2.07.10 WSPOMNIENIA KIBICA: SPOTKANIA LEGIJNO-BEŁCHATOWSKIE.

16 lipca Legia zagra sparing z GKS Bełchatów (wcześniej, 9 lipca z Ząbkami). Z tego powodu chciałbym odgrzać starego kotleta gdyż myślę, że jest tego warty. Mecze Legii i GKS Bełchatów wbrew pozorom mają jakąś tam historię i co ważniejsze – nie zawsze były to mecze piknikowe. W latach 90tych działo się – nie tylko w Bełchatowie, ale również w Warszawie! Były to lata, w których ogólnie często coś się działo. Szczególnie owocny w warszawsko- bełchatowskie emocje był rok 1998. Najpierw grano w Warszawie. Na samym meczu spokój lecz po spotkaniu dogoniony przez Legię został bus z Lęborka (wspierająca GKS – Pogoń Lębork). Łupem padło kilka szali oraz 2 flagi: Pogoni i Bałtyku. 7 listopada 1998 Legia grała w Bełchatowie Puchar Polski. Udało się fanom GKS po meczu w Warszawie (czego nie można powiedzieć o ich ówczesnych przyjaciołach), ale nie poszło im u siebie. Na sektor gospodarzy wpadła Legia i doszło do starcia z miejscowymi. Były to czasy kiedy GKS tworzył niewielką grupę znad flagi „Valiant Boys”, która wbrew pozorom – i mimo rywala w postaci Widzewa – nieźle sobie radziła jak na potencjał miasta (w sensie byli, jeździli). Zapraszam na wspomnienia z tych meczów. Będzie tekst Bełchatowianina, Warszawiaka oraz zdjęcia ze wspomnianych spotkań!  O owe wspomnienia postarał się „GP” (życzę powodzenia na nowej ścieżce życia i dzięki, że mimo przygotowań znalazłeś czas!), który uzupełnia swój tekst cytatami ze starych zinów w tym relacją GKSiaka. Jest co czytać!

Ł     

BEŁCHATOWSKIE WSPOMNIENIA

Pamięć człowieka to taka przypadłość, która bardzo szybko się zaciera. Często kojarzy się wydarzenia jednak gdy przychodzi do zebrania wszystkiego do kupy żeby miało to ręce i nogi… zaczynają się problemy. Jednak od czego w wypadku sklerozy mamy pisemne przekazy. Zresztą pokażcie mi książkę historyczną, w której nie ma żadnych odniesień do wcześniejszych opracowań. Dlatego w tych wspomnieniach posłużyłem się opisami zamieszczonymi na łamach niezależnych i oldschool-owych zinów. Może ktoś za jakiś czas ogarnie się i opisze zjawisko tych wydawnictw? Dobra czas na  konkrety.

15 maja 2010 warszawska Legia rozegrała ostatni w tym sezonie mecz u siebie z GKS Bełchatów. Nie ma co pisać o atmosferze panującej obecnie na Łazienkowskiej bo każdy kumaty wie jak to wszystko wygląda. Mnie przy okazji tego meczu naszło na pewne wspominki związane z meczami obydwu drużyn, a w zasadzie tego co działo się od tej „ciemnej strony”.

Z tego co pamiętam pierwszy mecz miał miejsce w Bełchatowie  w sezonie 1995/96, GKS był beniaminkiem w ekstraklasie. Co działo się na kilka dni przed dobrze opisuje program wydawany w tym czasie przez fanów z Łazienkowskiej (program nr 21/95/96):  „Przed meczem z Legią w Bełchatowie wybuchła panika. Nie chcieli tam kibiców Legii i trudno się temu dziwić. W ostatniej chwili przyspieszono mecz o dwie godziny… miejscowi działacze posunęli się nawet do tego, że wysłali do Warszawy bilety dla legionistów „w obawie o awantury przy kasach”. Ogłoszono w prasie, że w Bełchatowie już nie ma biletów” .

