3.02.19 Niedzielne zrzędzenie na grypie…

Udało się wstać. Nie tylko na grypie po 12 godzinnym, bolesnym, przerywanym śnie. Z dna nałogów dostałem się na swój prywatny szczyt, którym może być w tym wypadku zdrowy, wierzący człowiek z rodziną, który stworzył coś, co go utrzymuje. Z moralnego dna udało się wstać idąc za Chrystusem. Mimo to ciągle człowiekowi mało. To nasza ułomność, że chcemy być wyraźnie słyszalni, by coś wyraźnie nas pobudzało do życia. Dyktat emocji, żądza sławy, czy jednak potrzeba walki? Kiedyś, przed erą portali społecznościowych, niemal każdy głos był słyszalny. Teraz możesz sobie wydawać manifesty, nikogo to nie obchodzi. Frustraci nawet zabijają żeby zwrócić na siebie uwagę, ale tą uwagę mają jedynie przez kilka dni, bo potem i tak prawie każdy to olewa. Zbyt wiele mamy swoich spraw, zbyt wiele robimy na raz, by się oderwać, by coś zmienić. Przychodzi czas, by wydorośleć. Nie że zapomnieć o wszystkich sprawach… wydorośleć. Nie zgadzać się na zło wokół i ciągle walczyć, ale bez naiwnych oczekiwań. Tylko jak to zrobić skoro nie opuszcza nas wrażenie stale marnotrawionego czasu…

(więcej…)


3.02.19 CH/HC (część 2). The Spirit Filled Hardcore!

Kultura ulic od zawsze była obecna w „DL”. Kultura z podziemia, nie że teraz na topie są jakieś gówniane emo-rapery to lecimy za nimi i ich milionami wyświetleń. Wracamy tam gdzie to, co wartościowe. Gdzie świry krzyczą do mikrofonu swoje manifesty, ale mało kto ich słyszy (skąd ja to znam). Szacunek za to, że krzyczą. Czy wiesz, że taki Strongarm podczas trasy koncertowej w mrocznym okresie lat 96′-98′ był narażony na ataki ze strony gangów, ale dzięki przesłaniu chrześcijańskiemu, jakie nieśli w swojej muzyce – udało im się po części pozytywnie wpłynąć na umysły młodocianych przestępców? Przekonajcie się w drugiej części materiału od Tommego, że chrześcijaństwo to nie tylko cukierkowe śpiewy oazowe, a szczytne wierzenia, które można nieść w każdym środowisku! Yaaaaah!

(więcej…)


30.01.19 (xWPWx) Wdzięczność na bladej twarzy!

X zmarznięta wbiegła do klubu na ostatnią chwilę przed treningiem (co jest u niej standardem, zabiegana rodzina) i przemknęła do szatni niemal niezauważona. Trzydziesto cztero kilogramowa jedenastolatka miała bladą twarz, tak że niemal wtapiała się w białą farbę ścian gymu, w którym prowadzono treningi sportów walki. Mimo młodego wieku X trenuje sporty walki już od sześciu lat, a więc od piątego roku życia. Teraz dowieźli ją z wioski pod miastem i jak zwykle biegła przerażona wizją spóźnienia z torbą większą od siebie. Z torbą sportową, w której trzyma wygodny strój, picie oraz cały sprzęt do walki sportowej.

(więcej…)


30.01.19 „Football Passion” (album, Argentyna, Sebastian Frej).

