12.01.19 Dziki tekst o dzikach i dzieciach…

Tau nagrał filmik, w którym wyszydził medialną oraz celebrycką akcję dla… ochrony dzików w kontekście zabijania dzieci nienarodzonych (filmik wrzuciłem w jednej z ostatnich aktualizacji). Kilku komentatorów z naszej strony dziwiło się takim porównaniom, że po co wyciągać dzieci z trumien w tej innej („dzikowej”), również słusznej sprawie? Otóż czasem może trzeba i nie do końca sprawiedliwy kontekst właśnie będzie potrzebny dla wywołania refleksji? Wyobraźmy sobie sytuację, że rozpoczyna się w Polsce nowy Stan Wojenny, na ulicach jeżdżą czołgi, a telewizja razem z kilkoma znanymi śpiewaczkami zajmuje się organizowaniem charytatywnej akcji na sokoły wędrowne, ptaszki zagrożone wyginięciem. Też powiecie, że ptaszki jedno, a czołgi drugie, mimo że o czołgach się tyle nie mówi, a w większości mediów nie mówi się wcale? I o to właśnie chodzi, a nie o dziki. Jak Ci dziecko leją kijem na ulicy to akurat w tym momencie zajmujesz się sprzątaniem z niej leżącego nieopodal gówna po psie? Wszak trzeba, nowoczesny patriotyzm i te sprawy (sprzątam, sprzątam…)!

(więcej…)

12.01.19 #Barber Shop.

Jak co dwa tygodnie byłem strzyżony w moim ulubionym Barber Shopie. Włosy już skończone, gorący ręczniczek zdjęty z buzi i czekam sobie na strzyżenie brody, maszynką, nożyczkami, brzytwą. Puścili mi Fisza Emade „Dwa ognie” (bracia wypuścili nowy singiel!), więc prawie odjechałem, było mi tak błogo, że usypiałem. Barberka jest bardzo dokładna, siedzę tu już jakieś 40 minut, a dopiero połowa roboty… Aaaaaah. Lubię to – wyczekuję długimi dniami tego przymusowego (inaczej nie potrafię) siedzenia bez ruchu w wygodnym fotelu, przerwy w miejskim biegu, nie myślę wtedy o niczym bolesnym… To moje SPA. Poranne newsy dodatkowo łechtały mój relaks. Legia w końcu przepracuje obozy przygotowawcze (z radością oglądam przy kawie video z Portugalii, jak oni pracują to ja jestem jakby spokojny w pewnych kwestiach…), więc myślę nieskromnie, że CWKS wygra ligę, puchar, a ja zarobię (nie)dużo pieniędzy u bukmachera. Taki jest plan na wiosnę, jeśli chodzi o piłkę nożną. Patrzę w lustro, w jednym oku widzę „eLkę”, w drugim symbol dolara, a w trzecim, by wydać go na bilety na mecze… Po chwili jednak zobaczyłem coś jeszcze…

(więcej…)

12.01.19 Mistreat – „Heartless Bastards” (RACOi!, Finlandia, 2018).

Obrodziło ostatnio w powroty niegdysiejszych tuzów sceny RAC. Ubiegły rok przyniósł nam nowe krążki Fortress i Mistreat, z tym, że Finowie już wcześniej zdążyli sporo pograć na żywo (można ich było nawet zobaczyć w naszym kraju). Tak czy inaczej, po 13tu latach od wydania ostatniego długograja i jednocześnie w 30tą rocznicę powstania zespołu, światło dzienne ujrzał „Heartless Bastards”. Zastanawiałem się, czy Muke po takiej przerwie stanie na wysokości zadania i znajdę na tym albumie choćby jeden utwór dorównujący takim hitom jak „These Days”, czy „Finland Skinhead”, ale kiedy z głośników poleciały pierwsze dźwięki otwierającego ten krążek „Born without a Spine”, wiedziałem, że będzie dobrze.

