9.07.17 Gałęzie przysłaniające widzenie. Fragment „Dziennika…”.

Szukanie nowych sposobów ekspresji i przekazywania informacji stało się modnym kierunkiem wśród Autonomicznych Nacjonalistów, jednak gdy znudziło nam się wieszanie plakatów, nagrywanie rapu i malowanie graffiti dotyczącego bohaterów, okazało się że nowych pomysłów brak. I co gorsza – nowych informacji do przekazania społeczeństwu. Kwestię programu antykapitalistycznego i tak najsensowniej przedstawił NOP. Może nowy pomysł powinien zacząć się od wkroczenia na nowy poziom człowieczeństwa? Na zrozumieniu, że nasz aktywizm musi opierać się na silnym kręgosłupie moralnym, a to rodzi zupełnie nowe pola walki. Jak można wymagać od polityków, systemów i świata kierowania się moralnością skoro samemu jest się niemoralnym? Roboty jest sporo, tylko trzeba dobrze się rozejrzeć.

(więcej…)


9.07.17 RECENZJE: „Aż do piekła” (dramat kryminalny, USA, 2016).

Szukając jakiegoś niezobowiązującego filmidła do poduszki, trafiłem na ten kryminał, który jak się okazało, wcale taki niezobowiązujący nie był. Dwaj bracia, Toby i Tanner, by ratować rodzinną farmę przed bankructwem, zaczynają rabować banki. Wszystko idzie sprawnie i bezproblemowo, ale do czasu… Na pierwszy rzut oka nic oryginalnego, jednak „Aż do piekła” wymyka się klasycznemu podziałowi na dobrych i złych. Bankowe hieny ocenione są jednoznacznie, ale główni bohaterowie nie dają się łatwo zaszufladkować. Dużo tu odcieni szarości, bracia napadają na oddziały bankowe mając nóż na gardle, ale co z tego, kiedy przy okazji cierpią niewinni ludzie? Dodatkowo jeden z nich ma niezbyt równo pod sufitem, a swoją „przygodę” ze światkiem przestępczym zaczął od zamordowania ojca. Nic tu nie jest proste, za to bez lukru i (najczęściej) bez happy endu.

(więcej…)


8.07.17 Nadzieja. Fragment „Dziennika…”.

Mamy chociaż super wspomnienia z wczesnego dzieciństwa. Ci, po których wracamy mogą takich nie posiadać w ogóle i to od nas zależy, tak od Ciebie – chuligana, czy niekochany człowiek pozna coś pozytywnego, pozna miłość. Fanatycy muszą przełamać obojętność póki mamy czas – póki mamy czas zaznać prawdziwej miłości. Wywalanie komuś tapczanu pełnego robaków przez okno tylko w połowie jest pomaganiem mu w ogarnięciu chaty, druga część – i to ta podstawowa – to budowanie w nim pozytywnego wizerunku drugiego człowieka, który mógł być pogrzebany już u startu, np. za sprawą pijącego i bijającego ich ojca oraz obojętnej matki, która na to patrzyła i nic nie zrobiła. Ona też od dzieciństwa myślała, że tak po prostu musi być, gdy obserwowała w chałupie kolejnych pijanych wujków, z których co któryś przypadkiem klepał ją w młody tyłek. Nikt nie wypłacił tym wujkom jakże potrzebnego kopa w ryj.

(więcej…)


8.07.17 Po urlopie – przed kolejnym, a więc przystanek w hałasie.

Wybaczcie dłuższą nieobecność czytelnicy, ale już na samym początku wakacji postanowiłem zaliczyć mały reset. Aktywny i po części aktywistyczny wypoczynek spowodował, że bardzo przyjemnie jest teraz zasiąść „przed pianinem”, by Wam zagrać (ilu z Was na nerwach…?). Płonę z radości niczym Hamburg, heh. Nie lubię długo przebywać poza domem, bo pełno tam, hm, pięknego zła, niczym taniec Salmy Hayek w „Od zmierzchu do świtu” (i ta gitarka…). Jak to się mówi – szatan działa w hałasie (chociaż w Azji by się kłócili, bo tam wszyscy żyją na ulicach…), a Duch Święty w ciszy, więc nie ma co się zapędzać. Trzeba wrócić do cichych czterech ścian… nim zapędzimy się pod ścianę (jak antyglobaliści okradający sklepy), lub wykształcić w sobie kilka nawyków, czego nie udało mi się jeszcze zrobić.

