LIPIEC 2010: WYWIAD Z ŁUKASZEM JURKOWSKIM („SDW”).

Obóz obozem, niestety nadszedł czas na powrót do tzw. normalnego życia, które zresztą i tak wszyscy dookoła zwą nienormalnym. W życiu osobistym pierdoli się konkretnie, ale o czytelnikach zina nie można zapomnieć. Wszak piosenkarze najlepsze rzeczy tworzą w bólu – to samo jest z nami, pismakami amatorami. W polityce, klubie i życiu nędza, rozpacz, ale do walenia w tarczę treningową dochodzi walenie w klawisze i pomaga…Oby nie doszło do nich nader częste walenie…konia, heh, ale „jedyną kobietą która kocha okazała się matka” to nie jest nowa teza wymyślona przez moją osobę. Lecz nie czas na osobiste żale…Po przerwie zaczniemy wakacyjną anegdotą i zdrowotno sportowymi skanami z prasy. A więc. Na pewien obóz sportowy w Polsce przyjechali sportowcy z Kenii. Inni obcokrajowcy na drugi dzień przystąpili do ćwiczeń z dziesiątkami Polaków. Afrykanie przystąpili do podrywania nieletnich Polek oraz spytali gdzie można wsiąść w najbliższy autobus do Warszawy. Chuj wie…może zamiast sprzętu do ćwiczeń mieli kilka par butów na sprzedaż. Na to wychodzi…Poczytajcie wywiad z Jurasem, polskim zawodnikiem MMA utożsamiającym się swego czasu z Legią.

ni chuja nie wypoczęty psychicznie i fizycznie Ł.