Nie w każdej polskiej rodzinie jest intryga na intrydze, hipokryzja na hipokryzji jak w głośnej „Cichej nocy” (Polska, 2017), nie przeszkadza to jednak w słowach wygłaszanych na wielkim ekranie typu: chciałem być człowiekiem, a nie Polakiem (z pamięci) itp. Oglądam takie coś i pytam głośno: czy w holenderskich, angielskich, czy szwedzkich rodzinach wszystko jest idealnie? Nie zdarzają się kłótnie, hipokryzje, lecz wynikłe ze specyfiki ich kraju, ich lokalnych problemów? Dajcie spokój… Takie „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”. Być człowiekiem, a nie Polakiem…, cóż za niesprawiedliwa obraza, na której pasą się potem jakieś Lisy! Kibola też się podciąga pod osobnika żałosnego, potępionego, pewien synonim wstydliwej Polskości dla „wsteczniowcowców” (bo bądźmy szczerzy, co z nich za postępowcy, skoro za ich sprawą kontynent pada pod łapą kryzysów i imigracji…). Ja uważam, że prócz niewątpliwej patologii (tylko gdzie jej nie ma? To jest ta różnica!) kibole są piękną subkulturą! Nic dziwnego, że wydaje się o nas albumy zdjęciowe. Właśnie na moje biurko trafił drugi (po włoskim albumie J. Grobera „Ultras Italien”), tym razem dotyczący ultras z argentyńskiego Buenos Aires!

(więcej…)


30.01.19 CH/HC (część 1). Straight Edge Christian Hardcore!

Gatunek muzyczny HC od zawsze zawierał w sobie podkłady pozytywnej energii, która miała ujście w swojej prostej, aczkolwiek niepozbawionej mocy muzyce. Nie powinien też dziwić fakt, że z powodzeniem utrwaliły się w nim różne nurty religijne krzewiąc nie tylko wartości wyniosłe z idei  i filozofii Straight Edge, ale również zahaczając o aspekty duchowe i moralne, pomijając przy tym jednocześnie tematykę pro-społeczną i polityczną. Hardcore, hatecore obecny jest na „Drodze Legionisty” na długo przed nawróceniem redakcji, towarzyszy on subkulturowo Autonomicznemu Nacjonalizmowi, a co za tym idzie – jest „DL”ce bliski. Czy po nawróceniu fan hardcoru nie znajdzie na scenie niczego dla siebie? Wcale nie!

(więcej…)


29.01.19 To jak zabawa w dwa ognie… czekasz aż piłka Cię dotknie.

Problem z nakręcaniem się na sukces i robienie szeregu rzeczy na raz (i to dobrze! Musi być najlepiej!) skutkuje tym, że człowiek jest rozhisteryzowany. A gdy jest rozhisteryzowany łatwiej mu popadać w gniew, czego skutkiem często jest grzech. Trzy kawy, trzy energetyki i do roboty! O kokainie nawet nie piszę… Widzicie sprzeczność ze spokojem ducha? Spokojnie, leming też widzi, ale co wybiera, by się uspokoić? Jogę, dalekowschodnie sposoby medytacji… To co modne na Zachodzie, który odcina się od swojej cywilizacji. Ostatnio zerwałem kolejne plakaty w kiblu w knajpie śniadaniowej (też modne w centrach miast, więc modne nurty religijno-filozoficzne mają drzwi otwarte…). Jedna z matek mojego podopiecznego zostawia go na treningu i śmiga na medytację wyluzować po robocie. Na buddyjską medytację… Młodsi kumple, ateiści, lubią spędzić czas przy zajaraniu sziszy.

(więcej…)


LIST CZYTELNIKA: Nasz „złoty dzień” przeminie…

Wpis „Fajnie piszesz o ulicy, ale za dużo w tym Boga” na „DL” tak mnie zaciekawił, że postanowiłem jakoś na niego odpowiedzieć. Dlaczego to do mnie trafiło? Chyba dlatego, że sam jeszcze jakiś czas temu napisałbym dokładnie w ten sposób do Ciebie. Zastanawiałem się „o co chodzi?”. Tyle dobrych tekstów, a nagle zaczyna pisać ni stąd ni zowąd o Bogu… No cóż, na szczęście te rozkminy mam już za sobą. Jednakże teraz łatwiej jest mi zrozumieć tych niewierzących lub wahających się. Przechodząc do samego tekstu, faktycznie czasem te pytania mogą być męczące, ale osobiście bardziej skłaniają mnie do tego, aby tłumaczyć i starać się pokazać działanie Boga w życiu każdego człowieka. No bo czy to nie nasza rola? Wiadomo, wielu zareaguje nieciekawym spojrzeniem, czy brakiem zainteresowania. Jednak jestem głęboko przekonany i głęboko w to wierzę, że na początku swojej drogi wystarczy po prostu do Niego się zwrócić, powiedzieć co Cię trapi, dlaczego się wahasz/nie wierzysz i dać się poprowadzić. Może brzmi to trochę infantylnie, ale Bóg widząc zwracającego się do Niego „nie odpuści”.