(więcej…)


7.07.17 Legia Warszawa 1-1 (karne 3-4) Arka Gdynia (Superpuchar).

Czym jest przemawiający w stolicy Donald Trump przy przemawiającym z murawy stadionu Legii Jurasie…? No właśnie…, niczym, heh. Lato w pełni, a ranga meczu niezbyt wysoka, więc bilety były taniutkie. Był to strzał w dziesiątkę, bo Łazienkowska zapełniała się, jak na 7 lipca, szybciutko! Zawsze na początku nowego sezonu wraca do mnie podobna refleksja związana z powrotem sportowych emocji. Mecz Legii to dla mnie cześć życia, część patriotycznej kultury. Jestem na meczu najlepszej dyscypliny sportu (dla kibica), najlepszego klubu, pełnego szemranych typów, kojarzonego z nacjonalistycznymi poglądami i reprezentującego polski futbol, ale i często polski ruch kibicowski za granicą. „Legia!” – i tyle w temacie, kumasz?

(więcej…)


23.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

Typowa mama wesoło kręciła się po domu, ciesząc się z weekendu i bez pośpiechu wykonując małe prace domowe, typowy tata – przed rodzinnym wyjściem do kościoła – oglądał jakiś western, odpoczywając po pięciu dniach pracy fizycznej. Lata 90te. Dziś mama „spełnia się gdzieś na jodze”, a tata mieszka osobno i haruje już nie pięć, a siedem dni w tygodniu, chyba tylko po to, by umrzeć w jak największym bogactwie (czyli „godnie”). Nawet western, jak już o nim wspomniałem, się zmienił, dziś jest politycznie poprawny i „Siedmiu wspaniałych” (2016) pełen jest kolorowych „kowbojów”, heh. Tak jak wiele jest „nowoczesnych rodzin” i politycznie poprawnej kultury popularnej, tak też wiele jest „nowoczesnych ruchów kibicowskich”. Tu też wszystko bywa przewrócone do góry nogami, trudno dojrzeć SEDNO. Zawsze mam z tym problem, gdy czytam komunikaty, wypowiedzi, czy wywiady z członkami większości Stowarzyszeń kibicowskich. Ich układy oraz gadanie o tym, że teraz nastał czas spokoju i „tak trzeba” są przekonujące jak Koreańczyk na Dzikim Zachodzie i typowe jak tradycyjna katolicka rodzina promowana jako narodowy wzorzec w mediach i polityce XXI wieku. Czas leci – owszem, ale przyznacie, że wiele współczesnych trendów, czy to w polityce, kulturze, czy w ruchu ultras jest po prostu głupich i samobójczych dla klimatu. Każdy kto trzyma rękę na kasie nie będzie słuchał takich słów i pozostanie „praktycznym”, a że przeczy przy tym zasadom – kogo to dzisiaj obchodzi… Co z tego, że jakaś kobieta ma dzieci i jeden wolny dzień w tygodniu, skoro ważniejsze jest wykorzystanie go na karnet fitness? Co z tego, że ultrasi palą race i są niepokorni, skoro aktualnie nie współgra to z interesem…, no właśnie – czy oby tylko klubu? Cóż… jak to bywa w westernach – zawsze możesz zostać „samotnym wilkiem”, albo po prostu żyć po swojemu.