(więcej…)

10.01.19 O! Znowu pytania…

Generalnie niczego nie żałuję, ale trochę mnie dręczy, na modlitwie, że przez życie „na czarnym humorze” i z tabu łamanym już od małego dzieciaka, nie będę w stanie uszanować w pełni Jego majestatu. Mówiąc wprost… – mamy zryte łby bracia i siostry, częściowo ze swojej winy, a częściowo z winy świata wokół (stale, od nowa atakuje on uzyskaną w ascetycznym trudzie czystość serca…). Nie dziwmy się, że każdemu z nas można by przypiąć łatkę „wierzącego specyficznie”. Na szczęście są Dzieje Apostolskie i ogólnie Ewangelie, jest Stary Testament… kto tam nie był specyfikiem, a nade wszystko – kto tam nie miał wad? Noe się upił, Dawid miał romans, a Piotr wyparł się Chrystusa… Kto czyta – nie błądzi, stara prawda, ale żeby nie grzeszyć nie wystarczy czytać, tylko trzeba trwać w modlitwie. Nauka zaś jest taka, że to co stare – zostawiasz w konfesjonale i masz ufać, zapominać – w ascetycznym trudzie – stare obrazki, jeśli owe są. Inaczej byłoby bez sensu.

(więcej…)

9.01.19 Wszystko bywa grą… Przede wszystkim z czasem.

Wszystko bywa grą. Szczęście człowieka „nowej Europy” jest grane przed lustrem. Szczęście, którego szuka w ciągle nowych, egzotycznych rejonach, lecz w pewnym wieku ma już pewne wrażenie tkwiące głęboko w tyle czaszki, że to – np. modna akurat joga – tylko jeden z kolejnych rejonów, który prędzej, czy później zawiedzie go i machnie na niego ręką mówiąc, że i tak czeka tylko na nieuchronną śmierć, próbując umilić sobie pierwsze zmarszczki i wypalenie, a przede wszystkim problemy w zdobyciu hajsu na konsumpcję. Powie: pora się napić… „Reinkarnacja jest, czy jej nie ma?” – pada pytanie przy latte. Kogo to tak naprawdę obchodzi z tych hipsterów, i tak chodzi im tylko o ten moment przejścia, właściwie o jak najweselsze przejście przez świadomość kruchości ludzkiego ciała, o nadzieję… O robienie czegoś modnego. W taki sposób nie można być zawsze szczęśliwym. Ale tak naprawdę… w żaden nie można.

(więcej…)

7.01.19 Jak Maksymilian M. Kolbe i… niejaki Christophe D. z Francji.

Uff, „DL”24 „odhaczony”, więc można coś wreszcie napisać na (w miarę) luzie… Maksymilian M. Kolbe, jak przekonuje Tomasz P. Terlikowski w biografii polskiego świętego, podając głośne, przemilczane przez Franciszkanina wydarzenia dziejące się w ówczesnej Polsce, nie zajmował się w swojej działalności wydawniczej politycznymi sprawami bieżącymi. Ktoś kto naprawdę żyje modlitwą, ten chyba nie potrafi zwracać uwagi na politykę w takim wąskim, brudnym, czyli typowo ludzkim sensie („to jest gra dzieciaku!”, ble…), jeśli już – patrzy na tego typu doniesienia szerzej (Kolbe akurat zwalczał słowem masonerię, której działania dziś odczytujemy jako „szkodliwą moralnie aktywność lewaków w mediach i polityce”). Być może idąc za tym przykładem, a także wieloma innymi (Christophe D., mistrz Francji w kategorii ciężkiej boksu także podszedł kilka dni temu do polityki po swojemu :-), niezbyt chce mi się komentować np. wejście A. Andruszkiewicza do rządu, na którym z początku stycznia skupiły się memy (ze wszystkich stron, to żałosne, że jakiś dewiant może być politykiem, czy tam członkiem reality show, a „narodowiec” nie – liberałowie bardzo się boją i od razu robią aferę jakby Auschwitz ponownie zaczął działać…). Andruszkiewicz? Tak to jest, że za wierność Systemowi (System nie musi oficjalnie pluć na godło i zabijać dzieci, ale zobaczcie ustawy, zobaczcie unie, do których „dumnie” należymy…) dostaje się nagrody, a za prawdziwy bunt ludzie mają wizyty w domu, nie zachowujmy się jakbyśmy się urodzili wczoraj… Bardziej interesują mnie Ci, którzy tego domu nie mają, a więc WPW (no dobra…, Christophe D. też dał radę na „żółtych kamizelkach” :-).