(więcej…)


25.01.19 Boso, ale w ostrogach…? Nie dzisiaj…

Żyjemy w ciekawych czasach, bardzo nastawionych na „prawa jednostki”. Nie tylko liberalni politycy przesadzają, nie tylko pop-gówniane seriale je lansują na sposób skrzywiony (nie ma wszak niczego złego w wolności jednostki), bo jak pokazuje czas przenikają one we wszystkie obszary życia. Możemy się bronić, że jesteśmy jako uliczna subkultura niezależni od polityki i popkultury, ale to nieprawda. Skoro każdy wszędzie wszystko może i jest tak zajęty dodawaniem newsów z własnego podwórka oraz gonieniem reszty stawki, że nie ma czasu na refleksje, dlaczego miałby przestrzegać jakichś dziwnych, mitycznych zasad? Kto je ustalał i dlaczego nie ja? To takie współczesne… Na każdym kroku ktoś wciska ulotkę, a także swoją jedyną prawdę. To, plus tablica facebooka obciąża głowę, aaaa w duuupie to maaam… Zauważcie, że cichym celem liberalizmu jest zanikanie jako takich wspólnot, wspólnych zasad wykluczających innych (tych ewidentnie łamiących je) ze swojego grona. Mówi Wam to coś?

(więcej…)

24.01.19 Świadectwo’2019. „Nigdy nie poddawaj się presji z zewnątrz”!

Zaczęło się w okolicach 2012 roku… To już 7 lat nawracania (ten proces ciągle trwa…), bo moje życie w tym okresie trudno uznać za święte… Nie ma zatem jakiegoś „punktu X”, po którym wszystko byłoby radykalnie inne, jednej daty. Odsuwana jest gałąź po gałęzi, tak że patrząc dziś na siebie sprzed ok. 7 lat, widzę zupełnie innego człowieka, aczkolwiek z tymi samymi predyspozycjami (wtedy wykorzystywałem je przeciwko Bogu, nawet o tym nie wiedząc…)! Obecnie znalazłbym w swoich tekstach z tamtego okresu dużo niewiedzy, a za 7 lat mogę spojrzeć skrzywiony na w tym momencie pisane świadectwo’2019. Droga jest nieskończona, nie ma co się przejmować… Bóg widzi, Bóg wie. 2012…, idę do pierwszej od wielu lat (od czasów dziecka z podstawówki) spowiedzi. Zaczęło się od muzyki, jak wiele w moim życiu.

(więcej…)

24.01.19 Zetazeroalfa – „Ecchetelodicoafare” (DVD, Włochy’2007).

Niewiarygodne, prawda? Nie możesz tak żyć? (…) To nie jest życie? Czyste szaleństwo? – m.in. na takie (bombardujące nas z tyłu okładki) filozoficzne pytania można (trzeba?) odpowiedzieć sobie jeszcze przed odpaleniem tego krążka. Nieszablonowe podejście do potencjalnego widza, czy tam sposób na zwrócenie uwagi – tak samo zresztą, jak cała twórczość Zetazeroalfy. „Ecchetelodicoafare” to jedyne, jak dotąd, oficjalne DVD tej włoskiej grupy, ale jak się można było spodziewać, nie jest to tylko zapis koncertu. Mamy tu klipy, fragmenty z europejskiej trasy ZZA razem z Fraction, Carpe Diem i Brigade M oraz bardzo dużo wstawek spontanicznie kręconych w czasie podróży, przed i po koncertach, czyli ogólnie takie życie „od kuchni” gwiazd włoskiej sceny nacjonalistycznej!

