prostu to zrecenzować jak pierwszą lepszą książkę. Należy to uszanować i zachować najdalsze umiarkowanie w ocenach, bo możemy stać się jak psy czy świnie… Wizualnie, jak wszystko co wychodzi z rąk twórcy DL, zin jest kwintesencją tego co określa się mianem podziemia. Ani jednej zbędnej wolnej przestrzeni, wszystko przemyślane, od grafik, poprzez zdjęcia po treść, która oczywiście jest dominująca. Klasyczna forma i wartościowa treść, tylko tyle oczekujemy i aż tyle dostajemy w tym przypadku.

(więcej…)


13.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Witam Was 13 grudnia. Podanie daty wystarczy za komentarz. „Wtedy były inne czasy, byłem w ZOMO” – należymy do tych, którzy za chuja nie przyjmą takiego punktu widzenia. Tyle. Czytałem sobie niedawno o początkach West Hamu, zdecydowanie najklimatyczniejszego klubu z Londynu (i z pięknym herbem – czołówka światowego futbolu!), gdzie rzecz jasna przewija się motyw klubu robotniczego, a raczej pracowniczego. Piłka nożna nie jedyny raz miała poprawić morale wśród „szarych ludzi” i to jest piękna idea, dziś również obecna – mimo komercjalizacji samej dyscypliny. Dziś nazwałbym piłkę sportem nie tylko zapracowanej klasy robotniczej, ale także znudzonej „klasy” typowej dla XXI wieku – politycznie poprawnego, pełnego nowomowy i korpo-sloganów. Tak jak kiedyś, w czasach powstawania największych klubów Europy, ludzie chcieli uciec od pracy/wojny, my chcemy uciekać od powszechnego ugrzecznienia, braku nazywania spraw po imieniu, od zabijania starych wartości i serc normalnych mężczyzn. Dlatego, jeszcze raz, tęczowe łapy precz od piłki! Nawet tej angielskiej. To – jakby nie patrzeć – Home Of Football (nie home of homo!), mimo że dziś kulawy, zresztą jak cały europejski „home”! Wracajmy po swe domy, inaczej po prostu nie wypada…

(więcej…)


11.12.17 RECENZJE: GAN – „Wilcze Czasy” (rock, Polska, 2017).

Po trzech latach przerwy, najbardziej znana „muzykująca rodzina” na polskiej scenie, zaatakowała moje uszy nowym pełniakiem. Pamiętając utwory, które jakiś czas temu ukazały się na składaku „Muzyka Ulicy – Muzyka Dla Mas vol.4”, spodziewałem się sporych zmian w porównaniu do ich debiutu. Rzeczywiście, to już nie jest ten sam patriotyczny Oi!, który urzekł mnie na „Przeklętym Polaku”, nowy album to zdecydowany zwrot w stronę klasycznego rocka i cięższego grania „około-metalowego”. Muzyka jest bardziej skomplikowana, dojrzalsza, jednak nie straciła nic ze swojej energiczności, pozostała także Oi!-owa, nazwijmy to, podbudowa. Moją uwagę szczególnie zwróciły świetne solówki, które bardzo podnoszą poziom tego krążka. Słychać, że Adam, mimo młodego wieku (w porównaniu do mnie na przykład, he, he…), nie wypadł sroce spod ogona i bardzo dobrze zna się na rzeczy. Uważam zresztą, że to jeden z najlepszych gitarzystów na polskiej scenie, co oczywiście potwierdził na tym CD.

(więcej…)


8.12.17 „O wszystkim i o niczym”.

Niedawno pisałem, że nie możemy zapomnieć „o starym”, a więc o historii, o wierze, bo… to po prostu głupie. Wiem, że koledzy Autonomiczni Nacjonaliści nie lubią (też nie przepadam) za ciągłym porównywaniem nas do czasów eNDecji, ale właśnie mamy kolejny konflikt „Piłsudczyków ze zwolennikami Dmowskiego”, nawet jeśli „systemowa prawica kontra nacjonalizm” może tu być tylko przełożeniem symbolicznym. Też „za tych, którzy chcą dobrze dla Polski”, „za czasu patriotów” będzie można być niemile widzianym i jest to oczywiste właśnie z nauki matki historii! Ogólnie polityka jest zgniła i zamiast wyrosnąć ze stwierdzeń typu „walić ją!” i być „odpowiedzialnym obywatelem” (jak „normalni dziennikarze”), konsekwentnie, naturalnie zmierzam w przeciwnym kierunku. Takie przeżycie byłoby zbyt przykre (nie chciałem śnić o nich w nocy), kiedy więc widziałem, że któraś się zbliża, wprawiałem laskę w ruch obrotowy, jakbym chciał stworzyć wokół siebie strefę chronioną i niedostępną, co one pojmowały od razu, bo były przyzwyczajone do posłuszeństwa i dla kija żywiły respekt – mówił o śmierdzących prostytutkach główny bohater książki „Cmentarz w Pradze”. Czy to nie dobre podejście do kurew, drodzy dżentelmeni…?

(więcej…)


6.12.17 Od niechęci do matematyki – do niechęci do polityki.

Droga, którą idę, ma być moją drogą. Do 4 klasy podstawówki jako tako szło mi z matematyką. Potem przyszedł powolny spadek formy, aż zacząłem opuszczać zajęcia, co skutkowało przypieczętowaniem faktu, że z równaniami do dziś mi nie po drodze. Wiecie jak to jest… opuścisz kilka zajęć, na których są wzory i już jesteś zakopany – nic nie rozumiesz. Podobnie mam z polityką – uciekam z tych lekcji regularnie, ale nie przez politykę, a przez samych polityków. Nudzi mnie to ostatnio i odstrasza, jeszcze bardziej niż X i Y za dzieciaka. Ktoś w garniturze znowu coś papla, a ja nie wiem po co… Może to i ważne? A może zupełnie nieistotne, bo np. bez matematyki żyje mi się dobrze, bynajmniej nie tęsknię. Gdy nie widzę pewnych mord pod krawatem – nie tęsknię tym bardziej. Ciekawi mnie, czy my nie czytamy tych wszystkich newsów politycznych dla zabicia czasu. A większość mężczyzn uważa, że są tu na ziemi tylko po to, żeby zabijać czas – a to z kolei zabija ich (Eldredge).

(więcej…)


4.12.17 RECENZJE: „Imię Róży” (książka, Umberto Eco, 1980).

Klasyk raz na jakiś czas – to jedna z moich zasad czytelniczych. Tym razem padło na „Imię Róży”, urodzonego w 1932 roku (i zmarłego w 2016) Umberto Eco. Włoch ten był profesorem Uniwersytetu Bolońskiego oraz pisarzem, który sadził bestseller za bestsellerem. Pierwszym i najgłośniejszym było właśnie „Imię Róży”. Wstyd przyznać, ale nie znałem… Trafiłem na piękne wydanie za 34 zł, 756 stron (co to dla fana literatury, gdy fabuła wciąga od pierwszej strony…?). Waldemar Łysiak mi się znudził, a cały czas szukam mądrych dialogów w powieściach i u Eco je znalazłem. Lubię czytać autorów, przy których czuję się głupi i muszę wracać do początku strony, gdyż za pierwszym razem być może nie do końca zrozumiałem. Na jednej z kilkuset kartek potrafi być ukryte tyle wartościowej treści… To plus pogoda za oknem tworzą idealny nastrój dla fana filozofii, religii i po prostu dobrej literatury.

(więcej…)

Strona 5 z 223« Pierwsza...34567...Ostatnia »