(więcej…)

Spis treści papierowej „Drogi Legionisty” nr 24 (zima 2019)! 100 stron!

Kolejny numer papierowej „Drogi Legionisty” złożony! Pod nazwą „DL” spotkam się z Wami na papierze po raz 24, a data wydania to zima 2019! Zin ten to 100 stron nowych/świeżych materiałów dotyczących sportu, wiary, polityki, kultury, życia i wszystkiego, co znacie z mojej twórczości! Prócz moich przemyśleń, przeczytacie ciekawe materiały od zaproszonych gości, korespondentów, od udzielających wywiadów nacjonalistów z Casa Pound Italia, raperów (CR, Klarenz), wydawców zinów („Antisocial”), a nawet założyciela klubu sportowego i jednocześnie kumatego kibica. Rekordowa jest liczba recenzji! Jest tu też kilka relacji z meczów Legii oraz innych klubów pisanych specjalnie na papier! Felietony dotyczą praktycznie wszystkich aspektów naszego życia, od tych wielkich po zwyczajną fascynację codziennością – w mieście i poza nim! Jeśli interesujesz się rozważaniem różnych kwestii w klimacie podziemia – „DL”24 musi się znaleźć w Twojej kolekcji! Do zina dodaję vlepki z motywem przewodnim okładki, a dla części także inne vlepki (do wyczerpania zapasów)! Zapraszam na szczegółowy spis treści! 

(więcej…)


31.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Tu chodzi o przesunięcie granicy, o którym pisałem nie raz – w kontekście kibicowskim jak i politycznym. Kto tego nie uchwyci, jego środowisko powoli wyginie, lub przesunie się na margines. Jeśli na poważnie bierzemy dyskusje o tym, czy odpalenie petard na meczu jest przesadą, czy nie, zastanawiamy się kiedy odpalać – to petardy będą „deadline” dla naszych oprawców, Systemu. Jeśli wszyscy mieliby to w dupie i robili swoje na maksa, „deadlinem” byłoby np. bieganie po murawie. Mądre głowy by gadały w studiach telewizyjnych, „o, dzisiaj wybiegli, trzeba ich ukarać!”, a petardy nie byłyby nawet warte uwagi, bo na takie pierdoły po prostu nie byłoby czasu. Podobnie jest w polityce, na Marszu spokój to czepiają się haseł Czarnego Bloku i tak będą brali palec po palcu od „oficjalnych narodowców” aż staną się oni drugim PiSem, który boi się wszystkiego – od czarnych protestów po ekologicznych dziwolągów. Dlatego ceń radykała swego, bo… możesz stracić wolność. Problem polega na tym, że reakcja musi być masowa, bo jednostki są łatwe do wychwycenia. Podobnie jest z wiarą (obok nie egzorcyzm, a ultras Hajduka z krzyżem) – kto „oddziela” i „kitra” skazuje naukę Jezusa Chrystusa na marginalizacje. Jeśli to Bóg – Jego nauki trzeba brać na maksa. Proste.

(więcej…)


28.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Wolę nauczać w starej szkole i przerabiać klasyk niż być kotem w nowej szkole, ale nie posiadać klasy. Widzę pierwszoklasistów na boisku w grze, ale czy to pierwsza klasa? Nie! To klasa B – to Piotrek „Tau”. Stara szkoła podziemnej prasy, zinek, na wykończeniu! Bunt rodzi literata, ale bunt rodzi także nacjonalistę i każdego innego –stę. Zdaliście już sobie sprawę, że jesteśmy romantycznymi marzycielami i że nasze wizje są tym, co generalnie nie ma prawa ziścić się w realnym świecie (w polityce, na trybunach, gdziekolwiek…)? Ja to już wiem, co nie znaczy, że nie piszę i nie jestem nacjonalistą. Najważniejszą cechą powołania literackiego jest być może to, że kto je poczuł, samą jego realizację traktuje jako największą nagrodę, większą, o wiele większą niż wszystkie, jakie dzięki swej działalności mógłby zyskać – to Mario Vargas Llosa. Nie czujesz tego? To nie pisz! „Drogę Legionisty” nr 24 dedykuję zupełnie szczerze, swojej miłości jaką jest pisanie i jaką jest podziemie. I każdy taki zwyczajny, spontaniczny wpisik jak ten – również… Kropka. Podczas spowiedzi przedświątecznej dłonie trzymałem na tym oparciu na łokcie pod kratką księdza, a nogi gdzieś z tyłu na ławkach i robiłem pompki… Na pasterce (dobiegłem za tramwajem) robiłem triceps – dłonie na ławce, a nogi wyłożone na tej przede mną i heja powtóreczki w przerwach… Nie no… beka z tych, co nie potrafią odpocząć nawet w Boże Narodzenie (niedawno też nie umiałem, wszyscy bywamy śmieszni z tymi swoimi misjami w bani). Ale po odpoczynku…, tak trzeba wstać z kanapy.