(więcej…)

23.01.19 Dzwonię!

Dzwonię z dobrą informacją! Uzbieraliście dla dwóch dziewczynek na obozy sportowe! To wielki sukces dla mnie, że udało się to zorganizować na „DL”. Niepozorna akcyjka niszowego projektu, ale dwie młode istoty mają dzięki temu wakacje sportowe i mogą rozwijać pasję! W ich imieniu bardzo Wam dziękuję, nie zmarnuje się ani złotówka, mam nadzieję, że one nie zmarnują talentu. To co jeszcze wpłynie do mnie z dopiskiem „darowizna” (maila znacie…) zostanie dołożone im albo do zawodów sportowych, albo do – kto wie – może jeszcze jednego dzieciaka na obozie? W każdym razie – udało się! Sucha pomoc bezpośrednia pozwala na chwilę odłożyć metafizyczne rozkminy i po prostu pomóc. Na chwilę… 

(więcej…)

23.01.19 Najprawdopodobniej jest to myśl zboczona…

Ateny to syf, ale i strefa wojny 24/h, co potwierdzają kolejni kumaci ludzie, którzy tam latają szukać spontanu i klimatu. Moje bilety też są kupione! Od dawna śledzę ligę grecką, nie tylko AEK, ale wszystkie klimatyczne kluby – Olympiakos, Panathinaikos, PAOK, ich protesty przeciwko policji na ulicach… Fakt faktem śledziłem Greków nieco przez pryzmat AEKu (o czym wiecie…), który jakoś mnie zainspirował swoimi dawnymi awanturami i klimatem, ale oczywiście trudno mi do końca się z nimi utożsamić. Szukałem na siłę ich old schoolowych zdjęć z czaszkami znanymi z niekoniecznie komunistycznych mundurów, znalazłem kilka, ale nieliczne akcenty drugiej strony (i info o jednej prawej grupie…) nie zmieniają faktu, że AEK jest klubem lewackim…

(więcej…)

17.01.19 „Ja tańczę”… „Może tańczysz dla zła”?

„Dziadek z Voo Voo” wypuścił pierwszy singiel z nowego albumu, a ja dziwię się, że znowu moje ręce obeszły przy tym delikatne ciarki. Dziwię się, bo gustuję raczej w muzyce młodszych Waglewskich (Tworzywo i inne projekty Fisza, Emade…), których mam wiele płyt, ale „7” Voo Voo, a więc poprzednią płytę zespołu „starego W.”, kupiłem. Teraz na klipie do „Się poruszam 1” widzę panią tańczącą na protestach… żółtych kamizelek, a wraz z nią nawet kilku demonstrantów. O! Te ciarki mi przeszły na świetne spontan-tło i dobrą muzykę (klip jest genialny, ma klimat, jest wewnątrz gorących wydarzeń), ale gdy usłyszałem już uogólnianie w tekście, że „tańczę na nienawiść” to mi się stary nie Waglewski, a Grower w środku odzywa… Rozumiem sprzeciw wobec nienawiści i też mnie ona denerwuje, gdy jest patologiczna i bezmyślna. Z drugiej strony mamy przecież instynkt obywatelski i charakter, które to nie pozwalają na zamknięcie ust nam-społeczeństwu, stłumienie ludzi, całkowite zdeptanie godności. Także jeśli jest protest w słusznej sprawie, to „tańczenie” (czy inne pisanie kredą…) można uznać co najwyżej za głupotę, a nie uznawać za nią sam protest… Ja tańczę… gdy zabijają dzieci, ja tańczę… gdy nie stać mnie na paliwo? Zaśpiewałbyś tak panie Waglewski? Rozumiecie tą ignorancję?