(więcej…)


23.06.17 Tramwajowy flashback.

Wchodzę do tramwaju, coraz więcej do mnie gada, coraz dziwniejsze maszyny w nim stoją (nie chce mi się z nich kupować, ostatnio udało się pokazać kanarom „sieciówkę” w postaci… karty kibica Legii, co by się inni pasażerowie nie zburzyli, że puszczają łysola – thug life! :-). Pamiętam jak znajomi chodzący w porucie wsiadali sobie na jakimś przystanku, zajmowali miejscówki w tyle i z kosami w ręku kroili jakichś mułów z Nokii 3210, a teraz to nie wiem, czy by ich ten bimbaj z kosmosu w reakcji nie zjadł, lub coś w tym zaprogramowanym stylu… Nie dziwcie się, że ludzie ledwo 30+ często wspominają „stare czasy”, skoro można było wsiąść tylnymi drzwiami i udawać, że nie znamy się z napotkanymi znajomymi, którzy właśnie dźgają kogoś w brzuch, a tuż przed nimi siedzi nieświadoma niczego starsza pani z zakupami. Niewielu rzeczy społeczeństwo było świadomych…, teraz facebook informuje ich o wszystkich stylach życia i pierdołach, a przez kiepskie reportaże z komercyjnych TV połowa społeczeństwa wcale nie wychodzi z domu. Pieprzone Nokie 3210 z wężykiem, w którego grali wszyscy i brak kamer. No tak… co by nie mówić o inwigilacji, pretekstów do zainwestowania w bomby Systemowi nie brakowało. Jadę dalej, wspominam sobie K. i D., którzy z tramwajami związali na jakiś czas swój sposób na zarobek.

(więcej…)


18.06.17 Kaftan (nie)bezpieczeństwa vs zasianie ziarna.

Wychowane w latach dziewięćdziesiątych ekipki z pełnych patologii szkół podstawowych. Na początku wszyscy kolorowi, pełni wszelkiego rodzaju nadziei, potem coraz bardziej szarzy, zalani tłuszczem i z coraz konkretniejszymi problemami na barkach, zmuszeni do podejmowania coraz trudniejszych decyzji. Niektóre losy potoczyły się tak, wykręciły, że trudno w nie uwierzyć. Mówi się: kto żyje wspomnieniami – już umiera. Ostatnio zdałem sobie jednak sprawę, że cały czas produkuję nowe wspomnienia. W tej chwili, w której należy zrobić w życiu przystanek – bywam zadowolony i zatrzymuję się na dłużej przy teraźniejszych wydarzeniach np. słuchając ulubionych płyt, nie tkwię tylko w latach 90tych. Będę to dzisiejsze opisywał pewnie za 10 lat… w każdym razie cały czas życie bywa inspirujące, ciekawe, są chwile, gdy serce rośnie. Właśnie jestem przed podjęciem kolejnej pojawiającej się w życiu każdego dorosłego człowieka ekstremalnej decyzji, która zmieni wiele. Która, przede wszystkim, spowoduje rozstanie. Z ludźmi, z miejscami, z perspektywami (chodzi o kwestie zawodowe). Ciemnymi nocami gotują mnie te decyzje. Niepodjęte, nie znamy ich, choć może były piękne [1]. Życie to niekończące się ekstremalne decyzje, OKAZJE do zmian, kto się ich boi – może i żyje w swoim spokoju (nie znam takiego spokoju…), ale nie otworzy wielu drzwi, które mógłby otworzyć.

(więcej…)


17.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

Zamówiłem żarcie do domu, nosz kurde – znowu miałem ochotę. Tybura też ma brzuszek, a dzisiaj wygrał, no nie? Przyjechał kierowca po dwóch godzinach, mocno trzyma worek z pudełkiem dopóki nie dam mu pieniędzy – uczą ich ostrożnie żarcie roznosić na mojej dzielnicy. Patrzy uważnie, raczej jak przed jakimś starciem niż przed przekazaniem kurczaczka z ryżem. Panie, tu spokojny dom z wiszącym krzyżem! No fakt, ale już na półpiętrze lubią spać menele. Posilony konkretnie, wreszcie mogę nakreślić kilka słów. Przede wszystkim dzięki za opinie po „Dzienniku…” – oczywiście czekam na kolejne, bo ziny ciągle są wysyłane. Zacznijmy od słonecznej (ktoś musi…) Italii – CasaPound starło się z policją pod włoskim Senatem (LINK). Warto to podkreślić, że nacjonaliści protestują tam przeciwko nowemu prawu – już nie o „przyjęciu uchodźców”, a pozwalającemu na przyznawanie obywatelstwa Włoch wszystkim urodzonym na terytorium Italii. Typowy „następny krok”, którego liberałowie w Polsce nie chcą przewidzieć, lub nie chcą mówić o tym, że przyjmując imigrantów prędzej, czy później trzeba będzie go postawić. Wtedy to ja, białas, będę bał się otworzyć drzwi kolesiowi z żarciem…