(więcej…)


27.12.18 RECENZJE: „Po co światu mnich?” (książka-wywiad, 2018).

No właśnie… spytasz, „po co”…? A tym bardziej „po co o nich tyle piszesz”…? Z chęcią przeczytałem wywiad-rzekę z mnichem z zakonu trapistów (bardzo surowa reguła) Michałem Zioło, który w bardzo przystępny i ciekawy sposób opowiada o tych, którzy czuwają na modlitwie siedem razy dziennie, kiedy świat śpi i kiedy hula w najlepsze. To Boży fanatycy (znani m.in. jako męczennicy, których historię opowiada głośny film „Ludzie Boga”), a ja fanatyków szanuję. Zażyczyłem sobie na święta, prócz książek oczywiście, takie lepsze naczynia do picia herbaty jakie znam z klimatów dalekowschodnich, a tak się składa, że BUSHIDO jest tematem przewodnim papierowego zina, którego właśnie wydaję, by w jeszcze lepszym klimacie odpoczywać czytając – nie tylko podczas świąt. Dobre herbaty (abstynent musi coś sobie wymyślić…), dobra lektura duchowa – to wszystko wprowadza człowieka w… bojowy nastrój, bo my przecież nie z tych, którzy zbyt długo potrafią tak wypoczywać… Polecę Wam tą książkę w kilku zdaniach.

(więcej…)


24.12.18 „O wszystkim i o niczym”.

Na święta obejrzy się czasem kilka filmów, chociaż niekoniecznie chrześcijańskich… Takim było u mnie, już wczoraj, „Życie Pi” (2012), a więc głośna ekranizacja książki Yanna Martela (2001). Nie tyle zaciekawiła mnie sytuacja znalezienia się chłopca z tygrysem na jednej szalupie (to kojarzymy z plakatu), ale fakt, że główny bohater łączył w sobie… hinduizm, chrześcijaństwo i islam. Taki indyjski bałagan i to jeszcze do potęgi (polecam recenzję: LINK). Film miał zatem swoje przesłanie o „tamtym świecie”, a nie tylko przepiękne zdjęcia, podkręcane, lub całkowicie stworzone komputerowo. Okazało się jednak, że to nie tylko jakaś tam baśń, a historia o tym jak ekstremalna sytuacja wyzwala w nas instynkt mordercy (znacie to?). Spoiler. Pi… jest tym tygrysem, z którym jest na łodzi, piękny kot (spokojne dziecko) przeradza się w dziką bestię (zabijającą, by przetrwać, lub z zemsty). Niby film również o Bogu, ale… nie o naszym, bo Jezus… „ma w nosie” sytuacje takie jak ta. Wielu świętych męczenników chrześcijaństwa charakteryzuje się właśnie tym, że nawet w obliczu wroga nie zmienili się w dzikie bestie… I to jest chyba w naszej wierze najtrudniejsze… Także dla wyznawców innych religii, ateistów oraz agnostyków… Piszę o tym dlatego byście nie dali się nabrać na jakieś New Age’owe paplanie o „jakimś tam bogu” (pełno tego w TV), nie wymyślali własnych religii pod siebie i pod swoją wygodę… Tego życzę dziś przy stole i na pasterce – przyjęcia naszego Boga jak dziecko, z prostotą… Pamiętania o tym, że Jego wcielenie dało człowiekowi nowy przykład pokonywania barier związanych z ludzkim ciałem.