W dużej mierze takie zachowanie bełchatowskich działaczy było spowodowane doświadczeniami jakie zdążyli już zdobyć grając te kilka meczy w ekstraklasie. Kilka kolejek wcześniej klub ten gościł łódzki KS i około 700-800 osobową grupę fanatyków tej drużyny. Przytoczę fragment kolejnego zina (Fan Śląska nr2 1996) odnośnie tego meczu: „Przez całe spotkanie toczył się dym na linii fani ŁKS-u kontra policja… Łodzianie nie pozwolili niebieskim wyjść z wąskiego korytarzyka zrobionego z siatki, lejąc chamów pasami, kawałkami lodu i ziemią (?). Dym trwał przez cały mecz! Po spotkaniu… fanów ŁKS-u wypuszczano pojedynczo, robiąc im przy okazji ścieżkę zdrowia. Zatrzymano posiadających kominiarki, właścicieli pasów, fleków i spodni w plamy i łysogłowych … Według nieoficjalnych danych 7 mundurowych doznało uszkodzeń części zamiennych, w tym jedna złamana ręka – po wykręceniu tarczy”. Warto jeszcze powrócić do kwestii wspomnianych biletów dla kibiców Legii… niestety nie mogłem odszukać tego biletu ale mniej więcej pamiętam, że na odwrocie była informacja o tym czego na stadion w Bełchatowie wnieść nie wolno… chodziło min. o drabiny, skrzynie itp. (jak ktoś ma skan tego biletu to bardzo proszę o podklepanie go na maila „Drogi Legionisty” drogalegionisty@gmail.com).

Oprócz manewrów z biletami oraz zmianą godziny rozpoczęcia spotkania specjalnie na mecz z Legią posiłkami z całego województwa zostały wzmocnione miejscowe służby mundurowe. Pomimo tych zabezpieczeń nie obeszło się bez awantur. Szczególnie ciekawie było przed stadionem. Znowu posłużę się cytatem z gazetki wydawanej przez kibiców Legii (Forza Legia nr7/1996)… „Po wjeździe do miasta grupka legionistów wyczaiła podejrzany autokar. Okazało się, że byli to kibice … Hutnika Kraków, którzy jechali na mecz z ŁKS-em do Łodzi.” Grupa ta liczyła ponad 10 osób i kręciła się w pobliżu stadionu spotykając min. kibiców Widzewa zamieszkujących w Bełchatowie. Z Krakusami do większej awantury nie doszło ze względu na szybką interwencję psów, w krótkim starciu zdobyto bodajże jeden szalik Hutnika. Skąd autokar Hutnika znalazł się w Bełchatowie…? Okazało się, że miało to być oficjalne przybicie zgody pomiędzy kibicami GKS i Hutnika. Warto także dodać, że po tym incydencie krakusy nie dojechały już na swój mecz do Łodzi. Na samym stadionie również było ciekawie. Przytoczę kolejny fragment z 7 numeru „FL”… „Na stadionie przed meczem w warszawskim sektorze doszło do bijatyki kibiców Legii z policją. Swoje obowiązki kundle potraktowały super poważnie więc lały winnych i niewinnych. Również przed meczem jeden z warszawskich kibiców wtargnął na płytę i pomknął pod sektor szalikowców Bełchatowa w wiadomym celu. „Kamikadze” zerwał pierwszą z brzegu flagę „Gieksy” i … wpadł w ręce porządkowych…”. W momencie całego zamieszania na sektorze przyjezdnych znajdowało się około 100 kibiców Legii. Ogólnie na meczu stawiło się około 300 fanatyków warszawskiego zespołu.

Kolejny wyjazd do Bełchatowa – 1998/1999 (PP) również był ciekawy jeśli chodzi o emocje czysto „sportowe”. Zaraz przed samym gwizdkiem sędziego na sektor zajmowany przez fanatyków GKS-u wpadła grupka około 10 osób dla, których „football to nie wszystko”.. Kibice z Bełchatowa tak opisują to wydarzenie na swojej stronie internetowej: „W sezonie tym trafiły nam się też 2 poważne wpadki tzn. przegonienie naszego młyna przez 12 warszawskich „Teddy Boys” na meczu GKS-Legia (PP).” Była to chyba jedna z pierwszych akcji przegonienia sektora gospodarzy podjęta przez tą sekcję (zdjęcia obok). Teraz przejdźmy do meczów, które bełchatowianie rozgrywali w Warszawie lub jej okolicach.