(więcej…)

16.01.19 „Fajnie piszesz o ulicy, ale za dużo w tym Boga” – czemu?

Zaksięgowane do dziś wysyłki z „Drogą Legionisty” nr 24 zrealizowane, a więc niedługo przystąpicie do 100 stron lektury (dodałem też po dużo vlepek, prośba o promocję za ich sprawą)… Dzięki za zaufanie, niektórych od długich lat! Oczywiście „DL” zmieniła się, bo zmienił się (wewnętrznie) naczelny, ewoluowała. Tak jak Legia Warszawa jest wyrzutem sumienia dla innych ultras, tak praktykujący katolik jest wyrzutem sumienia dla „katolika” niepraktykującego, który rzekomo wierzy w Boga. Rzekomo, bo niby wierzy i wyznaje (na garderobie…?), ale nie interesuje go, co On ma do powiedzenia (a to dziwne połączenie, prawda?). Lepiej zamieść pod dywan to, że „trzeba się karmić chlebem i winem”…, a więc także spowiadać się i uczestniczyć w niedzielnej mszy świętej. „Fajnie piszesz o ulicy, ale za dużo w tym Boga” – to klasyk opinii od czytelnika dla każdego nawróconego twórcy z podziemia (rap, pisanie, żadna różnica…). Męczące to jest, bo znajduje się gdzieś na poziomie pytania „dlaczego zagubiony w ciemnym lesie człowiek świeci sobie znalezioną przed chwilą latarką, skoro tak fajnie sobie radził biegnąc na ślepo?”. Gdy znajdziesz światło widzisz więcej, szerzej, w większej liczbie kontekstów, celnie niczym rzuty Prewitta, aczkolwiek trudno to widzieć w takiej perspektywie osobie „z zewnątrz”.

(więcej…)

13.01.19 Mówisz Kreta – myślisz OFI, mówisz… i tak dalej…

Krótki sezon ogórkowy w Polsce ciągnie się niczym sprawa Wisły… Minęła sobota, wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy, jak mówił Alex z „Mechanicznej Pomarańczy”. Nachodzą mnie wspomnienia… Siedziałem wtedy z ziomkami już któryś wieczór pod rząd, piłem browary mieszane z wódką i oglądaliśmy klasyki podziemnych hate-VHS przegranych na DVD. Jak mi się, kurwa, nie chciało! Piwo nie wchodziło, nic nie wchodziło. – Ależ to jest piękny koncert! – komentował jeden z wpatrzonych w skaczący ekran kumpli, słuchając RAC z lat 90tych. – Włącz mecz – rzuciłem znudzony, bo leciały jakieś MŚ, ale nie każdy z moich znajomych, starych skinów, pokochał prócz glanów również futbol. Wykrzywili twarze. Lubię ich, ale nie rozumiem. Piękna jest subkultura szalikowa! Patrzysz przed siebie na sektorze, na ogrodzeniu siedzą fanatycy w klubowych kominiarkach, a dym z pirotechniki unosi się w kierunku pięknego nieba. Ulica przeniesiona na wielkie areny, połączenie idealne! Piątka po bramce przybita przez zawodnika zarabiającego dziesiątki tysięcy chłopaczkowi, który ledwo co wyżebrał na bilet. Co my byśmy robili bez naszych klubów? Czy odkrylibyśmy gdzieś takie połączenie szlachetnego chuligaństwa (w imię czegoś), sztuki i sportu? Pewnie nie i skazani bylibyśmy na jakieś szczątki, ochłapy klimatów osiedlowych, innych subkultur. Można przez chwilę skupić się na jednym, ale trzeba się zmienić, by pozostać sobą – przecież pewne rzeczy się nudzą! Nie chce mi się już pić, tym bardziej kiedy brakuje nowych zajawek, jak stare dziady, ciągle stare sentymenty.

(więcej…)