(więcej…)


24.12.18 Para Elite & Total Annihilation („przerzuty” z left side…)!

Jest to ostatni artykuł o Para Elite na łamach „Drogi Legionisty”, a na prośbę redaktora naczelnego zina napiszę też o Total Annihilation. Treść dotycząca obu zespołów będzie wspólna, a chodzi o album Para Elite/Total Annihilation „Battle On” (wydany w Skinflint Rec.). CD został wydany w 2014 roku i był to debiut Para Elite. Zespół nagrał pięć utworów z czego ostatni zatytułowany „Skinheads to cover Condemned 84”. Oprócz Sean’a Coopera na wokalu i Roberta Kleber’a na basie w zespole grali Tai Harbison na gitarze i ClifWarby na perkusji. Utwory takie jak „Battlecry”, „Don’t Wanna Hear” i „Patriot” zostały później ponownie nagrane na albumach „Push On” i „Do What We Do”. Jeżeli chodzi o Para Elite, to wyczerpałem temat. Zespół zakończył działalność, i uważam, że jest to strata dla sceny, ale nie mam na to wpływu. Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś się reaktywują, a teraz specyficzna historia i wkład Total Annihilation…

(więcej…)


23.12.18 Czy to oby nie jest początek…?

Powiecie, że drętwo tu trochę, ale ja już zacieram rączki, bo szykuję/kończę dla Was stustronicową bombę nowych tekściorów spod średnio utalentowanego, ale szczerego pióra Growera i ziomków! W przerwie tworzenia na papier naszła mnie pewna refleksja poboczna. Zazwyczaj gdy piszę jakąś publicystykę jest ona o „końcu pewnej epoki…”. Zauważyliście tą tendencję, nie tylko u mnie? Weterani-pesymiści, a ledwo trzydziestkę przekroczyli! Zastanawiam się, czy rok 2019 będzie „początkiem jakiejkolwiek epoki”, rokiem, w którym powstanie/stanie się coś pozytywnego dla naszych klimatów…? Czy może jesteśmy skazani wyłącznie na wymieranie i strzępy radości, wspomnienia, ekstazę raz do roku…? Zgryźliwi tetrycy…

(więcej…)


„Mówię to w twoim języku – jedyna szansa, że w końcu zrozumiesz”.


22.12.18 Zakurzoną klawiaturą pisane… A może Bóg tak chce?

Mam uwaloną kuchnię, stertę talerzy, worki śmieci do wywalenia… Nie przejmuję się tym zbytnio. Żona właśnie kima na kanapie zmęczona życiem (zero pretensji z mojej strony), obok pies – on zawsze jest zmęczony. Ja zajęty byłem lekturą, oglądaniem meczów. W tygodniu też nie miałem czasu, praca, sport, uprawiany, oglądany… Oczywiście piszę wszystko to, co robiłem obok prób duchowego przygotowania się na święta (o tym pisałem Wam w innych tekstach). Powstają oczywiście jakieś memy o tym, że „Jezus też urodził się w grocie”, więc „sprzątać nie trzeba” i… coś w tym jest. To znaczy, warto, ale niekoniecznie na pierwszym miejscu, do dziś zbyt wściekły latałem… Najpierw trzeba posprzątać w swoim ciele… odpocząć, potem w duchu – modlić się. Reszta to tylko dodatek. Z czegoś mam zrezygnować? Ok., rezygnuję z polerowania, lakierowania, całego tego cukru… Jak stwierdzimy z żoną, że trzeba coś z tym syfem zrobić, pomogę jej. Może stereotypowa Grażynka miałaby czas pójść do spowiedzi, gdyby nie robiła sobie paznokci i nie zdzierała parkietu, by wydobyć każdy skrawek kurzu…? Mam wywalone, jestem zadowolony, bo wypoczywam i przygotowywałem się i przygotuje ciągle, duchowo, a moja rodzina też była u spowiedzi. Pójdę na pasterkę, wybaczam rodzinie, że współtworzą ją także idioci (oczywiście oni tak myślą o mnie), nikogo nie gonię…

(więcej…)