13.09.1998 LEGIA WARSZAWA 3–0 GKS BEŁCHATÓW

Dość ciekawie działo się po meczu Legia-GKS – 1998/1999. Gieksa przyjechała bodajże jednym autokarem i dodatkowo wspierały ich ówczesne zgody: Pogoń Lębork i Bałtyk Gdynia. Bus z Lęborka został rozkminiony przed meczem więc chuligani Legii postanowili udać się w pierwszej kolejności za Pogonią, która została puszczona bez obstawy. Niestety zanim wszyscy chętni dołączyli do peletonu bus z Lęborka był na rogatkach Warszawy. Żadna z prób zatrzymania Pogoni nie powiodła się, dlatego rozpoczął się pościg niczym te oglądane w filmach sensacyjnych. Ekipa z jednego samochodu postanowiła dokonać typowego abordażu na uciekającego busa przy prędkości zbliżającej się do okrągłej paczki. Gdyby okna w pojeździe uciekających były większe to prawdopodobieństwo na powodzenie tego manewru było by większe. Nieudany abordaż zrobił jednak duże wrażenie na atakowanych gdyż oddali jeden lub dwa szaliki i wyrzucili jedną z flag, którą po drodze zabiera auto z pościgu. Następnie przeprowadzono próbę hamowania na dwa samochody przed busem. Jego kierowca wykazał się jednak brawurową ucieczką pasem zieleni znajdującym się z lewej strony i obtarł się o stalową bandę oddzielającą co spowodowało „wulkan” iskier. Próbowano jeszcze zatrzymać busa rzucając w jego stronę te rzeczy, które znajdowały się akurat pod ręką jednak bez rezultatu. Byliśmy już grubo za Warszawą kiedy ścigany pojazd skręcił na stację benzynową. Szybka akcja na stacji i w nasze ręce wpada kolejna flaga. Ze względu na cały przebieg akcji szybko się rozdzielamy i wracamy do Warszawy odpuszczając sobie plan ataku na bełchatowian.

Pamiętam jeszcze o jednej akcji Bełchatów chyba rok 2000, która rozegrała się gdzieś w okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego. GKS grał ze Świtem – II liga i na ten mecz przybyły bodajże trzy samochody przyjezdnych z jedną małą flagą. Niestety przybysze nie mieli ochoty na konfrontację z dwoma autami legionistów.  Znowu posłużę się cytatem ze strony kibiców GKS-u „Podczas naszego powrotu z Nowego Dworu goni nas Legia dwoma autami, bardzo dobrym składem. Nie podejmujemy walki ratując się karkołomną samochodową ucieczką.”

To było by na tyle tych wspomnień…A teraz oddajmy głos kibicowi GKS Bełchatów, który tak pamięta opisywany mecz (przepisane z zina z 1998 roku):

GP

Na ten mecz wybraliśmy się dwoma autokarami w sile ponad 70 osób. Wspomagało nas 11 kiboli Pogoni Lębork i 5 Bałtyku Gdynia. 4 ziomków z LKS-u jechało razem z nami, a reszta dojechała busem prosto z Lęborka. Natomiast Bałtyk ze swoja flagą przybył do Warszawy koleją już wcześnie rano i cały czas do meczu upływał im w stolicy sielankowo na piciu alkoholu.

Nasza podróż też minęła spokojnie poza drobnymi szaleństwami na przystankach. Przy wjeździe do Warszawy przejmują nas psy, wraz z którymi docieramy na Łazienkowską. Tam spotykamy resztę fanów zaprzyjaźnionych. Na sektorze wieszamy 12 flag, w tym najbardziej znaną „Valiant Boys”, a także 1 flagę Pogoni i 2 Bałtyku. Na meczu staraliśmy się wspomagać swoją drużynę dopingiem, ale trzeba przyznać, że Legia prawie cały czas zagłuszała nas całkowicie. Zajebiście wychodził im doping prowadzony na dwie strony stadionu, ekstra prezentowały się też liczne flagi na kijach powiewające na Żylecie. Po meczu mimo dotkliwej porażki cała drużyna dziękuje nam za doping, za co my też im dziękujemy.

Po meczu psy odwożą nas do granic miasta. W dalszej drodze spodziewaliśmy się akcji samochodziarzy Legii, bo tak obiecywało nam paru typków, z którymi gadaliśmy w przerwie. Okazało się jednak, że szemrańcy wybrali inne, łatwiejsze rozwiązanie i zamiast za nami udali się za busem z Lęborka. Został on dogoniony tuż za Warszawą przez kilka samochodów i po kilkunastu kilometrach ucieczki musiał się zatrzymać, bo stracił już kilka szyb i zaczęło brakować paliwa. Pogoń nie miała większych szans na obronę i łupem Legii padło kilka szali oraz 2 flagi: Pogoni i Bałtyku. Z tego co mówili mi później fani z Lęborka, Warszawiacy nie kradli żadnych prywatnych rzeczy nie związanych pośrednio z kibicowaniem i tu plus dla nich, że nie byli to pospolici złodzieje tylko prawdziwi honorowi hool’s.

Co do nas, to podróż powrotna do Bełchatowa upłynęła nam bez dalszych emocji, nie licząc promocji w barach (łupem padło sporo żarcia i picia min beczka piwa).

PIOTREK – GKS BEŁCHATÓW 

ZDJĘCIA: Na wszystkich fotkach mecz Bełchatów – Legia 1998.