(więcej…)


16.06.17 Kochać. Nienawidzić. Fragment „Dziennika…”.

Słucham nowojorskiego jazzu na słuchawkach, w tym samym czasie czytam biografię Amy Winehouse, z którą ojciec, angielski Żyd, biegał za dzieciaka na (a jakże) Tottenham. Jestem za czymś na zasadzie segregacji, ale w przeciwieństwie do niektórych nacjonalistów – ci chrześcijańscy widzą w innych ludzi. Koleżka z Aleppo jest dla mnie koleżką z Aleppo, nie podczłowiekiem. Amy, żydówka, ale… co ona wie o Izraelu? Niestety, migracja jest winna chaosu w narodach, mimo że owoce nie zawsze są całkiem zgniłe, to naturalne. Prócz kwestii rasy istnieje wiele innych kwestii oceny. Ja jednak nie o tym. Ojciec Winehouse zdradził żonę, córka pełna uzależnień – w tym od seksu, a na kartkach biografii i w piosenkach tak wiele słów o miłości, uczuciach…

(więcej…)


16.06.17 RECENZJE: „Droga życia” (dramat przygodowy, 2010).

Santiago de Compostela to jedno z popularniejszych miejsc na świecie będących celem pielgrzymów. Co roku odwiedzają je setki tysięcy ludzi. Oczywiście wśród nich sporą część stanowią zwykli turyści, zwabieni popularnością drogi św. Jakuba, do czego swoją cegiełkę dołożyli znani pisarze (m.in. Coelho), czy sportowcy (Iniesta, Torres, Marchena i Busquets). Po obejrzeniu „Drogi życia” do tej listy można spokojnie dopisać Emilio Esteveza i Martina Sheena. Jest to historia szanowanego doktora, którego syn postanawia zerwać z dotychczasowym, nudnym, życiem i wyjeżdża do Europy. Niedługo potem, Tom dostaje telefon z Hiszpanii z wiadomością, że Daniel nie żyje. Niezwłocznie udaje się po ciało i kiedy na miejscu okazuje się, że jego syn zginął pielgrzymując do Santiago de Compostela, postanawia za niego dokończyć trasę.

(więcej…)


12.06.17 „O wszystkim i o niczym”.

Idealnego państwa, wymyślonego w głowach elit, nigdy nie będzie, bo nie wszyscy nadążą za jego koncepcją. Zdaję sobie sprawę, że gdyby któryś z władców np. zamknął granice z racjonalnych przyczyn demograficznych, ale nie popierał zwyrodnialstwa i cwaniactwa względem tych, którzy chcą tu się dostać (a jedynie prewencję wg prawa), nie oznaczałoby to, że wszyscy strażnicy graniczni ogarnęliby kwestię sprawiedliwości i nie powstałby jakiś nieformalny „klub stosujących tortury”. Wielki umysł – miłosierny, lub świętość, to margines. Ile jest śmiechu z szeregów III Rzeszy, które licznie przeczyły koncepcjom wodza? Pochodzeniem, orientacją seksualną, wiarą, czy czymkolwiek innym… Ale ile jest śmiechu (też przez łzy…) z tolerastów, którzy wpuszczają do Europy terrorystów, a z gender robią temat w szkołach? Naprawdę myślicie, że kiedykolwiek na ziemi powstanie idealne państwo, że głupi człowiek nie przegnie? Dorastanie w buncie to niekoniecznie lenistwo, lecz właśnie pojęcie tej kwestii. Mimo to – należy walczyć o to, by jak najwięcej praw służących rozwojowi narodu, a nie jego degeneracji, znalazło się na górze i promować dobre wartości. Niezłomnie – do samego końca. A potem, równie niezłomnie, walczyć z patologiami wewnątrz… Bez popadania w samozadowolenie! W państwie, w Kościele, w ekipie i w rodzinie… Tylko czy sam jestem bez winy i nie jestem szkodnikiem…? Wariatkowo.

(więcej…)


12.06.17 Diabeł tkwi w szczegółach. Jeden.

Czasem łapię się na ocenianiu, a nie powinienem. Kto wie, może Bóg wsadził zachlanego dziada do baru „U Zdzisia” za winklem, bo dziad najpierw ma upaść i powiedzieć coś Heniowi, a Heniu tylko innego zachlanego dziada wysłucha – księdza nikt z tego pubu nie potraktuje poważnie. Kto jest tu tylko na „pewnym etapie” i ma jakiś plan do wykonania? No właśnie… To m.in. dlatego w naszej wierze spowiadamy się z oceniania innych, z rzucania kamieniem, mimo, że też „byliśmy tam” – bywamy ciągle, nadal wchodzimy na drugą stronę. Granicą może być… ten jeden. Po jednym wjeżdża cała reszta. Powiem Ci dlaczego być może nie potrafisz się odnaleźć w wierze katolickiej, a konkretniej w trwaniu w łasce uświęcającej. Po prostu powiem Ci…, mi też to sprawia niesłychaną trudność. Chodzi o jeden…

(więcej…)


11.06.17 RECENZJE: „Django” (film, Tarantino, 2012).

A co to za jegomoście w workach na głowach? To Ku Klux Klan, który narzeka na kiepskie kaptury, heh, z filmu „Django” (2012) mistrza Tarantino. Wróciłeś z roboty, albo z sali treningowej i nie masz ochoty na zbyt intelektualną rozrywkę, ale z drugiej strony film fantastyczny w wersji dla uzależnionego od gier kretyna to dla Ciebie STANOWCZO za mało? Właśnie w takich przypadkach sięgnij po Tarantino! Na biurku leży u mnie aktualnie Dostojewski, innej dziedziny klasyk, którego nadrabiam, ale nie panie Rusek…, nie kiedy Łukaszek jest dętka. Western, łowca nagród Schultz i czarnoskóry niewolnik Django wyruszają w podróż, by załatwić kilka spraw… A jak czarnoskóry niewolnik to i kwestie rasowe, po które to (jak rozumiem) chętnie sięga i mierzy się z nimi czytelnik „DL”. Oczywiście rasa nie jest głównym powodem sięgania po Tarantino, ba – nie jest żadnym powodem. To reżyser, który tworzy nietuzinkowe sceny, postacie i dialogi. Nawet gdy jest to western… Nie każdy dobry film musi być od razu dramatem psychologicznym, czy thrillerem politycznym.

(więcej…)


8.06.17 Człowiek-zwierzę…? Szukaj! Fragment „Dziennika…”.

Mam nadzieję, że każdy Autonomiczny Nacjonalista wróci do wiary chrześcijańskiej, bo jest to po prostu mądre i racjonalne. Już Leon XII w 1891 roku wspierał prawa robotników, a więc koledzy ateiści-nacjonaliści nie głoszą dla Kościoła absolutnie niczego nowego. Pomijają przy tym istotną kwestię „skąd pochodzimy”, a zatem… i tak wrócimy do punktu wyjścia, szkoda czasu. Co z tego, że ludzie „anty” mają swoje tezy dotyczące Chrystusa, skoro… są to tylko tezy „anty”? Odpowiedzi na pytania w co sami wierzą są po prostu głupie (zazwyczaj ich nie ma…), a na pewno nie są bardziej racjonalne niż wiara chrześcijan. Tak jak wspominał G.K. Chesterton, nic nowego nie wymyślicie, bo Kościół wszystko już dawno ze sobą przegadał. Przegadał tak wiele i często tak wcześnie, że… twórcy „nowych/starych” zwątpień zdążyli o tym zapomnieć.

(więcej…)

Strona 6 z 215« Pierwsza...45678...Ostatnia »